Strasznie was przepraszam że mnie nie było przez tak długi czas i że was o tym nie powiadamiałam, ale miałam karę na laptopa i nie miałam możliwości was poinformować. Dzisiaj w szkole miałam halloween, wszystkie światła były zgaszone i tylko dynie świeciły, i taka straszna muzyka leciała i nawet nauczyciele byli przebrani xd
Nie wiem czy dam radę skończyć rozdział dzisiaj, ale postaram się. Jutro będzie na pewno, bo mam wolne i siedzę w domu do południa ;)
środa, 30 października 2013
poniedziałek, 21 października 2013
Rozdział XXV
Uwagi dla czytających ;)
W rozdziale będzie dużo filmików, żeby to w miarę sprawnie grało z tekstem tu macie wskazówki jak to czytać.
<przykład bez linku>
,, Poszedł, zerwał kwiatka i go powąchał xd
<klik>
Od 2.22 minuty widzimy że kwiatem tym jest róża.
Następnie zaniósł go i włożył do wazonu."
wiem, głupawy przykład ale skup się! xd
Czytasz zdanie i gdy widzisz napis ,,klik". Jeśli pod tym napisem pochyłą czcionką coś jest napisane, czytaj to, będą to wskazówki np. w jakiej części filmiku zwrócić szczególną uwagę na coś. Następnie klikasz na linka, oglądasz i gdy się skończy wracasz do tekstu i czytasz dalej.
Proszę o wyrozumiałość co do długości treści rozdziału, spędziłam masę czasu szukając odpowiednich filmików.
Oczywiście wszystkie te podpisy to tylko wyobraźnia stworzona do fanfiction, w pierwszym filmiku na przykład Harry macha za pewne fance xd
W komentarzach napisz, czy podoba ci się ,,forma filmikowa" xd
Miłej lektury.
_____________________________________- Rozumiem. - odparłam cicho, przygryzając wargę. Wtuliłam się w jego umięśniony tors. Poczułam ten charakterystyczny zapach jego perfum.
- Kocham cię. - powtórzył.
- Ja Ciebie też, Harry. Mam najprzystojniejszego chłopaka pod słońcem. - odparłam lekko muskając jego usta.
- Możesz coś dla mnie zrobić? - spytał nagle.
- Co?
- Możesz powiedzieć, że masz najprzystojniejszego przyszłego męża? - wyszeptał delikatnie chwytając moją dłoń.
Podniosłam na niego wzrok
Boże, jaki on jest przystojny! Idealny kształt szczęki, kształtne różowawe usta i zielone oczy, współgrające z brązowymi lokami zaczesanymi niedbale do góry.
- Nie będziemy się z tym śpieszyć. Chcę tylko mieć pewność, że jesteś moja i nikt mi cię nie zabierze... - szepnął.
Uśmiechnęłam się i pozwoliłam mu włożyć na palec pierścionek.
- Przeee....szkodziłem w czymś? - zawahał się zdezorientowany Liam.
- Nieee... - uśmiechnęłam się. - to ja już może pójdę do twoich rodziców. - zwróciłam się do Harry'ego. Odwzajemnił uśmiech.
Na arenie było już dużo osób. Zajęłam miejsce obok Anne.
- Co chciał Harry? - spytała się.
- uumm...nic, chciał mnie wyciągnąć na scenę. - zaśmiałam się.
- On nigdy tak nikogo nie kochał. Nawet mnie. - powiedziała cicho.
- Bez przesady. - uśmiechnęłam się trochę speszona.
- Gabby nie zaprzeczaj, cieszę się że dałaś Harry'emu szansę. On ma wady...liczne, ale jesteś dla niego najważniejsza. - chwyciła moją rękę i chciała ją uścisnąć, ale jej wzrok zatrzymał się na...pierścionku.
Bojąc się jej reakcji spuściłam głowę.
- Tego tu wcześniej nie było. - zaśmiała się.
- Taak...bo...my...ja...uummm... - nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Nie tłumacz mi się, bo nie masz z czego! Nie wiesz jak bardzo się cieszę! - krzyknęła zadowolona.
Piski fanek były już bardzo głośne. Światła zaczęły mrugać i rozległa się znajoma muzyka.
<klik>
0.45 minuta Harry patrzy się na Gabby i jej macha.
