sobota, 12 października 2013

Rozdział XXIII


Sorki że właściwie tylko przez dwa rozdziały były typ ,,Dark" ale jakoś mi to pisanie nie idzie, zwłaszcza że Harry jest jakby zły, a ja nie umiem o tym pisać ;)

Przepraszam że taki krótki.

Wybaczcie, ale po prostu nie mam weny i zasypiam przed laptopem.

==================================

3 miesiące później

Harry's pov.
- Tak potwornie za tobą tęsknię! - powiedziałem do kamerki w laptopie.
Siedziałem sam na wielkim łóżku, w pustym i ciemnym pokoju, wpatrując się i zakochując jeszcze bardziej w dziewczynie którą widziałem na ekranie.
- Ja za tobą też. - uśmiechnęła się delikatnie.Widać że była zmęczona.
- Coś się stało?  - spytałem zaniepokojony.
- Niee..po prostu te sesje, pokazy...muszę na jakiś czas odpocząć. Mam już dość Londynu. - powiedziała cicho.
- Też właśnie jutro przylatujesz do mnie, razem z Eleanor. - zaśmiałem się. - nie lubię gdy jesteś na drugim końcu świata. Jesteś moja i masz być przy mnie.
- Harry zlituj się! Samolot jest o 5.30, jak ja mam wstać? - roześmiana objęła palcami kubek i powoli sączyła z niego płyn.
- Ale za to będziesz mogła odespać przy mnie całe dnie. - odparłem odwzajemniając uśmiech.
- Znam cię za dobrze, i wiem czym skończy się noc po miesiącu rozłąki! - stwierdziła.
- Moja wina że jesteś taka seksowna?! - zacząłem się żalić.
- Przytyłam Harry. Jestem grubą, tłustą świnią, a wszystko  dzięki tobie.  - powiedziała z sarkazmem.
- To, że pilnuję żebyś w ogóle coś jadła nie jest niczym złym, a po za tym ważysz jeszcze za mało. Jesteś zbyt chuda kochanie. - odparłem.
- Nie ma czegoś takiego jak zbyt chuda. - zaprotestowała.
- Będziesz za słaba jak przyjdzie czas na dzieci. - powiedziałem zaczynając ciężki i kruchy temat, kończący się prawie zawsze małą, chwilową kłótnią.
- Dzieci są akurat bardzo odległym tematem. Ty masz 21 lat, ja 20, jesteśmy trochę za młodzi.- wyminęła.
- To kiedy będzie dla ciebie odpowiedni wiek? - spytałem zawiedziony.
- 30...40...50...nigdy? - przewróciła oczami.
- Gabbyy! - krzyknąłem z pretensją, i miałem jeszcze coś dodać, ale do mojego pokoju wbiegł Lou.
- El z Gabby przyjeżdżają jutrooo! - wrzasnął i zaczął skakać po łóżku. Ze śmiechem obróciłem do siebie laptopa.
- Widzisz kotku? To już postanowione. - zaśmiałem się jeszcze raz, patrząc na zdezorientowaną a jednocześnie śmiejącą się blondynkę.

***
Gabby's pov.
- El, szybciej! - zanosiłam się śmiechem biegając po całym domu Louisa i Eleanor.
- No już! Jezu gdzie ja to podziałam!? - ona również biegając szukała potrzebnych rzeczy. Obie śmiałyśmy się nie wiadomo z czego.
Szybko chwyciłam walizkę i zbiegłam z nią na dół, ustawiając ją przy drzwiach.
- Widziałaś w ogóle moją kosmetyczkę?! - krzyknęła spanikowana El.
- Nie...może już ją spakowałaś? - spytałam nerwowo obiegając wzrokiem pomieszczenie.
- Która godzina? - zadała pytanie dopinając walizkę.
- 5.00 ! Nie zdążymy, przecież jeszcze musimy przebić się przez Londyn! - przeczesałam ręką włosy.
Zbiegła ze schodów (nawet nie wiem kiedy weszła na górę) i wyszłyśmy na ulice miasta.


