poniedziałek, 2 września 2013
Rozdział XII
- Dobrze. Rozumiem. Zawiodłem. Ale będę o ciebie walczył, rozumiesz? - w jego oczach było widać złość, zacisnął szczękę a żyły na szyi były widoczne.
Rozpłakałam się i wyrwałam z jego objęć. Wzięłam torebkę i wybiegłam z budynku. Szybkim krokiem przemierzałam ulice Londynu. Było już ciemno więc nikt nie mógł zobaczyć że płaczę. W jednej chwili zburzył się mój świat. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście: znalazłam kogoś kto...no właśnie. On w ogóle mnie kochał? Biegłam przez uśpiony Londyn. Po 40 minutach dotarłam na obrzeża, do domu. Rzuciłam klucze na komodę i położyłam się na kanapie w salonie. Płakałam i nie mogłam przestać. Ostatniego wieczoru, spałam tu czekając na kolację Z NIM, przykryta kocem PRZEZ NIEGO i śniłam O NIM...
Wszystko prysło jak bańka mydlana. Zadzwoniła moja komórka. Dzwonił Chris! Cud, nie odzywał się przez 2 tygodnie!
- Halo? - spytałam.
- Przepraszam że nie dawałem znaku życia, ale razem z Paulem wymyślaliśmy co by tu zrobić jeszcze żeby paparazzi myśleli że jesteście razem ze Styles'em. - odpowiedział.
Chris mam tego dosyć. Nie będę się spotykać z tym idiotą! - zaprotestowałam.
W końcu stanęło na tym, że jednak będę...
------3 DNI PÓŹNIEJ------------------
Usiadłam na fotelu ignorując wzrok Harry'ego. Od dnia pokazu nie rozmawialiśmy. Źle się czułam, zaniedbałam dietę i nosiłam wysokie obcasy. Harry o tym nie wiedział, bo dopiero dziś mieliśmy wymuszoną ,,randkę" dla mediów.
- Coś do picia chcecie? - spytał z uśmiechem Paul.
- Ja poproszę. - odpowiedziałam równo z Harry'm. Nasze spojrzenia się spotkały. Odchrząknęłam nerwowo.
- To co tam u was? - spytał tym razem Chris.
Milczeliśmy. Harry zagapił się we mnie, a ja patrzyłam w podłogę.
- Czyli po staremu... - mruknął Paul podając nam drinki.
- A...co z twoim wyjazdem do Nowego Jorku? - zwrócił się do mnie Chris.
- Jeszcze nie wiem. Mam podjąć decyzję do końca tygodnia. - wymusiłam uśmiech.
- A kiedy byś wyjeżdżała? - spytał Chris.
- za miesiąc, w listopadzie. - odpowiedziałam.
- Totalnie nam się związek rozwali. My wyjeżdżamy dokładnie 1 listopada, trasa się zaczyna. - powiedział Paul.
- Czyli przez ten czas musicie się częściej pokazywać. - stwierdził Chris.
- Tak, słuchajcie my na chwilkę wyjdziemy, na 5 minut. Gabrielle, mogę cię prosić na słówko? - odezwał się Harry.
Wzdrygnęłam się. O co mu chodziło?
- Tak... - odparłam cicho.
To co nas łączyło, ta noc, to było za dużo. Byliśmy za blisko, żeby teraz być obojętnym. Widzieliśmy się nawzajem nago, i teraz po prostu nie umiem normalnie go traktować. Moje obcasy uderzały o panele. Nie lubiłam tego dźwięku. Wyszłam za nim z pomieszczenia.
- Dla czego znowu to robisz? - spytał surowym tonem.
- Ale co? - odpowiedziałam zdezorientowana.
- Obcasy! Założę się też że nic nie jesz. Dla czego mi to robisz? - szeptał, ale widziałam że był zdenerwowany.
- Tobie?! - zaprotestowałam.
- Tak, bo ty jesteś moim sercem! Kiedy to wreszcie zrozumiesz? - jego żyły na szyi były widoczne. Oparłam się o ścianę, a on mocno ściskał moje nadgarstki.
- Tak?! A gdy po prostu zdradzałeś mnie z Taylor to wszystko było dobrze? - wysyczałam krzywiąc się z bólu.
Z każdą chwilą uścisk był mocniejszy.
- To był błąd. Największy błąd w moim życiu! Byłem głupi, chcę to wycofać, wynagrodzić, ale ty nie dajesz mi szansy! - powiedział zaciskając szczękę.
- Harry puść mnie, to boli! - syknęłam.
Natychmiast puścił. Wyglądał na zszokowanego.
- Przepraszam... -wyszeptał.
Pocierałam bolące miejsce.
- Przepraszam...ja...po prostu bardzo mi na tobie zależy! - jego oczy się świeciły. - wybacz mi... - wyszeptał.
Chciałabym mu zaufać. Ostatni raz. Troszczył się o mnie, a bez niego moje życie było rutyną i szarą codziennością.
Oparłam głowę na jego torsie. Poczułam jak jego ręce głaszczą moje plecy, rozpalając przy tym moje plecy i powodując dreszcze.
- Kocham Cię. Ale obiecaj że nigdy już... - nie mogłam dokończyć.
- Nigdy, obiecuję. - przerwał mi.
Podniósł mój podbródek do góry, i złączył nasze usta w długim pocałunku.
Nagle usłyszeliśmy kroki. Harry ode mnie odskoczył.
- Kochani, ja rozumiem że musicie sobie jakieś sprawy ustalić, ale powoli musieli byście wyjechać na miasto. - zasugerował Paul pojawiając się w korytarzu.
- Dobrze. Już wychodzimy. - odparłam już nieco łagodniej. Chwyciłam torebkę, pożegnaliśmy się i wyszliśmy.
Przebiliśmy się przez tłum paparazzi i po chwili siedzieliśmy w samochodzie.
- To...gdzie jedziemy? - spytał Harry kładąc swoją rękę na moim biodrze. Zapuszczał się co raz wyżej, aż w końcu włożył ją pod moją sukienkę.
- Harry... - wyjęczałam. Brakowało mi tego dotyku. Dotyku który rozpalał moją skórę.
Odpiął swoje pasy i przysunął się do mnie.
- Chcę Cię tu i teraz. - wyszeptał jeżdżąc ręką po mojej kobiecości.
- Harry...nie tu. - odpowiedziałam.
- Dobrze, w takim razie jedziemy do mnie. - powiedział i odpalił silnik. - podjadę jeszcze do bankomatu, dobrze kochanie? - spytał uśmiechając się.
- Dobrze. - odpowiedziałam patrząc się w szybę. Jak zwykle padało. Miałam już dosyć Londynu. Może wyjazd do Nowego Jorku nie jest złym pomysłem? Ameryka jest inna. Nie lubię Anglii. Zwłaszcza gdy chce mi się płakać, tu zawsze jest szaro i pada deszcz...
Po kilkunastu minutach przebijania się przez miasto Harry zaparkował.
- Zaraz wracam. - powiedział cmokając mnie w policzek.