Uśmiechnęłam się do niego. Jego głos....mogłam się w nim godzinami rozpływać...
Cała arena przepełniona płaczącymi dziewczynami, pełno plakatów ,,I love Louis" , ,,I love Zayn" , ,,I love Liam" , ,,I love Niall" i tymi najgorszymi dla mnie ,,I love Harry" wiem, że Harry jest mój, ale mimo wszystko jestem zazdrosna nawet o to.
Moja ulubiona piosenka chłopców - ,,Teenage Dirtbag" się zaczyna. Hazz doskonale wie, że podczas jego solówek tracę jeszcze bardziej głowę, więc pozostaje możliwie jak najbliżej mnie, i patrzy się uważnie na moją twarz...
<klik>
1.52 taniec Harry'ego - oczywiście żeby popisać się przed Gabby xd
Taki idealny, piękny, cudowny, a jednocześnie z dużymi wadami...
Jednak moja miłość do niego jest ogromna. Zbyt silna, by zrazić się na przykład tym, że potrafi się zmienić w jednej chwili w oziębłego i obojętnego.
Gdy zszedł ze sceny razem z chłopakami, nie mogłam się doczekać aż będę mogła znów go dotknąć.
Gdyby nie fakt, że obok szli jego rodzice, rzuciłabym mu się na szyję.
Harry uśmiechnął się i mocno mnie przytulił. Na jego czole widniały kropelki potu, a loki były mokre od wody. Koszulka lepiła się do umięśnionego torsu. Jego perfumy wymieszały się teraz z zapachem potu, mimo to gdy ujął mnie w ramionach czułam się cudownie.
Chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam.
- Wy myślicie że ja młoda nie byłam? Całujcie się, przecież wiem co wy robicie, tez byłam w waszym wieku. - zaśmiała się Anne.
- Mamo, ja jestem potwornie zmęczony, już jest późno, jutro spotykamy się na śniadaniu tak? - spytał obejmując mnie w talii i ruszając w kierunku samochodu.
- Taak synku. Ja wam coś przygotuję, Gabby jest zmęczona podróżą, ty koncertem, przyda wam się odpoczynek.
Powoli rozczesałam włosy, pachnące moi ulubionym, różanym szamponem. Twarz i ręce nasmarowałam kremem. W swojej długiej koszulce powędrowałam z powrotem do pokoju. Harry leżał rozciągnięty na łóżku w samych bokserkach. Przeglądał coś w telefonie. Gdy mnie zobaczył poderwał się i chwycił leżącą na szafce obok swój T-shirt.
- Załóż. - uśmiechnął się.
- Hazz to jest koszulka z koncertu, jest cała przepocona! - zaprotestowałam śmiejąc się.
- Mówiłaś że lubisz mój zapach... - zrobił smutną minkę.
- No bo...oooohh no, daj to już! - uległam.
Oddaliłam się parę kroków od łóżka, i ściągnęłam koszulkę.
- Kurwa! - przeklął Harry. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Wstał i powoli podążył do mnie.
- o cholera... - jęknął patrząc na moje ciało. - dla czego nie widziałem jeszcze tej bielizny? - spytał ogarniając wzrokiem mój koronkowy, czerwony stanik.
- Okazji nie było. - przygryzłam wargę patrząc na napięty materiał na jego bokserkach.
- Wiesz...w sumie nie zakładaj tej koszulki. Nie będzie nam już potrzebna. - przyparł czołem do mojego.
Mruknął z zadowoleniem wodząc palcami po brzegu mojego stanika. Odchyliłam do tyłu głowę.
Położył mnie na łóżku i uklęknął na czworaka. Mogłam poczuć jego narastającą erekcję przy moim wnętrzu.
- Nawet trudno mi jest zdecydować, czy mam to zdjąć, czy może zostawić... - wyszeptał całując mój brzuch, powodując gęsią skórkę. Co raz bardziej przylegał członkiem do mojego krocza.
Powoli wsunęłam palce pod pasek jego bokserek. Z jego ust wydał się gardłowy jęk.
Nagle drzwi od pokoju otworzyły się.
Stanęła w nich Anne, robiąc wielkie oczy.
- Przepraszam ja...powinnam pukać... - szybko uciekła, gwałtownie naciskając klamkę.