Harry's pov
*4 godziny później*
- One już powinny tu być. - powiedział Louis.
- Pewnie poszły do jakiegoś sklepu czy coś. - odparłem ze spokojem oglądając TV.
- Ale wiedzą że wieczorem mamy koncert....nie widzieliśmy się od miesięcy, nie sądzę żeby poszły do sklepu Hazza. - stwierdził Louis.
- No to w takim razie fanki je zatrzymały. - byłem już znudzony tym nie pokojem.
- Paul przecież po nie pojechał! Nie mogło być tłumów nie do przejścia! - krzyknął.
- Kurwa jasna Louis! Zadzwoń do Paula, to się dowiesz gdzie są, i do jasnej cholery  Tommo daj mi spokój, głowa mi wysiada! - zacząłem się żalić.
Wybiegł z pokoju z telefonem w ręce.
Zostałem sam. Nareszcie. Niall poleciał do restauracji, Liam trenuje a Louis panikuje. Gabby w drodze, moi rodzice za chwilę będą....RODZCIE!? Boże totalnie o tym zapomniałem...
Mój apartament w Californii nie należał do tych najprzestronniejszych, a przede wszystkim niezbyt często go sprzątałem...
- Harry włącz TV! - wrzasnął Louis, którego po chwili zobaczyłem w pokoju. Leniwie sięgnąłem po pilota.
Słowa dziennikarki mnie wstrząsneły...
,,Tragedia z przed kilku godzin wciąż nie jasna. Samolot lecący z Londynu do Californii spadł do oceanu. Nikt nie przeżył "
Wyplułem na dywan wodę którą piłem. Chwyciłem komórkę i w pośpiechu wybrałem numer do Gabby. Louis dzwoniąc do Eleanor wyszukiwał w internecie więcej wiadomości.
 Dzwonek do drzwi. Moi rodzice, akurat teraz!
W oczach miałem łzy, włosy potargane...moja matka od razu zbladła, gdy mnie zobaczyła.
- Co się stało?! - spytał Robin, mój ojczym.
- Wejdźcie..ja.. - spojrzałem na swoje ręce. Całe mi się trzęsły. Z dołu zbiegł Lou.
Odpowiedział dzień dobry  i odebrał szybko im walizki.
- Chodzi o to że samolo... - nie dokończyłem. Zaczęły mi lecieć łzy.
- Nie mów że Gabby leciała w tamtej katastrofie! - krzyknęła moja matka zakrywając ręką usta.
Louis ocierając łzy nerwowo grzebał w laptopie.
- Harry, o której wylatywały z Londynu? - spytał histerycznie kręcąc się po pomieszczeniu z urządzeniem w rękach.
- 5.30. - krzyknąłem i poderwałem się z kanapy.
- oo kurwa...to ten samolot! - ryknął Tomlinson waląc w ścianę i płacząc.
Opadłem na podłogę. Schowałem twarz w dłoniach. Gabby! Nie! Nie...nie, nie, nie to nie może tak być! Gabby musi żyć!




czwartek, 10 października 2013

Rozdział XXII

Spuściłam głowę. Pocałunek nie trwał długo, ale mimo to we mnie wszystko wrzało. Moja skóra, spragniona jego dotyku była teraz gorąca i mrowiła. Serce biło w szaleńczym tempie. Teraz już wiem. Oszukiwałam samą siebie przez prawie pół roku: kocham Harry'ego. Uczucie do niego tak na prawdę nigdy nie wygasło...
- Gabby...wróć do mnie... - wymruczał.
Pokręciłam głową. Boję się zdrady, odrzucenia. Harry jest przystojny i idealny, na pewno będzie przyciągał uwagę kobiet. A ja za każdym razem cierpię! Chore doświadczenie z dzieciństwa gdy nie miałam nic każe mi wpadać w zazdrość gdy czuję chociaż najmniejsze zagrożenie teraz, dla mojego największego skarba...
- Nie Harry...nie dam rady... - odparłam i szybko ruszyłam w przeciwną stronę. Zaczęło padać.
- Gabby, stój! - wrzasnął za mną.
Zaczęłam biec. Nie wiem do kąt, w końcu nie miałam nawet gdzie spędzić nocy.
Straciłam siły wbiegając do jakiegoś parku.
- Gabby do kurwy jasnej! - krzyknął doganiając mnie Harry.
Znów zostałam przygnieciona do jakiegoś drzewa.  Oboje z nas oddychało szybko po biegu. Staliśmy i mokliśmy, bez reszty zatracając się w sobie.
- Nie. - wyszeptałam.
- Nie rób mi tego. Musisz ze mną być. - powiedział tak samo cicho tyle że znacznie bardziej rozpaczliwie.
- Harry ja nie chcę żeby znowu... - nie mogłam dokończyć.
- Nigdy już tego nie zrobię. Tylko ty dajesz mi szczęście, tylko z tobą chcę sypiać i być! - przerwał mi ściskając mocniej moje ramiona.
Pokręciłam głową.
- Gabby błagam! Kochasz mnie w ogóle chociaż trochę? - szepnął.
- Tak.- odparłam bez wahania, spuszczając wzrok na ziemię.
Delikatnie uniósł moja twarz do góry.
- Nigdy już tego nie zrobię. Ochronię cię przed wszystkim. Będziesz miała wszystko co chcesz, obiecuję.-powiedział z zeszklonymi oczami.
- Ja chcę tylko ciebie. - odparłam, po czym delikatnie musnęłam jego wargi. On odpowiedział mi bardziej zachłannym pocałunkiem, wprowadzając swój język do moich ust. Brakowało mi tego potwornie...
Wziął mnie na ręce, i poszliśmy do samochodu. Delikatnie pomógł mi wsiąść.
W drodze do jego domu cały czas trzymał rękę na moim kolanie. Panowała cisza. Z policzka poleciała mi łza. Miałam go przy sobie. Był mój... mogę wpleść palce w jego loki, mogę wtulić się w jego umięśnione ramiona i na reszcie czuć się komuś potrzebna.
- Dla czego płaczesz? - spytał zaniepokojony Harry.
- Nie płaczę. Po prostu cieszę się, że jesteś na reszcie mój. - uśmiechnęłam się.
- Zawsze byłem twój. - wymruczał. - kochanie...oddaj mi się dzisiaj...
Przygryzłam wargę. Nie mam na to ochoty, nie wiem czemu...
- Harry ja...mam okres. - wypaliłam bez namysłu, mimo że to było kłamstwo.
 Zaśmiał się.
- Kotku doskonale wiem, kiedy masz okres. - powiedział nie odrywając wzroku od drogi przed nami.
- Bo...Ja... - zawahałam się. Miałam mu powiedzieć ,,Nie chcę się z tobą pieprzyć, bo nie umiem ci na razie zaufać na nowo??" To bez sensu.
- Nie tłumacz się. Jeśli nie chcesz, nie zmuszam kochanie. - wyszeptał wjeżdżając na podjazd swojego domu.
Wow...zmienił się...nigdy nie był tak łagodny.