Rozpłakałam się i wyrwałam z jego objęć. Wzięłam torebkę i wybiegłam z budynku. Szybkim krokiem przemierzałam ulice Londynu. Było już ciemno więc nikt nie mógł zobaczyć że płaczę. W jednej chwili zburzył się mój świat. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście: znalazłam kogoś kto...no właśnie. On w ogóle mnie kochał? Biegłam przez uśpiony Londyn. Po 40 minutach dotarłam na obrzeża, do domu. Rzuciłam klucze na komodę i położyłam się na kanapie w salonie. Płakałam i nie mogłam przestać. Ostatniego wieczoru, spałam tu czekając na kolację Z NIM, przykryta kocem PRZEZ NIEGO i śniłam O NIM...
Wszystko prysło jak bańka mydlana. Zadzwoniła moja komórka. Dzwonił Chris! Cud, nie odzywał się przez 2 tygodnie!
- Halo? - spytałam.
- Przepraszam że nie dawałem znaku życia, ale razem z Paulem wymyślaliśmy co by tu zrobić jeszcze żeby paparazzi myśleli że jesteście razem ze Styles'em. - odpowiedział.
Chris mam tego dosyć. Nie będę się spotykać z tym idiotą! - zaprotestowałam.
W końcu stanęło na tym, że jednak będę...
------3 DNI PÓŹNIEJ------------------
Usiadłam na fotelu ignorując wzrok Harry'ego. Od dnia pokazu nie rozmawialiśmy. Źle się czułam, zaniedbałam dietę i nosiłam wysokie obcasy. Harry o tym nie wiedział, bo dopiero dziś mieliśmy wymuszoną ,,randkę" dla mediów.
- Coś do picia chcecie? - spytał z uśmiechem Paul.
- Ja poproszę. - odpowiedziałam równo z Harry'm. Nasze spojrzenia się spotkały. Odchrząknęłam nerwowo.
- To co tam u was? - spytał tym razem Chris.
Milczeliśmy. Harry zagapił się we mnie, a ja patrzyłam w podłogę.
- Czyli po staremu... - mruknął Paul podając nam drinki.
- A...co z twoim wyjazdem do Nowego Jorku? - zwrócił się do mnie Chris.
- Jeszcze nie wiem. Mam podjąć decyzję do końca tygodnia. - wymusiłam uśmiech.
- A kiedy byś wyjeżdżała? - spytał Chris.
- za miesiąc, w listopadzie. - odpowiedziałam.
- Totalnie nam się związek rozwali. My wyjeżdżamy dokładnie 1 listopada, trasa się zaczyna. - powiedział Paul.
- Czyli przez ten czas musicie się częściej pokazywać. - stwierdził Chris.
- Tak, słuchajcie my na chwilkę wyjdziemy, na 5 minut. Gabrielle, mogę cię prosić na słówko? - odezwał się Harry.
Wzdrygnęłam się. O co mu chodziło?
- Tak... - odparłam cicho.
To co nas łączyło, ta noc, to było za dużo. Byliśmy za blisko, żeby teraz być obojętnym. Widzieliśmy się nawzajem nago, i teraz po prostu nie umiem normalnie go traktować. Moje obcasy uderzały o panele. Nie lubiłam tego dźwięku. Wyszłam za nim z pomieszczenia.
- Dla czego znowu to robisz? - spytał surowym tonem.
- Ale co? - odpowiedziałam zdezorientowana.
- Obcasy! Założę się też że nic nie jesz. Dla czego mi to robisz? - szeptał, ale widziałam że był zdenerwowany.
- Tobie?! - zaprotestowałam.
- Tak, bo ty jesteś moim sercem! Kiedy to wreszcie zrozumiesz? - jego żyły na szyi były widoczne. Oparłam się o ścianę, a on mocno ściskał moje nadgarstki.
- Tak?! A gdy po prostu zdradzałeś mnie z Taylor to wszystko było dobrze? - wysyczałam krzywiąc się z bólu.
Z każdą chwilą uścisk był mocniejszy.
- To był błąd. Największy błąd w moim życiu! Byłem głupi, chcę to wycofać, wynagrodzić, ale ty nie dajesz mi szansy! - powiedział zaciskając szczękę.
- Harry puść mnie, to boli! - syknęłam.
Natychmiast puścił. Wyglądał na zszokowanego.
- Przepraszam... -wyszeptał.
Pocierałam bolące miejsce.
- Przepraszam...ja...po prostu bardzo mi na tobie zależy! - jego oczy się świeciły. - wybacz mi... - wyszeptał.
Chciałabym mu zaufać. Ostatni raz. Troszczył się o mnie, a bez niego moje życie było rutyną i szarą codziennością.
Oparłam głowę na jego torsie. Poczułam jak jego ręce głaszczą moje plecy, rozpalając przy tym moje plecy i powodując dreszcze.
- Kocham Cię. Ale obiecaj że nigdy już... - nie mogłam dokończyć.
- Nigdy, obiecuję. - przerwał mi.
Podniósł mój podbródek do góry, i złączył nasze usta w długim pocałunku.
Nagle usłyszeliśmy kroki. Harry ode mnie odskoczył.
- Kochani, ja rozumiem że musicie sobie jakieś sprawy ustalić, ale powoli musieli byście wyjechać na miasto. - zasugerował Paul pojawiając się w korytarzu.
- Dobrze. Już wychodzimy. - odparłam już nieco łagodniej. Chwyciłam torebkę, pożegnaliśmy się i wyszliśmy.
Przebiliśmy się przez tłum paparazzi i po chwili siedzieliśmy w samochodzie.
- To...gdzie jedziemy? - spytał Harry kładąc swoją rękę na moim biodrze. Zapuszczał się co raz wyżej, aż w końcu włożył ją pod moją sukienkę.
- Harry... - wyjęczałam. Brakowało mi tego dotyku. Dotyku który rozpalał moją skórę.
Odpiął swoje pasy i przysunął się do mnie.
- Chcę Cię tu i teraz. - wyszeptał jeżdżąc ręką po mojej kobiecości.
- Harry...nie tu. - odpowiedziałam.
- Dobrze, w takim razie jedziemy do mnie. - powiedział i odpalił silnik. - podjadę jeszcze do bankomatu, dobrze kochanie? - spytał uśmiechając się.
- Dobrze. - odpowiedziałam patrząc się w szybę. Jak zwykle padało. Miałam już dosyć Londynu. Może wyjazd do Nowego Jorku nie jest złym pomysłem? Ameryka jest inna. Nie lubię Anglii. Zwłaszcza gdy chce mi się płakać, tu zawsze jest szaro i pada deszcz...
Po kilkunastu minutach przebijania się przez miasto Harry zaparkował.
- Zaraz wracam. - powiedział cmokając mnie w policzek.
Przez szybę patrzyłam jak wypłaca pieniądze. Przygryzłam wargę. Wyglądał tak pociągająco! Moje serce biło bardzo szybko, i na sam jego widok byłam podniecona. Ja jego też pragnę. Jest nieziemski przystojny. Zaczęłam szybciej oddychać. Czemu mój organizm tak na jego widok reagował? Proste: urok Harry'ego. Miliony dziewczyn krzyczą na jego widok, a ja mogę mieć go całego. Popatrzyłam jak się obraca. W rozwianym płaszczu wraca do samochodu. Robi mi się gorąco. W zaczesanych do góry lokach, skupionej twarzy i tym charakterystycznym ubiorze, Harry Styles był co najmniej kosmicznie przystojny.