_____________________
Kocham awarie prądu, zwłaszcza gdy usuwają mi 2 razy całkowicie napisany rozdział gotowy do publikacji -,-
Brawa dla elektrowni!
xd
piątek, 18 października 2013
ogłaszam żałobę xd
Kończyłam rozdział, poszłam do kuchni się napić i nagle prąd wyłączyli. Komputer się wyłączył, a co za tym idzie rozdział się nie zapisał -,-
Musze pisać od nowa, wybaczcie ale w tej sytuacji pojawi się dopiero jutro ;C
Musze pisać od nowa, wybaczcie ale w tej sytuacji pojawi się dopiero jutro ;C
czwartek, 17 października 2013
Kontakt
Hejka!
Następny rozdział pojawi się dziś lub jutro, zależy jak mi pójdzie pisanie.
Macie jakieś pytania, propozycje?
Chcecie być na bieżąco z informacjami o blogu i rozdziałach?
Może chcecie po prostu 10/10 like, 20/20 like itp. ?
Myślę też nad założeniem twitterów bohaterom, co wy na to ;)
Jeszcze zobaczymy.
Zapraszam na aska.
Do następnego ;*
Następny rozdział pojawi się dziś lub jutro, zależy jak mi pójdzie pisanie.
Macie jakieś pytania, propozycje?
Chcecie być na bieżąco z informacjami o blogu i rozdziałach?
Może chcecie po prostu 10/10 like, 20/20 like itp. ?
Zapraszam na mojego aska ;)
http://ask.fm/He3He3He3
Lajkuje wszystkim ( jeśli podacie mi że jesteście z bloga) chcę się wam po prostu odwdzięczyć chociaż w taki sposób ;)Myślę też nad założeniem twitterów bohaterom, co wy na to ;)
Jeszcze zobaczymy.
Zapraszam na aska.
Do następnego ;*
wtorek, 15 października 2013
,,Breathe" tłumaczone na inne języki!
Patrzę na statystyki wyświetleń i odbiorców. Są zaskakujące :D
Z Polski, wiadomo mamy najwięcej ( około 300 wyświetleń)
Następnie ze Stanów Zjednoczonych (około 50 wyświetleń)
Potem z Ukrainy (około 20 wyświetleń)
Dalej pojawiają się takie kraje jak Irlandia, Niemcy, Wielka Brytania, Rosja, Belgia Serbia .
Dopiero teraz przeglądając stare wiadomości na e-mailu zauważyłam prośby o pozwolenie tłumaczenia.
Więc kilka spraw do tłumaczących z innych krajów ;) < poniżej wersja angielska>
- Przede wszystkim proszę żeby wszystkie te osoby zgłosiły się do mnie (może być w komentarzu pod tym wpisem, w własnym języku, nie musicie tłumaczyć na polski)
- Może już nie same rozdziały, ale notki ze spokojem mogę pisać także po angielsku, nie jest to dla mnie żaden problem bo znam angielski...powiedzmy że podobnie jak polski ;)) Wiem jak ciężko znaleźć zwłaszcza za granicą słowniki języka polskiego, a raczej mało osób się go uczy.
- Dziękuję za to wyróżnienie, nawet nie wiecie jak się cieszę! Od razu dzwonię do Oli, chociaz tym troche ja podniosę na duchu ;/
English verssion
So a few things to explain to other countries;)
- First of all, to please all these people have come forward to me (maybe in a comment on this entry, in their own language, you do not have to translate into Polish)
- Maybe it's not the same chapter, but notes with peace can not write well in English, this is not a problem for me because I know English ... let's say that, like the Polish;)) I know how hard to find especially for Polish foreign language dictionaries, and rather few people to teach it.
- Thank you for this award, do not even know how happy I am! Immediately call for Ola, though the little I will raise the spirits;/
Z Polski, wiadomo mamy najwięcej ( około 300 wyświetleń)
Następnie ze Stanów Zjednoczonych (około 50 wyświetleń)
Potem z Ukrainy (około 20 wyświetleń)
Dalej pojawiają się takie kraje jak Irlandia, Niemcy, Wielka Brytania, Rosja, Belgia Serbia .
Dopiero teraz przeglądając stare wiadomości na e-mailu zauważyłam prośby o pozwolenie tłumaczenia.