Zakluczył drzwi. Wszedł na górę, i po chwili wrócił ze swoją koszulka dla mnie na przebranie. Uśmiechnęłam się odbierając ubranie i podążając w stronę łazienki.
- A widoki? Przebież się tutaj... - poprosił z miną smutnego pieska.
- Nie Harry. - powiedziałam cicho.
Ostawił kubek który trzymał w ręce i podszedł do mnie powoli.
- Dla czego jesteś smutna? Noah ci coś zrobił? - szepnął dotykając mojego nosa.
- Nie...   - odparłam nie pewnie.
Delikatnie musnął moje wargi. Zamknęłam oczy i pozwoliłam się oddać pocałunkowi.
- Więc dla czego? - szepnął delikatnie przygryzając płatek mojego ucha.
- W czym jestem gorsza od Alice i Taylor? Co mam zrobić żeby im dorównać? - spytałam nieśmiało.
Usłyszałam jego cichy śmiech. Odsłonił rząd białych zębów w uśmiechu.
- Jesteś idealna i najlepsza. Wytrzymaj po prostu z moim trudnym charakterem. - wyszeptał i powrócił do całowania mojej szyi.
- Postaram się, ale nie wiem czy dam radę. - zaśmiałam się
- Nie drocz się ze mną, Minay. - odparł usadzając mnie na blacie w kuchni.
- Nie po nazwisku Styles. - powiedziałam obserwując jego ruchy.
- Właśnie że będę. - uśmiechnęłam się.



- Taak? - delikatnie gryzł miejsce za moim uchem. Wplotłam palce w jego loki, co wywaołało u niego ciche jęknięcie.
- Uwielbiam gdy to robisz. - szepnął nie przerywając poprzedniej czynności.
Stanął po między moimi nogami.
- Jesteś taka pięka...
___________________
Przepraszam że dodałam dzień później niż miałam, ale wczoraj miałam trening, koncert i 9 lekcji w szkole, jeszcze musiałam się uczyć na test z chemii, więc nie dałam rady.