_____________________________________
Sorki że krótki, ale nie miałam czasu. Jula pisała przez prawie miesiąc, więc teraz ja muszę pisać. Ciężko jest, bo zaczyna się szkoła. Nie wiem czy jutro się wyrobię, ale postaram. Jula tak samo, na dowód mam mój plan i Juli, żeby nie było że się obijamy ;)
Ja:
8.00 - 16.30
1. j. ang.
2. j. ang.
3. w-f
4. w-f
5. j. polski
6. chemia
7. fizyka
do tego jeszcze czekanie na tramwaj 30 minut -,- w domu będę koło 18.00
Jula:
8.00 - 15.55
1. Matma
2. Matma
3. Informatyka
4. Imformatyka
5. Chemia
6. gzw (godzina z wychowawcą)
7. j. ang.
8. w-f
9. w-f
i tradycyjnie przebijanie się przez miasto, czyli koło 17.30 będzie w domu.
Dodatkowo obie mamy po jutrze test diagnostyczny z angielskiego, więc będzie wkuwanie ;(
BIEDNE MY
Dla tego potrzebujemy wsparcia, czyli komentarzy!
Przeczytałaś/eś - komentuj, proszę!
Hello Beautifull World!
Wróciłaaam! Tęskniliście? xd Jula tu se nieźle dawała radę widzę, bo wyświetlenia rosną nieźle, rozdziały też, i prawie sama napisała swój pierwszy, zboczony rozdział. Jestem z niej dumna.
Ogólnie Londyn jest super.
Ulice po których 1d pewnie kiedyś chodzili....
Widziałam chłopców na żywo na V-festival, ale z bardzo, bardzo daleka, i widziałam ich z bliska na lotnisku *.* Niestety nie mam z nimi zdjęcia, ale sam fakt mi wystarcza.Powiem wam jedno: HARRY JEST WIELKI! POTWORNIE WYSOKI I OGÓLNIE TAKI....DUŻY XD
I z tej krainy marzeń wracam do Polski, w której czeka kuzynka żeby mnie jebnąć patelnią...
A za co? Jak ona to określiła
,, Zakładasz se bloga, ok. Ale kuźwa czemu mnie w to angażujesz? Potem muszę pisać te rozdziały, i się męczyć, a ty się z Harry'm ruchasz!"
hahahaha. Tak, Jula jest lekko....walnięta.
Wróciłam i w ogóle nie mam weny. Teraz muszę napisać dokładnie 10 rozdziałów sama...
Ten ból kiedy brak weny....
P.S
JULA NIE ZABIJAJ MNIE.
Ogólnie Londyn jest super.
Ulice po których 1d pewnie kiedyś chodzili....
Widziałam chłopców na żywo na V-festival, ale z bardzo, bardzo daleka, i widziałam ich z bliska na lotnisku *.* Niestety nie mam z nimi zdjęcia, ale sam fakt mi wystarcza.Powiem wam jedno: HARRY JEST WIELKI! POTWORNIE WYSOKI I OGÓLNIE TAKI....DUŻY XD
I z tej krainy marzeń wracam do Polski, w której czeka kuzynka żeby mnie jebnąć patelnią...
A za co? Jak ona to określiła
,, Zakładasz se bloga, ok. Ale kuźwa czemu mnie w to angażujesz? Potem muszę pisać te rozdziały, i się męczyć, a ty się z Harry'm ruchasz!"
hahahaha. Tak, Jula jest lekko....walnięta.
Wróciłam i w ogóle nie mam weny. Teraz muszę napisać dokładnie 10 rozdziałów sama...
Ten ból kiedy brak weny....
P.S
JULA NIE ZABIJAJ MNIE.
niedziela, 1 września 2013
Rozdział XI ,,My niemożemy być przyjaciółmi. Ja i ty pragniemy się nawzajem..."
- Ale jak to?! - wrzasnęły Jane i Alice na raz.
- Normalnie. - odparłam chłodno, z trudem łykając łzy. - Harry mnie zdradzał. Wiedziałam że to nie może być prawda. Mówiłam, że osoby które są z Domu Dziecka są skazane na to. Nikt nigdy mnie nie kochał, i tak będzie, a ja jak głupia myślałam że może być inaczej.
- Nie mów tak... - szepnęła Jane. Usiadła obok mnie na kanapie.
Pierwsze co zrobiłam gdy przeczytałam list od Taylor do Harry'ego, to pojechałam wypłakać się w ramiona Jane. Była dla mnie jak siostra, znałyśmy się od wczesnego dzieciństwa, zawsze razem w pokoju. Alice dołączyła potem.
- Gabby...a co z pokazem? - spytała Alice, czule głaszcząc moje włosy.
- Za chwilę jedziemy. Nie będę się rozklejać. Nie tego nauczyło mnie życie. Przecież to normalne, ja zawsze byłam sama. - odparłam i wstałam z kanapy. Czy wierzyłam w swoje słowa? Oczywiście że nie. Kochałam Harry'ego, całym sercem. Gdy spróbowałam wziąć torebkę, coś we mnie pękło. Straciłam swoja zimną barierę. Zaufałam jemu za szybko. Stopił we mnie lód, pobudził uczucia.
Można by to porównać do zamrożonej skały, która pod wpływem ciepła, czyli miłości się roztapia. Rozgrzewa się co raz bardziej, aż jest co raz bardziej parząca. Przyzwyczajona atmosferą i ciepłem, pęka na miliony kawałków, gdy ciepło znika. Skała nie istnieje. Mojego serca nie ma. Wracam do życia robota.
Wypłakuję się na ramieniu bezradnej Jane.
- Gabby...to może ja odwołam ten pokaz? - spytała Alice.
Wzdrygnęłam się, otarłam szybko łzę.
- Nie. Nie ma mowy. Chcę zobaczyć, czy on się tam pojawi. Nie mogę przejmować się że ktoś mnie zdradził. To normalne, jestem przecież gorsza. - odparłam przeczesując swoje włosy.
- Nie mów tak. Ten dupek nie ma oczu. Jesteś ładniejsza od tej deski! - zaprotestowała Jane.
- Zrobimy ci świetny makijaż, i damy najbardziej wyzywające stroje. Przyjdzie na pokaz i pożałuje! - dodała Alice.
Uśmiechnęłam się przez łzy.
- Dzięki dziewczyny. - odpowiedziałam.
W drodze do agencji nie odzywałam się w ogóle.
Płakałam.
I nagle zadzwonił Harry. Alice patrząc na mój wyświetlacz zrobiła dziwną minę.
- Odbierz. Posłuchajmy co ma do powiedzenia. - szepnęła.
Odchrząknęłam i odruchowo poprawiłam ubranie.
- Halo? - spytałam do słuchawki.
- Gabby....Gabby ja....nie wiem, na prawdę nie wiem...z nią...z nią wszystko było skończone....a wtedy ona jakoś....mnie zaciągnęła.....błagam wybacz! - krzyknął zrozpaczony głos Harry'ego.
Milczałam.
- Jesteś tam? - spytał łamiącym głosem.
- Jestem. - odparłam cicho, bez żadnych uczuć.
- Wybaczysz mi?
- Harry...nikt, nigdy mnie tak nie upokorzył, i nie zranił. - wydusiłam powstrzymując nawrót płaczu.
- Obiecuję Ci, że to się nigdy nie powtórzy! - krzyknął.