Więc kilka spraw do tłumaczących z innych krajów ;) < poniżej wersja angielska>
- Przede wszystkim proszę żeby wszystkie te osoby zgłosiły się do mnie (może być w komentarzu pod tym wpisem, w własnym języku, nie musicie tłumaczyć na polski)
- Może już nie same rozdziały, ale notki ze spokojem mogę pisać także po angielsku, nie jest to dla mnie żaden problem bo znam angielski...powiedzmy że podobnie jak polski ;)) Wiem jak ciężko znaleźć zwłaszcza za granicą słowniki języka polskiego, a raczej mało osób się go uczy.
- Dziękuję za to wyróżnienie, nawet nie wiecie jak się cieszę! Od razu dzwonię do Oli, chociaz tym troche ja podniosę na duchu ;/
English verssion
So a few things to explain to other countries;)
- First of all, to please all these people have come forward to me (maybe in a comment on this entry, in their own language, you do not have to translate into Polish)
- Maybe it's not the same chapter, but notes with peace can not write well in English, this is not a problem for me because I know English ... let's say that, like the Polish;)) I know how hard to find especially for Polish foreign language dictionaries, and rather few people to teach it.
- Thank you for this award, do not even know how happy I am! Immediately call for Ola, though the little I will raise the spirits;/
Rozdział XXIV
- Uspokójcie się...może...może to nie ten samolot? - spytał rozpaczliwie próbując nas pocieszać Liam.
- Chłopcy spokojnie... - powiedziała moja mama.
- Mamo one nie żyją! - wrzasnąłem. Nie panowałem nad sobą tak samo jak Lou.
- Jadę na lotnisko. - wyjąkał Tomlinson.
Chwyciłem telefon i wybiegłem za nim, nie zważając na matkę i chłopaków.
Fanki już wiedziały o co chodzi, i nawet nas nie zatrzymywały.Nie robiąc nic były dla nas wsparciem. Ale dziś nie zwróciliśmy na nie uwagi, zatraceni w nadziei że El i Gabby leciały innym samolotem. Teraz wiem, jak bardzo stała się dla mnie ważna ta zadziorna, uparta i czasem oziębła blondwłosa dziewczyna!
Nie mogłem już powstrzymać łez. Ryczałem jak dziecko. Ja nie przeżyję bez Gabby! Ja nie dam rady! Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie!
Nie czekając aż Louis wyłączy silnik wybiegłem z samochodu i podążyłem w stronę lotniska.
Ochrona nie przejmując się za bardzo mną całym czerwonym od płaczu otworzyła mi tylko obojętnie drzwi. Za mną podążał Louis.
Dopadłem pierwszego lepszego kierownika.
- Macie jakieś dowody na to, że one rzeczywiście leciały tym samolotem?! - wyjęczałem.
- Niestety....panowie, proszę, uspokójcie się...nie ma na razie nic wskazującego na to, że pani Calder i Minay leciały tym kursem... ale.... - rozłożył ręce bezradnie.
Louis schował ręce w dłoniach, ja walnąłem pięścią w ścianę.
- ...ale na pewno lepiej będzie, jeśli panowie się uspokoją, a ja zrobię wszystko żeby było dobrze... - dokończył.
- A odda nam pan je? Jak mamy się nie denerwować! - warknąłem.
Nie odpowiedział nic, po za krótkim ,,przepraszam na chwilę" i odszedł.
Załamani usiedliśmy na ławce. To nie mogło się stać! Ja bez niej nie przeżyję! Nie dam rady bez Gabby...
Chcę być z nią na zawsze! Zawsze przy niej! Chcę mieć z nią dzieci, i być aż do śmierci!
- Harry! - krzyknął Louis trącając mnie w ramię. Pokazał mi w oddali dwie dziewczyny: blondynkę i brunetkę.
Zerwaliśmy się do biegu, jęcząc rozpaczliwie gdy zobaczyliśmy jak wsiadają do taksówki.
Nadzieja, nikła, pieprzona nadzieja że to będą one kazała nam biec ile sił w nogach za pojazdem.
100 metrów, 200 metrów, 300...maraton w którym nie wiesz czy cel okaże się być słusznym i prawdziwym.
- Chyba będzie trzeba podwoić liczbę treningów na siłowni! - jęknął zdyszany Louis.