niedziela, 6 października 2013

Rozdział XXII

 Przeczytaj notkę pod rozdziałem ;)
Pomysł na wymianę zdań (4-7 linijka) pochodzi z fanfiction ,,Black".
~~~~
@JuliaMalik
_____________________________
Blondynka pewnie wyszła z budynku, nie czekając na mnie.
- Długo będziesz się opierać? - warknąłem.
- Tak. Wyjeżdżam od razu do Londynu. - odpowiedziała pewnie.
- Prędzej tobie dziecko zrobię. - odparłem szorstko. Nie puszczę jej samej.
- Ciekawe czym? - spytała unosząc brwi.
- Penisem. Chcesz zobaczyć? - zaśmiałem się złośliwie.
- Przykro mi, nie mam lupy. - odgryzła się.
- Co sugerujesz?! - stałem się co raz bardziej nakręcony i wkurzony. Ostatnio za łatwo się denerwuję.
- To co słyszysz. - rzuciła obojętnie.
- Wiesz dobrze, że nie jest mały! - krzyknąłem. Każdy facet jest przewrażliwiony na punkcie wielkości swojego ,,przyjaciela"!
- W takim razie ty dobrze wiesz że z tobą nie pójdę! - zaprotestowała.
- W takim razie ty NIE wiesz, że ja się nie poddam! - westchnąłem podkreślając słowo ,,nie".
Zanim zdążyła mi się w jakiś sposób ,,odwdzięczyć" wziąłem ją na plecy i zaniosłem do samochodu. Okładała mnie pięściami, ale nic mi to nie robiło.
- Marnujesz energię. Wiesz dobrze że jestem od ciebie znacznie silniejszy. - mruknąłem wpychając ją siłą do samochodu.
Dobrze, może trochę potraktowałem ją jak przedmiot, ale to w 100% dla jej dobra.
Obrażona nie odzywała się do mnie przez całą drogę.
- Gabby... - nie dokończyłem.
- Pierdol się. - przerwała mi.
- Tylko z tobą. - zaśmiałem się.
- Zapomnij. - odcięła.
Cisza. Męcząca cisza. Jak bardzo wszystko się zmieniło?
Kilka miesięcy temu przytulałem ją, całowałem i obejmowałem w talii cały czas, byłem gwiazdą i idolem milionów dziewczyn. Teraz jestem przestępcą, a ona nie chce mnie znać. Spieprzyłeś sobie życie, Styles.
Zatrzymałem samochód przed moim domem. Podbiegłem i otworzyłem drzwi od strony Gabby, jednak ona nie drgnęła.
- Gabby co ja do kurwy jasnej ci zrobiłem? - spytałem zrezygnowany.
- hmm...niech pomyślę. Czekaj, może spierdoliłeś życie? - spytała sarkastycznie.
- Przepraszam.  - odparłem cicho, jednak bez większych nadziei na poskutkowanie tym.
- Zostaję w samochodzie. - uparła się nie patrząc na mnie.
- Zmarzniesz. - odparłem.
- Wolę to niż przebywać z tobą. - wypluła.
Auć...zabolało.
Westchnąłem i bez słowa wziąłem ją na plecy. Zatrzasnąłem za sobą drzwi od samochodu a potem ogrodzeniową bramę i podążyłem wzdłuż wąskiego chodnika do domu. Wyjąłem z kieszeni klucze. Ciężar Gabby w ogóle mi nie przeszkadzał. Była za lekka. Za chuda. Znowu się głodziła.
Postawiłem ją na nogach już w korytarzu mojego domu. Oparła się o ścianę wbijając wzrok w ziemię.
- Będziesz się zachowywać jak głupie, naburmuszone dziecko?  - spytałem znudzony.
- Jeśli jestem głupia, to po co mnie tu ściągałeś? - odparła pytając.
Pokręciłem głową bezradnie i miałem zamiar iść do kuchni, ale przypadkowo otarłem się o jej ciało. Te dreszcze, przeszywające moje ciało! Doprowadzała mnie do podniecenia jednym, przypadkowym dotykiem. Jednak na tym się teraz nie skupiłem. Była cała zimna.
- Znajdę ci jakieś ciuchy, i zrobię herbaty. Przeziębisz się! - zaniepokoiłem się.
Wbiegłem po schodach do sypialni. W szafie znalazłem szare dresy i czarny T-shirt. Porównując moją i Gabby posturę, można wnioskować że to wszystko będzie na niej ,,wisieć", ale co poradzę?

Znów siedzieliśmy w ciszy. Patrzyłem jak delikatnie sączy gorącą herbatę, jak oplotła kubek swoimi małymi palcami. Podziwiałem jej urodę. Bez ostrego makijażu jaki zazwyczaj miała była jeszcze piękniejsza.
- Czyli jestem teraz twoją niewolnicą tak? - spytała szorstko.
- Nie, skąd ten pomysł? - byłem zaskoczony.
- Może stąd, że muszę tu siedzieć! - odparła chłodno.
- Gabby co ja ci zrobiłem? Staram się jak idiota żebyś tu się dobrze poczuła, a ty jesteś taka! - krzyknąłem.
Cisza.
- Idziesz dzisiaj ze mną na imprezę? - spytałem.

Gabrielle's pov.