- Myślę że za szybko Ci zaufałam. I to był mój błąd. - wypowiedziałam ciężkie słowa. Wiedziałam że go zraniłam. Pytanie tylko, czy sobie też właśnie nie wbiłam noża w resztki serca...
- Nie mów tak! Ty jesteś jedyna dla mnie! Kocham Cię! - usłyszałam jak płacze.
- Jak się przekonałam, nie byłam jedyna. Jak mogłeś? Pieprzyłeś tą....uuuhhh, nie powiem co, i wróciłeś zadowolony do mnie. I tak oszukiwał byś mnie nadal, gdyby nie te cholerne zdjęcia i list, które ci wypadły! - nie mogłam powstrzymać płaczu.
- Gabby...proszę...ja cię na prawdę kocham! Udowodniłem Ci to chyba tej nocy! Nic dla ciebie nie znaczyła? - krzyknął przez słuchawkę.
Z trudem przełknęłam ślinę.
- Mogę chociaż przyjść na ten pokaz, i potem byśmy pogadali? - westchnął.
- Rób co chcesz. Jesteś dla mnie zerem. - odparłam i się rozłączyłam.
Dojechaliśmy do agencji. Sala pokazowa już jak zwykle w pełnej gotowości, a makijażystki tylko na mnie czekały.
Miałam jeszcze jedną sesję przed pokazem. Na szczęście była w charakterze bardziej rozpaczy, co było idealne dla mojej sytuacji.
Po kilku godzinach pracy, pokaz się rozpoczął. Wyszłam na salę w pierwszej kreacji. Widziałam już na środku Mark'a Twinson'a. Ale to nie jego szukałam. W swojej podświadomości mój wzrok wypatrywał Chłopaka z lokami, który zburzył rutynę i porządek w moim życiu. I w końcu go zauważyłam.
Wypuściłam mocno powietrze i starałam się nie zwracać na niego uwagi. Jak sama mu dziś powiedziałam, był dla mnie zerem. Szkoda tylko, że wcale tak nie myślałam...
Szybkim krokiem przemknęłam obok niego. Czułam jego uważny wzrok, przenoszący się raz z mojej twarzy, na tyłek i z powrotem. Moje serce szybciej zabiło, gdy nasze spojrzenia spotkały się w przelocie. Spuściłam wzrok, i patrzyłam się daleko. A on cały czas, wbijał we mnie swój błagający wzrok. Zaczęłam się zastanawiać, czy mu wybaczyć. Haloo! Ziemia do Gabby! On mnie skrzywdził!
Pozowałam do zdjęć i wkrótce zniknęłam za kotarą.
- Jest?! - krzyknęła Alice czekająca już na mnie z następną sukienką.
- Jest. - odparłam szybko i pobiegłam do przebieralni.
Pod tym względem nie cierpiałam tego zawodu. Pośpiech, dieta, pośpiech, dieta, i to wszystko.
Wybiegłam już w nowej sukience. 5 fryzjerek szybko poprawiły mi włosy, Alice i kosmetyczka ogarnęły makijaż, i gdy do pomieszczenia weszła inna modelka - Kelly, głęboko wciągnęłam powietrze, nastawiłam swój umysł na niemiłosierny stan wyłączenia i wyszłam na wybieg. Podążyłam wzdłuż ,,sceny" i znów zaczęłam pozować. Harry patrzył się wciąż na mnie.
Po 3 męczących godzinach pokaz się skończył. Spotkanie z Mark'iem Twinson'em także. Miałam do końca tygodnia rozważyć propozycję udziału w New York Manson - największych świętach modowych na świecie. Niestety, wiązało by się to z przeprowadzką do Stanów... Chociaż, co mnie teraz tu trzyma?
Gdy wyszłam z przebieralni (na reszcie w swoich ciuchach) o framugę drzwi stał oparty Harry. Wyglądał onieśmielająco.
- Możemy porozmawiać? - spytał cicho.
- Jak chcesz. Tylko szybko, bo się spieszę. - odparłam chłodno.
- Kocham Cię. - szepnął.
Z nerwów zaczęłam pakować byle jak wszystkie kosmetyki.
- Nie kłam, to nie ładnie. - odbiłam.
- Gabby..-próbował zagadać.
- Nie mów tak na mnie. tego zdrobnienia używają osoby...bliskie. Jestem Gabrielle. - chwilę zwątpiłam.
- Ja nie jestem Ci bliski? - spytał łamiącym głosem.
- Myślałam że byłeś. Ale wyszło na to że byłeś komuś jeszcze bliższy. - odparłam.
- Gabby...znaczy Gabrielle, proszę! - błagał.
- Ale o co ty mnie prosisz? Taylor aż garnie się do ciebie. Ja jestem tylko pustą modeleczką której musisz robić pieprzone śniadanka. - odparłam z goryczą.
- Taylor jest pusta i bez uczuć. Ty jesteś cudowna! Moje serce oddałem tobie! - jego głos był co raz bardziej rozpaczliwszy.
Pokręciłam głową.
- Harry, ja wiedziałam, wiedziałam że po prostu nie mogę nikomu ufać. Ale nie wiem czemu to zrobiłam. Ty to wykorzystałeś. Sparzyłam się na ciężkim doświadczeniu. Znasz moją przeszłość. Nigdy, przenigdy nie zaufam już nikomu. - z moich oczu poleciały łzy.
- Daj mi ostatnią szansę! Obiecuję Ci że to już się nie powtórzy! - widziałam w jego oczach łzy. - po tym wszystkim chcesz wrócić do tego co dawniej, czyli nienawiści?
- To co dawniej było dobre. Zostało nam 13 dni. Ten związek i tak nie mógł mieć szans. ,,My" nie istniałoby prędzej czy później. Wróćmy do normalności. Ja się już przyzwyczaiłam. Będziemy spotykać się u Chris'a i Paul'a. - wyszeptałam przełykając łzy.
- Gabby... - spojrzał mi się prosto w oczy - rozumiem, nie chcesz dawać mi szansy. Ale ja się nie odczepię. Nie potrafię być dla ciebie obcym. Nie potrafię być znajomym. Nie chcę być przyjacielem. Chcę być twoim obrońcą, tym ważnym kimś dla ciebie! - wyszeptał.
Podeszłam do niego powoli. Objął ją w talii, a ona próbowała się odepchnąć, przypierając rękami o mój tors.
- My nie możemy być przyjaciółmi. Ja i ty pragniemy się nawzajem... - wychrypiał.
Po chwili ciszy, chciałam zaprotestować. Sprzeciwić się wszystkiemu, całemu światu.
- Nie! -wydusiłam.
_______________________________________
Jałowy rozdział, wiem. Zacznie się dziać, obiecuję. Ale jest jeden warunek. Zaczyna się rok szkolny, więcej pracy itp.
Rozdziały będą dodawane częściej, jeśli je skomentujecie.
Uszanujcie moją pracę.
- Normalnie. - odparłam chłodno, z trudem łykając łzy. - Harry mnie zdradzał. Wiedziałam że to nie może być prawda. Mówiłam, że osoby które są z Domu Dziecka są skazane na to. Nikt nigdy mnie nie kochał, i tak będzie, a ja jak głupia myślałam że może być inaczej.
- Nie mów tak... - szepnęła Jane. Usiadła obok mnie na kanapie.