Sprintem przebiegliśmy chyba 1 kilometr, i potem zaczęliśmy zwalniać do truchtu.
Przy jednym ze sklepów taksówka się zatrzymała, i dziewczyny wysiadły z niej. Ulice w Californii były proste, więc z łatwością mogliśmy zobaczyć je oddalone od nas 600 metrów. Zacisnąłem zęby i puściłem się sprintem. Ciężko dyszałem, wypuszczałem powietrze przez zęby, krzywiąc się przy tym. Jęknąłem jeszcze raz i przyśpieszyłem. Myślałem że zemdleję. Ale jeśli to Gabby, będę najszczęśliwszym człowiekiem na świcie, razem z Louisem który dotrzymywał mi tempa cały czerwony.
Poznałem ją. Ten uśmiech, włosy, chude nogi. To ona! Moja, najdroższa Gabby!
- Gabrielle! - wrzasnąłem zmuszając swoje nogi do biegu w szalonym tempie. Zdjęła okulary przeciwsłoneczne uśmiechając się lekko. Była zdezorientowana, a ja teraz płakałem ze szczęścia. Chciałem wrzeszczeć, jak bardzo się bałem, jak bardzo ją kocham!
Wbiegłem na nią rozpędzony chwytając ją na ręce. Z jej ust wydobył się lekki krzyk paniki, ale po chwili patrzyła na mnie spokojnie ze zdziwieniem.
- Gdzie Eleanor! - wrzasnął nadbiegający Louis. Kiedy go zgubiłem? Za nim zobaczyłem staruszkę z rozerwaną siatką. A no tak, musiał na kogoś wbiec.
- W sklepie... - odparła nadal zaskoczona Gabby.
Tomlinson wbiegł w szaleńczym tempie do budynku.
- Co się stało? - odparła ze śmiechem.
- Ty się jeszcze pytasz?! Samolot którym myśleliśmy że leciałyście wpadł do oceanu! Myśleliśmy że was straciliśmy! - rozpłakałem się trzymając ją na rękach i przyciskając do siebie jak tylko to możliwe.
- Eleanor szukała kosmetyczki...i się spóźniłyśmy na ten samolot... - odparła lekko zszokowana. Otarła się ze śmiercią. Ocaliła ją pieprzona kosmetyczka.
- Mogłem cię stracić! - wyjąkałem, wtulając się w jej piersi.
Wplotła palce w moje loki, delikatnie całując mnie w czoło.
- Kocham Cię. - wyszeptała.
- Ja Ciebie jeszcze bardziej. Myślałem że oszaleję, jak usłyszałem o tej katastrofie... - musnąłem jej usta. Paparazzi będą mieli na prawdę ciekawy materiał.
***
4 godziny później
***
Ręce jeszcze mi się trzęsły po dzisiejszym dniu, mogę go zaliczyć do tych najgorszych z całą pewnością. Teraz chodź by jeden, cichy huk gdy Gabby spadła łyżka wywołała u mnie panikę, bo myślałem że coś jej się stało.
- Kochanie jesteś gotowa? - krzyknąłem do Gabby.
- Tak, już idę. - odpowiedziała z łazienki.
Wszedłem powoli do pomieszczenia. Położyłem ręce na jej biodrach i zassałem jej szyję, robiąc wyraźną malinkę. Uśmiechnęła się tylko, i delikatnie pocałowała mój nos.
- Nie wierzę że mogłem cię stracić... - wyszeptałem.
- Spóźnisz się na swój koncert. - uśmiechnęła się zmieniając temat.
W drodze na arenę nie odzywała się do mnie. Tylko chłopaki wariowali. Paul, moja matka, Robin, Lou i Eleanor też byli cicho. Wszystkich dotknęło w jakimś stopniu dzisiejsze zdarzenie.
Przy arenie czekały tłumy fanek. Szybko przeszliśmy za bramki i weszliśmy na obiekt.
Chwyciłem mocno Gabby za rękę.
Gabby's pov.
Trudno się otrząsnąć po wiadomości, że mogłam umrzeć. Ale wolę o tym nie myśleć, tylko zająć się Stylesem. Jak on się stara! Widzę, że mnie kocha.