No błagam! Może mam być mu wdzięczna, że się stara żeby było mi dobrze w JEGO DOMU,  w którym przebywam pod pszymusem?
Usłyszałam dzwonek mojego telefonu, którego o dziwo nie zabrał mi Noah.
- halo? - spytałam do słuchawki ignorując Harry'ego.
- Gabby! Matko Boska na reszcie odebrałaś! Gdzieś ty była?! - usłyszałam wrzask Louis'a w słuchawce.
- Ja...musiałam...yy... - spojrzałam na Harry'ego.
Wiedział z kim rozmawiam. Kiwał przecząco głową. Z jego ruchów warg wyczytałam, żebym nie  mówiła o porwaniu...
- Wyjechać! Wyjechać musiałam i....tak jakby...Harry mnie spotkał..yy i teraz jestem u niego tak ale....w sensie bo on mnie nie chce wypuścić. - co ja gadałam? Moja wypowiedź w ogóle się  nie kleiła...
- Jesteś w Holmes Chapel?! - spytał jakby mile zaskoczony.
- Tak... - powiedziałam niepewnie.
- To się świetnie składa, bo my z chłopakami i El też się tu znaleźliśmy. Gdzie dokładnie jesteście? - spytał, a ja dopiero teraz zorientowałam się, że tego nie wiem.
- Ja...u Harry'ego.. - wybełkotałam.
- Podasz mi go do słuchawki? - spytał.
- Jasne. - odparłam krótko i obojętnie podążyłam do chłopaka który skradł mi serce...złamał je.
Usiadłam na krześle na przeciwko bruneta i kontynuowałam sączenie herbaty.
Po jakichś 10 minutach ostrej wymiany zdań, której się nie za bardzo przysłuchiwałam, odłożył mój telefon.
- Dla czego aż tak ci tu źle? - spytał wściekły.
- Harry, nienawidzę cię, rozumiesz? - krzyknęłam ocierając łzę.
Znowu zapadła cisza.
- Chcesz iść na imprezę? Będą chłopaki? - zadał pytanie, na które odpowiedziałam bez wahania.
- Tak.
- Tylko...jest problem z ciuchami dla ciebie, bo w moich ubraniach raczej nie pójdziesz. - odparł dokładnie się mi przyglądając.
- Przecież mam swoje ubrania.  - odparłam krótko.
- One są za cienkie, zmarzniesz! - zaprotestował.
- Od kiedy to pan Styles się mną przejmuje? - odgryzłam się.
- Od zawsze... - szepnął.

***
- Jesteście razem? - spytała pusta blondyna pożerając wręcz wzrokiem Harry'ego.
- Nie. - odparłam szybko, odsuwając się od bruneta.
- uum...Alice, możesz na chwilę zostawić nas samych? - Styles zwrócił się do brunetki.
- Jasne kotku. Ale nie na długo. - uśmiechnęła się i zahaczyła palcem o jego pasek od spodni.
Zagotowało się we mnie.... ale dla czego?
- Wracasz na noc do mojego domu, jasne? - syknął.
- Zastanowię się. - zaczęłam się z nim droczyć.
- Gabby do kurwy jasnej! Co z tobą?! - ścisnął lekko moje ramię.
- To samo co z tobą. - odparłam i odeszłam.
Impreza była w małym pomieszczeniu, chyba stworzonym tylko do tego, bo wyposażone było w barek, 2 łazienki i kilka pokoi dla...zakochanych par....nie chcę wnikać.
Było może 10 osób. Wszyscy już się przedstawili, i swobodnie z nimi rozmawiałam. Wśród tych 10 byli oczywiście Lou, Zayn, Liam i Niall, którzy ciągle starali się mnie rozśmieszyć...cóż, nie wychodziło im to.
Siedząc przy stole i rozmawiając z Beatrice (znałyśmy się godzinę, a miałyśmy tyle tematów!) obserwowałam jak Hazza flirtuje z Alice. Boli, i to bardzo. Debil sprawia mi ból nawet gdy z nim nie jestem.
- Gramy w butelkę! - krzyknął Mike, jeden z tych cudownych przystojniaków przy barze. Wszyscy byli podpici, więc nikt nie protestował. Jaka to idiotyczna gra! Usiedliśmy w kółku. Ja między Zayn'em a Josh'em. Serce ściskało mi się co raz mocniej, gdy patrzyłam jak Harry obmacuje udo Alice, trzymając ją na kolanach. To ja powinnam być na jej miejscu!
- Ok,zaczynamy. Ja kręcę. - wybełkotał najbardziej  chyba pijany Louis.
Wypadło na Zayn'a. Kochany Lou bez ładu i składu oświadczył, że ma na 10 minut zabrać mnie do pokoju.
- To głupie. - oświadczył nagle Harry.
Wymieniliśmy z Malikiem porozumiewawcze spojrzenia, i zamknęliśmy się w jednym z pomieszczeń.
- Przykro mi. Harry to dupek. - powiedział nagle.
- Nawet nie wiesz jak bardzo przez niego cierpię! Znowu, nawet gdy nie jesteśmy razem! - odparłam z rozpaczą.
- Powinniście być razem. Nawzajem siebie potwornie potrzebujecie. - wyszeptał przytulając mnie mocno.