Pierwsze co zrobiłam gdy przeczytałam list od Taylor do Harry'ego, to pojechałam wypłakać się w ramiona Jane. Była dla mnie jak siostra, znałyśmy się od wczesnego dzieciństwa, zawsze razem w pokoju. Alice dołączyła potem.
- Gabby...a co z pokazem? - spytała Alice, czule głaszcząc moje włosy.
- Za chwilę jedziemy. Nie będę się rozklejać. Nie tego nauczyło mnie życie. Przecież to normalne, ja zawsze byłam sama. - odparłam i wstałam z kanapy. Czy wierzyłam w swoje słowa? Oczywiście że nie. Kochałam Harry'ego, całym sercem. Gdy spróbowałam wziąć torebkę, coś we mnie pękło. Straciłam swoja zimną barierę. Zaufałam jemu za szybko. Stopił we mnie lód, pobudził uczucia.
Można by to porównać do zamrożonej skały, która pod wpływem ciepła, czyli miłości się roztapia. Rozgrzewa się co raz bardziej, aż jest co raz bardziej parząca. Przyzwyczajona atmosferą i ciepłem, pęka na miliony kawałków, gdy ciepło znika. Skała nie istnieje. Mojego serca nie ma. Wracam do życia robota.
Wypłakuję się na ramieniu bezradnej Jane.
- Gabby...to może ja odwołam ten pokaz? - spytała Alice.
Wzdrygnęłam się, otarłam szybko łzę.
- Nie. Nie ma mowy. Chcę zobaczyć, czy on się tam pojawi. Nie mogę przejmować się że ktoś mnie zdradził. To normalne, jestem przecież gorsza. - odparłam przeczesując swoje włosy.
- Nie mów tak. Ten dupek nie ma oczu. Jesteś ładniejsza od tej deski! - zaprotestowała Jane.
- Zrobimy ci świetny makijaż, i damy najbardziej wyzywające stroje. Przyjdzie na pokaz i pożałuje! - dodała Alice.
Uśmiechnęłam się przez łzy.
- Dzięki dziewczyny. - odpowiedziałam.
W drodze do agencji nie odzywałam się w ogóle.
Płakałam.
I nagle zadzwonił Harry. Alice patrząc na mój wyświetlacz zrobiła dziwną minę.
- Odbierz. Posłuchajmy co ma do powiedzenia. - szepnęła.
Odchrząknęłam i odruchowo poprawiłam ubranie.
- Halo? - spytałam do słuchawki.
- Gabby....Gabby ja....nie wiem, na prawdę nie wiem...z nią...z nią wszystko było skończone....a wtedy ona jakoś....mnie zaciągnęła.....błagam wybacz! - krzyknął zrozpaczony głos Harry'ego.
Milczałam.
- Jesteś tam? - spytał łamiącym głosem.
- Jestem. - odparłam cicho, bez żadnych uczuć.
- Wybaczysz mi?
- Harry...nikt, nigdy mnie tak nie upokorzył, i nie zranił. - wydusiłam powstrzymując nawrót płaczu.
- Obiecuję Ci, że to się nigdy nie powtórzy! - krzyknął.
- Myślę że za szybko Ci zaufałam. I to był mój błąd. - wypowiedziałam ciężkie słowa. Wiedziałam że go zraniłam. Pytanie tylko, czy sobie też właśnie nie wbiłam noża w resztki serca...
- Nie mów tak! Ty jesteś jedyna dla mnie! Kocham Cię! - usłyszałam jak płacze.
- Jak się przekonałam, nie byłam jedyna. Jak mogłeś? Pieprzyłeś tą....uuuhhh, nie powiem co, i wróciłeś zadowolony do mnie. I tak oszukiwał byś mnie nadal, gdyby nie te cholerne zdjęcia i list, które ci wypadły! - nie mogłam powstrzymać płaczu.
- Gabby...proszę...ja cię na prawdę kocham! Udowodniłem Ci to chyba tej nocy! Nic dla ciebie nie znaczyła? - krzyknął przez słuchawkę.
Z trudem przełknęłam ślinę.
- Mogę chociaż przyjść na ten pokaz, i potem byśmy pogadali? - westchnął.
- Rób co chcesz. Jesteś dla mnie zerem. - odparłam i się rozłączyłam.
Dojechaliśmy do agencji. Sala pokazowa już jak zwykle w pełnej gotowości, a makijażystki tylko na mnie czekały.
Miałam jeszcze jedną sesję przed pokazem. Na szczęście była w charakterze bardziej rozpaczy, co było idealne dla mojej sytuacji.
Po kilku godzinach pracy, pokaz się rozpoczął. Wyszłam na salę w pierwszej kreacji. Widziałam już na środku Mark'a Twinson'a. Ale to nie jego szukałam. W swojej podświadomości mój wzrok wypatrywał Chłopaka z lokami, który zburzył rutynę i porządek w moim życiu. I w końcu go zauważyłam.
Wypuściłam mocno powietrze i starałam się nie zwracać na niego uwagi. Jak sama mu dziś powiedziałam, był dla mnie zerem. Szkoda tylko, że wcale tak nie myślałam...
Szybkim krokiem przemknęłam obok niego. Czułam jego uważny wzrok, przenoszący się raz z mojej twarzy, na tyłek i z powrotem. Moje serce szybciej zabiło, gdy nasze spojrzenia spotkały się w przelocie. Spuściłam wzrok, i patrzyłam się daleko. A on cały czas, wbijał we mnie swój błagający wzrok. Zaczęłam się zastanawiać, czy mu wybaczyć. Haloo! Ziemia do Gabby! On mnie skrzywdził!
Pozowałam do zdjęć i wkrótce zniknęłam za kotarą.
- Jest?! - krzyknęła Alice czekająca już na mnie z następną sukienką.
- Jest. - odparłam szybko i pobiegłam do przebieralni.
Pod tym względem nie cierpiałam tego zawodu. Pośpiech, dieta, pośpiech, dieta, i to wszystko.
Wybiegłam już w nowej sukience. 5 fryzjerek szybko poprawiły mi włosy, Alice i kosmetyczka ogarnęły makijaż, i gdy do pomieszczenia weszła inna modelka - Kelly, głęboko wciągnęłam powietrze, nastawiłam swój umysł na niemiłosierny stan wyłączenia i wyszłam na wybieg. Podążyłam wzdłuż ,,sceny" i znów zaczęłam pozować. Harry patrzył się wciąż na mnie.
Po 3 męczących godzinach pokaz się skończył. Spotkanie z Mark'iem Twinson'em także. Miałam do końca tygodnia rozważyć propozycję udziału w New York Manson - największych świętach modowych na świecie. Niestety, wiązało by się to z przeprowadzką do Stanów... Chociaż, co mnie teraz tu trzyma?
Gdy wyszłam z przebieralni (na reszcie w swoich ciuchach) o framugę drzwi stał oparty Harry. Wyglądał onieśmielająco.
- Możemy porozmawiać? - spytał cicho.
- Jak chcesz. Tylko szybko, bo się spieszę. - odparłam chłodno.
- Kocham Cię. - szepnął.
Z nerwów zaczęłam pakować byle jak wszystkie kosmetyki.
- Nie kłam, to nie ładnie. - odbiłam.