Rodzice Hazzy usiedli obok sceny, wraz z Paulem. Chciałam zrobić to samo, ale chłopak pociągnął mnie za rękę i poszłam z nim za scenę.
Ujął moją twarz w dłonie.
- Masz zawsze być przy mnie, rozumiesz? - wyszeptał patrząc mi się prosto w oczy.
- Dobrze Harry, ale na koncercie mogę siadać obok sceny, prawda? - zaśmiałam się.
- Nie. - odparł krótko.
- Nie wyjdę z tobą na scenę idioto! - krzyknęłam zszokowana. On cały czas wpatrywał mi się spokojnie w oczy.
- Wyjedziesz. Muszę cię pilnować. - wyszeptał.
- Harry...a jak będę wyjeżdżała na pokazy, sesje, fashion weeki ? - spytałam próbując go przekonać.
- Pojadę z tobą. - uparł się.
- A twoja trasa? Koncerty? Spotkania z fanami? - byłam zaskoczona jego nastawieniem.
Spuścił głowę i nie wiedział co powiedzieć.
- No właśnie. Rzeczywistość po prostu jest taka, że nie dasz rady być zawsze ze mną. Będziemy musieli się rozdzielać. Przecież ja na tej samej podstawie mogę obawiać się o ciebie Harry! Masz miliony fanek, ładniejszych ode mnie! Podróżujesz więcej ode mnie...to ja tu mogę się obawiać, że stracę cię albo przez to że znajdziesz lepszą, albo...przez tą drugą, jeszcze gorszą opcję! - wykrzyczałam.
- Nigdy, przenigdy bym cię nie zdradził! - zapewnił.
Spotkał się z moim krytycznym wzrokiem.
- Ty już to zrobiłeś, Harry. - odparłam spokojnie.
- To był największy błąd jaki popełniłem. Ty jesteś najpiękniejsza, najlepsza, jedyna. Liczysz się tylko ty, rozumiesz? - zacisnął zęby.
_____________________________
To jutro pasowanieee :D
Jaram się...nie wiem czemu właściwie xd
Do następnego ;*
- Chłopcy spokojnie... - powiedziała moja mama.
- Mamo one nie żyją! - wrzasnąłem. Nie panowałem nad sobą tak samo jak Lou.
- Jadę na lotnisko. - wyjąkał Tomlinson.
Chwyciłem telefon i wybiegłem za nim, nie zważając na matkę i chłopaków.
Fanki już wiedziały o co chodzi, i nawet nas nie zatrzymywały.Nie robiąc nic były dla nas wsparciem. Ale dziś nie zwróciliśmy na nie uwagi, zatraceni w nadziei że El i Gabby leciały innym samolotem. Teraz wiem, jak bardzo stała się dla mnie ważna ta zadziorna, uparta i czasem oziębła blondwłosa dziewczyna!
Nie mogłem już powstrzymać łez. Ryczałem jak dziecko. Ja nie przeżyję bez Gabby! Ja nie dam rady! Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie!
Nie czekając aż Louis wyłączy silnik wybiegłem z samochodu i podążyłem w stronę lotniska.
Ochrona nie przejmując się za bardzo mną całym czerwonym od płaczu otworzyła mi tylko obojętnie drzwi. Za mną podążał Louis.
Dopadłem pierwszego lepszego kierownika.
- Macie jakieś dowody na to, że one rzeczywiście leciały tym samolotem?! - wyjęczałem.
- Niestety....panowie, proszę, uspokójcie się...nie ma na razie nic wskazującego na to, że pani Calder i Minay leciały tym kursem... ale.... - rozłożył ręce bezradnie.
Louis schował ręce w dłoniach, ja walnąłem pięścią w ścianę.
- ...ale na pewno lepiej będzie, jeśli panowie się uspokoją, a ja zrobię wszystko żeby było dobrze... - dokończył.
- A odda nam pan je? Jak mamy się nie denerwować! - warknąłem.
Nie odpowiedział nic, po za krótkim ,,przepraszam na chwilę" i odszedł.
Załamani usiedliśmy na ławce. To nie mogło się stać! Ja bez niej nie przeżyję! Nie dam rady bez Gabby...
Chcę być z nią na zawsze! Zawsze przy niej! Chcę mieć z nią dzieci, i być aż do śmierci!