Staliśmy w uścisku bardzo długo, ale ktoś nam przerwał.
- Zmierzacie się jeszcze tam długo pieprzyć? - wrzasnął zachrypnięty głos Harry'ego.
- Tak. - odkrzyknęłam, wiedząc że to go jeszcze bardziej wkurzy.
Od kluczyliśmy drzwi  i wyszliśmy do głównego pomieszczenia.
Brunet nabuzowany siedział na kanapie.
Przysiadłam na podłodze z satysfakcją z osiągniętego celu.
Gra trwała dalej, i w końcu wypadło na Harry'ego. Josh nie wiedząc o tym, co było między mną a Stylesem kazał pocałować jemu Alice. Nie zrobiłby tego, gdyby wiedział że mnie to cholernie zrani.
Wniebowzięta blondynka wpiła się w jego usta, łaknąc kolejnych pocałunków których nie szczędził jej Harry.
- Przepraszam, źle się czuję. - odparłam szybko i wybiegłam na dwór.
Zaczęłam płakać jak dziecko. Debil, idiota, wszystko co najgorsze. Dziwka jedna. Gdybym mogła zabić tą szmatę! Boże, co się ze mną dzieje?
-Gabby! - usłyszałam krzyk. Zachrypnięty głos był mi bardzo znajomy. Stanęłam przodem do drzewa, tym samym obracając się do niego plecami.
- Dla czego płaczesz? - spytał.
- Bo lubię. - wyjąkałam.
- Gabby proszę! - wyszeptał.
- O co ty mnie prosisz? - zaśmiałam się gorzko.
- Powiedz mi, czemu ty taka jesteś? Zmieniłaś się... - odparł cicho.
- Zmieniłam się przez ciebie, idioto. - powiedziałam jeszcze bardziej płacząc.
- Nie mów tak na mnie! - warknął.
- Mogę mówić jak chcę. Ty też. Mów, co o mnie myślisz. - obróciłam się do zbitego z tropu wysokiego chłopaka. Był wyższy prawie o głowę.
- Jesteś beznadziejna. - syknął.
- Debil. - wyszeptałam z goryczą.
- Idiotka. - odgryzł się.
- Cham! - odbiłam.
- Nie chcesz słyszeć dalej.
- Chcę. - szepnęłam pewnie.
- Szmata. - wysyczał.
- Pięknie. Chuj. - uśmiechnęłam się i dałam mu w twarz.
- Dziwka. -warknął.
- Pedofil. - syknęłam. W jego oczach było widać dziwny blask. Nasze twarze były co raz bliżej. Ulżyła mi ta dziwna wymiana zdań.
- Suka.
- Pojebany kutas.
- Kocham Cię. - z całej siły wessał się w moje usta. Zamknęłam oczy.
_____________________________________________________
PRZECZYTAJ, TO WAŻNE.
Ola właśnie wyjechała z Poski. Nagle. Z dnia na dzień. Straciłam osobę, na którą zawsze mogłam liczyć...
Pod jej ostatnim postem z waszych komentarzy mam wrażenie że mnie nie lubicie ;/
Nie wiem, może myślicie że jestem wredna? Myślę, że  nie jestem. To ja pisałam na blogu przez ostatnie parę tygodni, i komentarze były miłe, więc tak tylko mówię żebyście nie mieli uprzedzeń ;)
Nie wiadomo kiedy wróci, nie wiadomo CZY wróci. Wiem jedno: laptopa zostawiła w Polsce, co wiąże się z tym że nie będę z nią mogła nawet pisać...
Nie zawiedziemy jej, blog będzie żyć, i wy mi w tym pomożecie, prawda?
Przede wszystkim:
    Ja jestem teraz jedna do pisania, proszę więc was o wyrozumiałość co do dodawania rozdziałów (obiecuję że nie będą dodawane rzadziej niż 3 dni, chyba że zabiorą mi laptopa xd)
Następna sprawa, to twittery. Jeśli możecie, podajcie mi je w komentarzach, będzie nam się łatwiej komunikować. Myślę też nad założeniem twitterów bohaterów, zobaczymy co i jak.
Następna sprawa:
   Nie mam teraz łatwo, jak już Ola pisała przeżywam pewne....dziwne sytuacje z moim przyjacielem, wracam późno ze szkoły itp. Także teraz każdy wasz komentarz jest NA WAGĘ ZŁOTA.
Ostatnia sprawa:
   Wiem, że niektórzy z was woleliby powrócić do formy opowiadania w której Harry jest sławny. Bez obaw, za kilka rozdziałów znów tak będzie, po prostu niektórzy prosili o zwroty akcji typu ,,Dark", a staram się zadowolić wszystkich.
To tyle w skrócie ;)
Resztę napiszę jutro, jest północ a jutro o 6.00 wstaję xd
Do następnego!





sobota, 5 października 2013

Ogłoszenia parafialnee

Bracia i siostry, wierni zgromadzeni w pasji do 5 idiotów, słuchajcie!
Niestety, muszę się z wami pożegnać. Jest mi bardzo, bardzo ciężko, ale nie mam wyboru. Powodem nie jest nauka, czy takie nie ważne przy tym problemy.
Dziś rano dowiedziałam się że na stałe wyjeżdżam do Anglii.