- Gabby..-próbował zagadać.
- Nie mów tak na mnie. tego zdrobnienia używają osoby...bliskie. Jestem Gabrielle. - chwilę zwątpiłam.
- Ja nie jestem Ci bliski? - spytał łamiącym głosem.
- Myślałam że byłeś. Ale wyszło na to że byłeś komuś jeszcze bliższy. - odparłam.
- Gabby...znaczy Gabrielle, proszę! - błagał.
- Ale o co ty mnie prosisz? Taylor aż garnie się do ciebie. Ja jestem tylko pustą modeleczką której musisz robić pieprzone śniadanka. - odparłam z goryczą.
- Taylor jest pusta i bez uczuć. Ty jesteś cudowna! Moje serce oddałem tobie! - jego głos był co raz bardziej rozpaczliwszy.
Pokręciłam głową.
- Harry, ja wiedziałam, wiedziałam że po prostu nie mogę nikomu ufać. Ale nie wiem czemu to zrobiłam. Ty to wykorzystałeś. Sparzyłam się na ciężkim doświadczeniu. Znasz moją przeszłość. Nigdy, przenigdy nie zaufam już nikomu. - z moich oczu poleciały łzy.
- Daj mi ostatnią szansę! Obiecuję Ci że to już się nie powtórzy! - widziałam w jego oczach łzy. - po tym wszystkim chcesz wrócić do tego co dawniej, czyli nienawiści?
- To co dawniej było dobre. Zostało nam 13 dni. Ten związek i tak nie mógł mieć szans. ,,My" nie istniałoby prędzej czy później. Wróćmy do normalności. Ja się już przyzwyczaiłam. Będziemy spotykać się u Chris'a i Paul'a. - wyszeptałam przełykając łzy.
- Gabby... - spojrzał mi się prosto w oczy - rozumiem, nie chcesz dawać mi szansy. Ale ja się nie odczepię. Nie potrafię być dla ciebie obcym. Nie potrafię być znajomym. Nie chcę być przyjacielem. Chcę być twoim obrońcą, tym ważnym kimś dla ciebie! - wyszeptał.
Podeszłam do niego powoli. Objął ją w talii, a ona próbowała się odepchnąć, przypierając rękami o mój tors.
- My nie możemy być przyjaciółmi. Ja i ty pragniemy się nawzajem... - wychrypiał.
Po chwili ciszy, chciałam zaprotestować. Sprzeciwić się wszystkiemu, całemu światu.
- Nie! -wydusiłam.
_______________________________________
Jałowy rozdział, wiem. Zacznie się dziać, obiecuję. Ale jest jeden warunek. Zaczyna się rok szkolny, więcej pracy itp.
Rozdziały będą dodawane częściej, jeśli je skomentujecie.
Uszanujcie moją pracę.
PRZECZYTAŁAŚ/EŚ - KOMENTUJ, PROSZĘ!
sobota, 31 sierpnia 2013
Rozdział X Mark Twinson
Obudził mnie budzik. Spojrzałam na zegarek. 5.30?! Chyba jakieś żarty, na pewno się zepsuł. Właśnie z przyjemnością zamknęłam oczy, i miałam zamiar znów powrócić do krainy snów...ale sobie przypomniałam. Zerwałam się z łóżka, i zauważyłam że wciąż jestem naga. W panice chwyciłam ręcznik wiszący na krześle, i owinęłam się nim. Dzisiaj pokaz! Mark Twinson chce mnie widzieć jako modelkę główną na wybiegu! W panice straciłam głowę. Spojrzałam na Harry'ego, który również był nagi. Zrzucając kołdrę z siebie, odkryłam też jego, i teraz jego męskość była widoczna. Przejechałam rękami po twarzy, i głęboko wypuściłam powietrze. Przypomniałam sobie tą noc. To niezwykłe uczucie, kiedy on był przy mnie.
Mój pierwszy raz miałam mając 16 lat. Tak, wiem że za wcześnie. Ale pochodząc z domu dziecka łatwo zboczyć na niezbyt dobre ścieżki. Pierwszy raz był ze starym facetem. Tak, byłam dziwką, prostytutką. Nikt po za Jane i Alice o tym nie wie.
Kolejne razy były również z ,,klientami", a ostatni raz to był...gwałt.
Po raz pierwszy robiłam to z miłością, bez obrzydzenia. Wiedziałam że go kocham, wiem że mogę mu zaufać, wiem że mogę się przed nim rozebrać bez wstydu. Nie żałuję tego. Po raz pierwszy ktoś był dla mnie tak delikatny...gdy robił szybsze ruchy, najpierw się mnie pytał, obserwował czy chociaż w najmniejszym stopniu mnie to nie boli. Nie byłam w ogóle obrzydzona. Wiem, że jestem z właściwą osobą.
Poszłam do łazienki, i wzięłam porządną kąpiel. Zawinęłam z powrotem ręcznik i stanęłam przed lustrem.
Zaczęłam nakładać makijaż, i do łazienki wszedł Harry : cały goły.
- Tak wcześnie wstałeś? - zaśmiałam się.
- Mówiłem że cię zawiozę, i muszę zrobić ci śniadanie. - uśmiechnął się. Przetarł oczy i odgarnął rozczochrane loki do góry.
- Nie jestem dzieckiem, dam sobie radę. - odwzajemniłam uśmiech w lustrze.
- Dasz sobie radę tak, ze nic nie zjesz. Opuścisz jeden posiłek i już wróci ci choroba. I tak...ta noc... - zaśmiał się. - też jeszcze raczej nie miała być, ale nie mogłem się powstrzymać. Jesteś potwornie pociągająca. - wyszeptał.
Uśmiechnęłam się.
- Puder! Gdzie jest mój puder! - krzyknęłam i w panice zaczęłam przeszukiwać wszystkie możliwe miejsca.
- Po co Ci puder? Moim zdaniem bez makijażu jesteś o wiele ładniejsza! - zaprotestował Harry.
W końcu znalazłam, na dnie mojej kosmetyczki. Wróciłam do lustra, a loczek nadal stał za mną.
W chwili gdy nie trzymałam ręcznika, odwinął go i z zadowoleniem na mnie spojrzał.
- To już nie będzie potrzebne. - stwierdził.
- Będzie potrzebne! - zaprotestowałam zasłaniając ręką piersi.
- I tak widziałem cię nago. - uśmiechnął się.
- Ale to nie znaczy że teraz musisz kochanie. - powiedziałam i wyrwałam mu ręcznik. Owinęłam się nim i z powrotem wzięłam się do nakładania mascary.
- Mogę być na tym pokazie? - spytał nagle.
- Oczywiście, ale....po co? - roześmiałam się.
- Nigdy cię jeszcze nie widziałem na wybiegu. - wymruczał.
- Nic specjalnego. - zaśmiałam się znowu.
- Modelki nie mogą wyrażać żadnych uczuć na pokazie, tylko iść i w ogóle jakby nic nie czuły. Wiem bo moja siostra się tym zajmuje. I właśnie dla tego chcę tam iść. Zobaczę jak bardzo jesteś w tym dobra, gdy będę cię rozśmieszał. - powiedział jakby złośliwym głosem.
Pokręciłam głową.
- Ubierz się. - poleciłam.
I nagle zadzwonił mój telefon. Harry poszedł do sypialni, i wkrótce znów był w łazience, tym razem z telefonem w dłoni.