- Harry! - krzyknął Louis trącając mnie w ramię. Pokazał mi w oddali dwie dziewczyny: blondynkę i brunetkę.
Zerwaliśmy się do biegu, jęcząc rozpaczliwie gdy zobaczyliśmy jak wsiadają do taksówki.
Nadzieja, nikła, pieprzona nadzieja że to będą one kazała nam biec ile sił w nogach za pojazdem.
100 metrów, 200 metrów, 300...maraton w którym nie wiesz czy cel okaże się być słusznym i prawdziwym.
- Chyba będzie trzeba podwoić liczbę treningów na siłowni! - jęknął zdyszany Louis.
Sprintem przebiegliśmy chyba 1 kilometr, i potem zaczęliśmy zwalniać do truchtu.
Przy jednym ze sklepów taksówka się zatrzymała, i dziewczyny wysiadły z niej. Ulice w Californii były proste, więc z łatwością mogliśmy zobaczyć je oddalone od nas 600 metrów. Zacisnąłem zęby i puściłem się sprintem. Ciężko dyszałem, wypuszczałem powietrze przez zęby, krzywiąc się przy tym. Jęknąłem jeszcze raz i przyśpieszyłem. Myślałem że zemdleję. Ale jeśli to Gabby, będę najszczęśliwszym człowiekiem na świcie, razem z Louisem który dotrzymywał mi tempa cały czerwony.
Poznałem ją. Ten uśmiech, włosy, chude nogi. To ona! Moja, najdroższa Gabby!
- Gabrielle! - wrzasnąłem zmuszając swoje nogi do biegu w szalonym tempie. Zdjęła okulary przeciwsłoneczne uśmiechając się lekko. Była zdezorientowana, a ja teraz płakałem ze szczęścia. Chciałem wrzeszczeć, jak bardzo się bałem, jak bardzo ją kocham!
Wbiegłem na nią rozpędzony chwytając ją na ręce. Z jej ust wydobył się lekki krzyk paniki, ale po chwili patrzyła na mnie spokojnie ze zdziwieniem.
- Gdzie Eleanor! - wrzasnął nadbiegający Louis. Kiedy go zgubiłem? Za nim zobaczyłem staruszkę z rozerwaną siatką. A no tak, musiał na kogoś wbiec.
- W sklepie... - odparła nadal zaskoczona Gabby.
Tomlinson wbiegł w szaleńczym tempie do budynku.
- Co się stało? - odparła ze śmiechem.
- Ty się jeszcze pytasz?! Samolot którym myśleliśmy że leciałyście wpadł do oceanu! Myśleliśmy że was straciliśmy! - rozpłakałem się trzymając ją na rękach i przyciskając do siebie jak tylko to możliwe.
- Eleanor szukała kosmetyczki...i się spóźniłyśmy na ten samolot... - odparła lekko zszokowana. Otarła się ze śmiercią. Ocaliła ją pieprzona kosmetyczka.
- Mogłem cię stracić! - wyjąkałem, wtulając się w jej piersi.
Wplotła palce w moje loki, delikatnie całując mnie w czoło.
- Kocham Cię. - wyszeptała.
- Ja Ciebie jeszcze bardziej. Myślałem że oszaleję, jak usłyszałem o tej katastrofie... - musnąłem jej usta. Paparazzi będą mieli na prawdę ciekawy materiał.
***
4 godziny później
***
Ręce jeszcze mi się trzęsły po dzisiejszym dniu, mogę go zaliczyć do tych najgorszych z całą pewnością. Teraz chodź by jeden, cichy huk gdy Gabby spadła łyżka wywołała u mnie panikę, bo myślałem że coś jej się stało.
- Kochanie jesteś gotowa? - krzyknąłem do Gabby.
- Tak, już idę. - odpowiedziała z łazienki.
Wszedłem powoli do pomieszczenia. Położyłem ręce na jej biodrach i zassałem jej szyję, robiąc wyraźną malinkę. Uśmiechnęła się tylko, i delikatnie pocałowała mój nos.
- Nie wierzę że mogłem cię stracić... - wyszeptałem.
- Spóźnisz się na swój koncert. - uśmiechnęła się zmieniając temat.
W drodze na arenę nie odzywała się do mnie. Tylko chłopaki wariowali. Paul, moja matka, Robin, Lou i Eleanor też byli cicho. Wszystkich dotknęło w jakimś stopniu dzisiejsze zdarzenie.