Na moim miejscu cieszyłybyście się?
Otóż nie.
Dla czego?
Jestem jedynaczką, mama i tata wychodzą do firm o 7.00 i wracają o 22.00. W Polsce mam znajomych, przyjaciół, i przede wszystkim dom, który znam od dawna. Tak narzekałam na Olsztyn, że za duży, że ciągle korki, tłumy i kolejki ale los lubi płatać figle: przeprowadzam się do Londynu, a jak wiemy Londyn jest miastem z...5 razy większym niż Olsztyn?
Jakoś znosiłam to, że właściwie nie widuję rodziców. Ale nie wyobrażam sobie tej samotności w Anglii!
To już nie chodzi o spotkanie chłopców z 1d! Mogą nie przyjeżdżać do Polski, ja chcę tu zostać....
Ale nie mogę. Definitywnie wyjeżdżam. Nie mam wyjścia.
A najgorsze jest to, że dowiedziałam się o tym nagle!
Nagle sprzedajemy dom, nagle mam się pakować i już nie idę do szkoły! Wyjeżdżam już za 5 dni!
Mama powiedziała że w Anglii na pewno też znajdę przyjaciół. Tak, jasne, szkoda że Angielski jest moją lewą stroną, nigdy nie umiałam się posługiwać tym językiem! To Julia zawsze odgrywała rolę tłumaczki rozdziałów czy osobę która pisała z osobami które pytały się o pozwolenie na tłumaczenie Breathe...
Więc....żegnajcie ;(

Aha,  zapomniałabym, ,,Breathe" się nie kończy, Julia powiedziała że za bardzo się do was przywiązała żeby teraz to kończyć i że sama będzie to pisać. Wierzę, że da radę. Ona nigdy nie miała kłopotów z nauką. Ona jest idealna, i ma w życiu szczęście: jest śliczna i jej rodzice ani myślą o przeprowadzce...

I jeszcze jedna sprawa: pisanie bloga w 2 osoby jest trudne do ogarnięcia, więc bądźcie wyrozumiali dla Julii. Zwłaszcza że ostatnio przeżywała pewne...zawody miłosne, nie wnikam, i wy lepiej też nie próbujcie xd
 po raz ostatni
@OlaStyles 

piątek, 4 października 2013

Rozdział XXI

Nerwowo zaciskam palce na uchwycie od torby. Czasem brak paparazzi jest bolesny - jestem sama.
Widzę dwóch, wytatuowanych gości w glanach i skórze.
Podchodzą do mnie, nagle uderzają w twarz i....dalej nic nie pamiętam...

************
Obolała podniosłam głowę znad poduszki. Jedyne co zobaczyłam, to pusty pokój, z jednym zardzewiałym łóżkiem na środku, na którym z resztą leżałam ja sama. Ściany były obdrapane a w powietrzu unosił się zapach stęchlizny.
Byłam cała zmarznięta, posiniaczona i zdruzgotana .
Nagle w drzwiach ukazał się chłopak....ten sam, którego zapamiętałam z parku.
- Księżniczka się obudziła! - zaśmiał się.
- Gdzie jestem? - spytałam cicho.
- W Holmes Chapel. - uśmiechnął się złośliwie.
- A...ale.... dla czego...wy mnie... - nie mogłam się wysłowić.
- Porwaliśmy cię i zawieźliśmy tutaj bo mamy porachunki ze Stylesem. Jesteś dla niego najcenniejsza, twoje cierpienie sprawi mu największy ból. - powiedział obojętnie.
- Ale... - nadal nie mogłam składać sensownych zdań.
- Widzę że i tak nic nie rozumiesz. Więc od początku. Styles już od gimnazjum działał mi na nerwy. Holmes Chapel to nie jest normalne miasteczko. Tu jest nie bezpiecznie. Jest pełno gangów. Styles i ja zawsze mieliśmy na pieńku. I gdy planowałem największą, ostateczną akcję, ten chuj wyjechał do x-factora, zrobił się sławny. Odniósł zwycięstwo na chwilę. Teraz w mediach się wszystko pomieszało, celebryci powyjeżdżali po za Anglię odpocząć na dłuższy czas, Styles wrócił...przeszłość wróciła. Najcenniejsza dla niego jesteś ty, więc utrata ciebie będzie dla niego  najgorsza. - odparł szorstko.
Utrata mnie?! Co on chce ze mną zrobić?!
- Nie jesteśmy razem od dawna. On mnie nie kocha, a ja nie kocham jego. Źle trafiłeś. - starałam się zachować zimną krew.
- Wszyscy dobrze wiedzą, że jesteś dla niego najważniejsza. Słuchaj blondyneczko, plan jest taki. Styles już wie że tu jesteś. Pewnie będzie próbował cię stąd wydostać, jednak mu się nie uda. Masz być grzeczna, i nie krzyczeć pomocy czy próbować się wydostać. Z resztą i tak nie radziłbym, bo po Holmes Chapel krążą różne typy, a ja....cię nie zabiję. - chwycił mocno mój podbródek.