- Kto to Pani Benia? - spytał patrząc na wyświetlacz.
Przestałam się malować.
- Pani Benia dzwoni?! - krzyknęłam i podbiegłam odbierając od niego telefon. - To moja opiekunka z domu dziecka. - wyjaśniłam krótko Harry'emu i odebrałam.
- Halo? - spytałam do słuchawki. W lustrze wciąż widziałam kręcącego się po łazience Harry'ego. Nie mogłam przestać patrzeć się na jego męskość.
- Gabby, przepraszam, nie przeszkadzam? - spytała kobieta.
- Wie pani, że nigdy nie przeszkadza. - uśmiechnęłam się sama do siebie. Pani Benia była jedyną osobą, która poświęcała mi trochę uwagi.
- Wolałam się upewnić, słyszałam ze masz dzisiaj jakiś ważny pokaz. - powiedziała.
- Taak, ale jeszcze mam czas. O co chodzi? - spytałam.
- Przyszedł do nas list, jest zaadresowany na ciebie, od Caroline Minay. - zrobiła przerwę.
- Od....Mamy?! - nie wiedziałam jak zareagować.
- Sama się dziwię. List na ciebie czeka. - powiedziała kobieta.
- Hmmm....nie wiem, czy dam radę dzisiaj przyjechać, za chwilę muszę jechać do agencji, pokaz mam o 18.00 i potrwa dość długo...jutro mogłabym przyjechać? - spytałam patrząc się na odbicie nagiego Harry'ego.
- Przyjeżdżaj kiedy chcesz. Tęsknię za tobą. - zaśmiała się. - Jak ci się układa?
- Mi...dobrze, co raz lepiej. - odpowiedziałam.
- Słyszałam że się z kimś spotykasz. - znów się roześmiała. - Harry Styles. Wszystkie dziewczynki z domu się w nim podkochują. Ma na prawdę świetny głos.
Harry drgnął na dźwięk swojego nazwiska.
- Jeśli uda mi się go namówić, może jutro przyjedzie ze mną, miałyby trochę radości. - uśmiechnęłam się do siebie.
- Byłoby cudownie. Nie przeszkadzam. Do zobaczenia. - pożegnała się i rozłączyła.
- Co jest kochanie? - spytał Harry przytulając mnie od tyłu. czułam jak jego ,,przyjaciel" napiera na mój tyłek.
- Pojedziesz jutro ze mną do Domu Dziecka? Przyszedł list od mojej matki. - poprosiłam.
- Oczywiście. A po co moje nazwisko padło? - zainteresował się.
- Masz tam małe fanki. Wiesz że im jest ciężko, więc pomyślałam ze mógłbyś rozdać parę autografów. - uśmiechnęłam się.
- Nie ma problemu. Umalowałaś się już? - spytał.
- Tak, Styles. Teraz wyjdź bo chcę się ubrać. - poleciłam.
- Widziałem cię już nago. - zrobił smutną minkę.
Westchnęłam. W sumie było mi już wszystko obojętne.
Mając jeszcze ręcznik założyłam szybko majtki. Widziałam łakomy wzrok Harry'ego w lustrze. Oparł się o ścianę. Zsunęłam szybko ręcznik, i miałam już zakładać stanik, ale Harry przytrzymał mnie za nadgarstki.
Nosem jeździł po moich piersiach i lekko je lizał.
Zamknęłam oczy i odchyliłam głowę do tyłu.
- Ha...Harry przestań... - wydusiłam.
- Dobrze, ale dzisiaj w nocy będę mógł zrobić z tobą co chcę. - uśmiechnął się.
- Dziwnie to brzmi.- powiedziałam i szybko założyłam stanik.
Ubrałam się do końca, a Harry zrobił mi śniadanie. Właśnie je jadłam a on ubierał się w łazience.
Wszedł do kuchni.
- Przyjadę na pokaz, ale mamy jeszcze z chłopakami sesję. - powiedział.
Przygryzłam wargę. Był ubrany w prześwitującą koszulę, rozpiętą do połowy, na to marynarkę, i czarne rurki podkreślające jego nogi. Loczki miał już zaczesane do tyłu, a na nogach swoje wytarte, brązowe buty. Gapiłam się na niego, i nie mogłam oderwać wzroku.
- Co jest? - zaśmiał się.
- Nawet nie wiesz, jaki jesteś przystojny. - szepnęłam.
Uśmiechnął się. Nagle zadzwonił sygnał jego komórki leżącej na blacie. Obok leżał też portfel, który sięgnął wraz z telefonem.
- Halo? - spytał i wyszedł z kuchni. Nie zauważył, że upuścił kilka rzeczy.
Zaśmiałam się z mojego niezdary i schyliłam się po przedmioty. Jednak radość z mojej twarzy zniknęła.
W rękach miałam kartkę. Dla czego szczęście zniknęło? Nagłówek i pierwsze zdanie od razu rzuciły mi się w oczy.
Kochany Harry!
Ostatni raz był niezapomniany. Nie rozumiem dla czego nie odbierasz moich telefonów, ale to pewnie przez pracę, i przez tą całą Gabby. Dla tego piszę do Ciebie list. Wiem że starodawnie, ale postanowiłam wprowadzić trochę odmiany do naszego związku. Nie rozumiem, już trochę z nią jesteś, nie możesz teraz zerwać? Jestem szczęściarą, że ciebie mam. Jesteś nieziemski w łóżku. Jeszcze tak nieprzyzwoicie przystojny! To jest aż straszne, co ty ze mną robisz!
Rozumiem, musisz udawać że z nią jesteś, ale nie chciałbyś czasem opuścić pustej modeleczki na jedną noc? Nie chcesz przerwać starania się z pieprzonymi śniadankami, obiadkami?
Z nią nawet się nie zerżniesz, a znam cię od dawna, i wiem jaki jesteś. Wiem przecież kim byłeś przed sławą, nie?
Nie pokoi mnie coś. Dla czego wszystko psujesz? Nie pamiętasz tych upojnych nocy, mówiłeś do mnie ,,księżniczko", i całkowicie ci się oddawałam? Było cudownie. Nadal Cię kocham, i wiem że ty kochasz mnie, a potwierdziłeś to wczorajszym wieczorem.
Kocham Cię
Taylor <3
Zszokowana położyłam list na stół. W rękach miałam jeszcze 4 zdjęcia. Na każdym z nich był Harry (w samych bokserkach) i Taylor. Tak, ta Taylor Swift w samym staniku, zakryta można by powiedzieć Harry'm. Je również odłożyłam obok listu.
Zrobiło mi się niedobrze. Przeleciał mnie ot, tak, a zaraz przed pieprzył się z Taylor. Wykorzystał czas kiedy mnie nie było. Wiedziałam że to sen. To wszystko było by zbyt piękne: przystojny chłopak kochający mnie bez granic...
O wilku mowa. Wszedł do kuchni. Wzięłam z powrotem do ręki zdjęcia i kartkę.
- Przepraszam, księżniczko ale musiałem odebrać. - uśmiechnął się słodko.
- Nie mów tak na mnie. - odparłam chłodno. Zauważył co trzymam w ręce i przyklęknął.
Chwila ciszy. Zdjęcia wypadły mi z ręki, a z oczu poleciały łzy.