Przy arenie czekały tłumy fanek. Szybko przeszliśmy za bramki i weszliśmy na obiekt.
Chwyciłem mocno Gabby za rękę.
Gabby's pov.
Trudno się otrząsnąć po wiadomości, że mogłam umrzeć. Ale wolę o tym nie myśleć, tylko zająć się Stylesem. Jak on się stara! Widzę, że mnie kocha.
Rodzice Hazzy usiedli obok sceny, wraz z Paulem. Chciałam zrobić to samo, ale chłopak pociągnął mnie za rękę i poszłam z nim za scenę.
Ujął moją twarz w dłonie.
- Masz zawsze być przy mnie, rozumiesz? - wyszeptał patrząc mi się prosto w oczy.
- Dobrze Harry, ale na koncercie mogę siadać obok sceny, prawda? - zaśmiałam się.
- Nie. - odparł krótko.
- Nie wyjdę z tobą na scenę idioto! - krzyknęłam zszokowana. On cały czas wpatrywał mi się spokojnie w oczy.
- Wyjedziesz. Muszę cię pilnować. - wyszeptał.
- Harry...a jak będę wyjeżdżała na pokazy, sesje, fashion weeki ? - spytałam próbując go przekonać.
- Pojadę z tobą. - uparł się.
- A twoja trasa? Koncerty? Spotkania z fanami? - byłam zaskoczona jego nastawieniem.
Spuścił głowę i nie wiedział co powiedzieć.
- No właśnie. Rzeczywistość po prostu jest taka, że nie dasz rady być zawsze ze mną. Będziemy musieli się rozdzielać. Przecież ja na tej samej podstawie mogę obawiać się o ciebie Harry! Masz miliony fanek, ładniejszych ode mnie! Podróżujesz więcej ode mnie...to ja tu mogę się obawiać, że stracę cię albo przez to że znajdziesz lepszą, albo...przez tą drugą, jeszcze gorszą opcję! - wykrzyczałam.
- Nigdy, przenigdy bym cię nie zdradził! - zapewnił.
Spotkał się z moim krytycznym wzrokiem.
- Ty już to zrobiłeś, Harry. - odparłam spokojnie.
- To był największy błąd jaki popełniłem. Ty jesteś najpiękniejsza, najlepsza, jedyna. Liczysz się tylko ty, rozumiesz? - zacisnął zęby.
_____________________________
To jutro pasowanieee :D
Jaram się...nie wiem czemu właściwie xd
Mam prośbę: u nas pasowanie polega jakby na czymś innym niż normalnie, pozwolę sobie nie tłumaczyć dla czego bo za długo by to trwało xd
Ale jutro od 8.00 mam hiszpański, potem od 9.00 fizykę, i dalej próby, a o 12.00 zaczyna się pasowanie. Trzymajcie za mnie kciuki ;)
A wy jakie lekcje macie jutro? ;)
Dziękuję za te 2 komentarze, które zmobilizowały mnie do pracy zamiast tańczenia po pokoju xdDo następnego ;*
poniedziałek, 14 października 2013
Heeej :)
Następny rozdział już jutro, 15 października ;)
Już jest 22.32 a ja nadal jestem w połowie rozdziału, o tej porze już mi mózg nie pracuje więc postanowiłam odłożyć to na jutro xd
Obiecuję, że pojawi się na 100%.
Dziękuję za wyświetlenia.
Mam potworną głupawkę i jestem nie obliczalna, więc mogę uśmiercić Gabby (ale nigdy nie wiadomo, jest 50 procent szansy że tak i 50 że nie).
Nie wiem co mi jest. Piszę z moim przyjacielem, słucham ,,Teenage Dirtbag" i latam po pokoju bo mam potworną głupawkę!!!
A co u was? xd,
Ja mam 16 października pasowanie, będę musiała w todze chodzić przez cały dzień (juuuhuuu xd)
I chłopacy z mojej klasy w tych za dużych togach będą tańczyć tanies ,,Best Song Ever" 1d ^^
Dobra, kończę bo jeszcze jakieś głupoty napiszę ;*
@JuliaMalik
Subskrybuj:
Posty (Atom)