Podniósł się, wyszedł i zakluczył za sobą drzwi.
Czy to realne, że jeszcze tydzień te mu byłam sławną modelką, i nie mogłam odpędzić się od paparazzi, a teraz zostałam porwana do....innego świata.
Co się w ogóle dzieje? Celebryci wyjechali, paparazzi stracili robotę. Anglia zamarła na jakiś czas.
Usłyszałam dziwne dźwięki zza drzwi.

Harry's pov
Popełniłem wiele błędów. Cofnąłem się do złej przeszłości. Moja głupota, za którą na pewno nie powinna płacić ona! Niech mnie zabiją, a Gabby zostawią w spokoju! Nie powinienem w ogóle wracać do przeszłości, i zostać w Londynie, słuchać chłopaków i nie wpadać w dawne kłopoty!
Wbiegłem na klatkę schodową bloku w którym mieszkał Noah, facet który porwał moją Gabby.
Walnąłem pięścią w drzwi, od razu ujrzałem w nich jego - ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy.
- Co cię do kurwy jasnej popierdoliło! Ona ci nic nie zrobiła! - krzyknąłem.
- Dała ci szczęście. To największy powód. - odpowiedział spokojnie.
- Noah, wypuść ją! - zacisnąłem pięści.
- Ona teraz jest moja, rozumiesz? - krzyknął.
- Nie jest twoja! - zaprotestowałem i z całej siły uderzyłem go w twarz, na co on oddał mi szybkim ciosem w brzuch.
Zaczęliśmy się okładać pięściami. Cały okrwawiony krzyknąłem:
- Nie odbierzesz mi jej!
Przyparłem go do ściany.
- Sam ją sobie odebrałeś! Ty ją najbardziej skrzywdziłeś! - wyszeptał osuwając się na ziemię.
Otarłem czoło i tak okrwawioną ręką.  Noah miał dwa pomieszczenia w domu. Od jednego z nich drzwi były zamknięte, wnioskowałem że tam była Gabby.
Nacisnąłem na  klamkę, jednak one nie ustąpiły. Przekląłem pod nosem, i z całej siły wyważyłem drzwi.
Jednak umiejętności z młodości nie zniknęły, wtedy przecież to było moje główne zajęcie...z resztą, nie ważne, nie pogrążam się dalej.
Moje serce zabiło szybciej. Była tam.
- Gabby! - wyszeptałem łamiącym głosem do bladej, płaczącej blondynki.
Odwróciła się i wbiła we mnie przestraszony wzrok.
- Musimy stąd szybko wyjść, zanim się ocknie. - powiedziałem szybko.
- Co mu zrobiłeś? - spytała nie pewnie, powoli wstając z parapetu.
- Ja....och, Gabby, nie ważne... - nie chciałem przed nią wyjść na kogoś kto pięściami załatwia sprawy!
Wzruszyła ramionami. To w niej kochałem. To zimno mnie przyciągało, obojętność i twardość nakręcały na nią.
Spojrzałem na nią szybko. Była w cienkiej czarnej koszulce i dżinsowych szortach. Trzęsła się z zimna, ale starała się tego nie pokazywać.
Zdjąłem szybko bluzę i jej podałem, ale spotkałem się z odmową. Cała ta sytuacja była dziwna.
- Dla czego nie...
- Wracam od razu do Malltown. - przerwała mi.
Wyszliśmy szybko z bloku.
- Gabby! Oni będą cię właśnie tam szukać! - powiedziałem z rozpaczą.
- W takim razie do Londynu. - odparła zdecydowanie.
- Ale ja nie mogę wrócić do Londynu. - wyszeptałem. Napotkałem jej zdezorientowaną minę.
- A przepraszam, co ma to wspólnego ze mną? - spytała.
- Muszę cię bronić. Wiem że się zmieniłem. Na gorsze. Stoczyłem się. Wiem, ale muszę, muszę cię bronić! Kocham Cię, cholernie, potwornie i nad życie rozumiesz! - wrzasnąłem.
________________________
Mała zapowiedź, następne będą dłuższe.
Wolicie to w stylu ,,Dark" czy to poprzednie, że Harry jest sławny i w ogóle? ;)

czwartek, 3 października 2013

Ludzie ważna poprawka!

HAHAH NO PRZECZYTAJCIE SOBIE POSTA NIŻEJ<czytaj TU>
Słyszeliście o 1DDay? Ma być 23 października, i ja już jak głupia myślałam że to dzisiaj bo mi się daty pomieszały, i ja chciałam napisać że następny rozdział

JUŻ JUTRO!

xd

sorki za pomyłkę

znów info ;)

Martyna Styles
                                    } dwie osoby, dzięki którym jest ten rozdział.
 Hope Black

Akcja zamienia nam się na chwilę w fanfiction w którym Harry jest zły, z czego możecie wnioskować że przez kilka rozdziałów będzie dużo przekleństw, ja tylko ostrzegam ;)

Nałogi
Dużo krwi
Bójki
Walka
i....
powracająca miłość?     
Już 24 października nowy rozdział !

______________________________________________