- Gabby...kotku...to nie tak....ja... - szepnął jąkając się.
- Wszystko wiem, Taylor doskonale mi wyjaśniła. - odparłam z goryczą. - i teraz też wiem, że nigdy nie brałeś mnie na serio. Co ja sobie myślałam? - rozpłakałam się na dobre i wybiegłam z domu. To nic, że makijaż mi się rozmaże. Alice go poprawi. W dupie miałam teraz cały świat. Nigdy nikt mnie tak nie upokorzył i nie skrzywdził. Wsiadłam szybko do swojego samochodu i pojechałam....nawet sama nie wiem gdzie....
Mój pierwszy raz miałam mając 16 lat. Tak, wiem że za wcześnie. Ale pochodząc z domu dziecka łatwo zboczyć na niezbyt dobre ścieżki. Pierwszy raz był ze starym facetem. Tak, byłam dziwką, prostytutką. Nikt po za Jane i Alice o tym nie wie.
Kolejne razy były również z ,,klientami", a ostatni raz to był...gwałt.
Po raz pierwszy robiłam to z miłością, bez obrzydzenia. Wiedziałam że go kocham, wiem że mogę mu zaufać, wiem że mogę się przed nim rozebrać bez wstydu. Nie żałuję tego. Po raz pierwszy ktoś był dla mnie tak delikatny...gdy robił szybsze ruchy, najpierw się mnie pytał, obserwował czy chociaż w najmniejszym stopniu mnie to nie boli. Nie byłam w ogóle obrzydzona. Wiem, że jestem z właściwą osobą.
Poszłam do łazienki, i wzięłam porządną kąpiel. Zawinęłam z powrotem ręcznik i stanęłam przed lustrem.
Zaczęłam nakładać makijaż, i do łazienki wszedł Harry : cały goły.
- Tak wcześnie wstałeś? - zaśmiałam się.
- Mówiłem że cię zawiozę, i muszę zrobić ci śniadanie. - uśmiechnął się. Przetarł oczy i odgarnął rozczochrane loki do góry.
- Nie jestem dzieckiem, dam sobie radę. - odwzajemniłam uśmiech w lustrze.
- Dasz sobie radę tak, ze nic nie zjesz. Opuścisz jeden posiłek i już wróci ci choroba. I tak...ta noc... - zaśmiał się. - też jeszcze raczej nie miała być, ale nie mogłem się powstrzymać. Jesteś potwornie pociągająca. - wyszeptał.
Uśmiechnęłam się.
- Puder! Gdzie jest mój puder! - krzyknęłam i w panice zaczęłam przeszukiwać wszystkie możliwe miejsca.
- Po co Ci puder? Moim zdaniem bez makijażu jesteś o wiele ładniejsza! - zaprotestował Harry.
W końcu znalazłam, na dnie mojej kosmetyczki. Wróciłam do lustra, a loczek nadal stał za mną.
W chwili gdy nie trzymałam ręcznika, odwinął go i z zadowoleniem na mnie spojrzał.
- To już nie będzie potrzebne. - stwierdził.
- Będzie potrzebne! - zaprotestowałam zasłaniając ręką piersi.
- I tak widziałem cię nago. - uśmiechnął się.
- Ale to nie znaczy że teraz musisz kochanie. - powiedziałam i wyrwałam mu ręcznik. Owinęłam się nim i z powrotem wzięłam się do nakładania mascary.
- Mogę być na tym pokazie? - spytał nagle.
- Oczywiście, ale....po co? - roześmiałam się.
- Nigdy cię jeszcze nie widziałem na wybiegu. - wymruczał.
- Nic specjalnego. - zaśmiałam się znowu.
- Modelki nie mogą wyrażać żadnych uczuć na pokazie, tylko iść i w ogóle jakby nic nie czuły. Wiem bo moja siostra się tym zajmuje. I właśnie dla tego chcę tam iść. Zobaczę jak bardzo jesteś w tym dobra, gdy będę cię rozśmieszał. - powiedział jakby złośliwym głosem.
Pokręciłam głową.
- Ubierz się. - poleciłam.
I nagle zadzwonił mój telefon. Harry poszedł do sypialni, i wkrótce znów był w łazience, tym razem z telefonem w dłoni.
- Kto to Pani Benia? - spytał patrząc na wyświetlacz.
Przestałam się malować.
- Pani Benia dzwoni?! - krzyknęłam i podbiegłam odbierając od niego telefon. - To moja opiekunka z domu dziecka. - wyjaśniłam krótko Harry'emu i odebrałam.
- Halo? - spytałam do słuchawki. W lustrze wciąż widziałam kręcącego się po łazience Harry'ego. Nie mogłam przestać patrzeć się na jego męskość.
- Gabby, przepraszam, nie przeszkadzam? - spytała kobieta.
- Wie pani, że nigdy nie przeszkadza. - uśmiechnęłam się sama do siebie. Pani Benia była jedyną osobą, która poświęcała mi trochę uwagi.
- Wolałam się upewnić, słyszałam ze masz dzisiaj jakiś ważny pokaz. - powiedziała.
- Taak, ale jeszcze mam czas. O co chodzi? - spytałam.
- Przyszedł do nas list, jest zaadresowany na ciebie, od Caroline Minay. - zrobiła przerwę.
- Od....Mamy?! - nie wiedziałam jak zareagować.
- Sama się dziwię. List na ciebie czeka. - powiedziała kobieta.
- Hmmm....nie wiem, czy dam radę dzisiaj przyjechać, za chwilę muszę jechać do agencji, pokaz mam o 18.00 i potrwa dość długo...jutro mogłabym przyjechać? - spytałam patrząc się na odbicie nagiego Harry'ego.
- Przyjeżdżaj kiedy chcesz. Tęsknię za tobą. - zaśmiała się. - Jak ci się układa?
- Mi...dobrze, co raz lepiej. - odpowiedziałam.
- Słyszałam że się z kimś spotykasz. - znów się roześmiała. - Harry Styles. Wszystkie dziewczynki z domu się w nim podkochują. Ma na prawdę świetny głos.
Harry drgnął na dźwięk swojego nazwiska.
- Jeśli uda mi się go namówić, może jutro przyjedzie ze mną, miałyby trochę radości. - uśmiechnęłam się do siebie.
- Byłoby cudownie. Nie przeszkadzam. Do zobaczenia. - pożegnała się i rozłączyła.
- Co jest kochanie? - spytał Harry przytulając mnie od tyłu. czułam jak jego ,,przyjaciel" napiera na mój tyłek.
- Pojedziesz jutro ze mną do Domu Dziecka? Przyszedł list od mojej matki. - poprosiłam.
- Oczywiście. A po co moje nazwisko padło? - zainteresował się.
- Masz tam małe fanki. Wiesz że im jest ciężko, więc pomyślałam ze mógłbyś rozdać parę autografów. - uśmiechnęłam się.
- Nie ma problemu. Umalowałaś się już? - spytał.
- Tak, Styles. Teraz wyjdź bo chcę się ubrać. - poleciłam.
- Widziałem cię już nago. - zrobił smutną minkę.
Westchnęłam. W sumie było mi już wszystko obojętne.
Mając jeszcze ręcznik założyłam szybko majtki. Widziałam łakomy wzrok Harry'ego w lustrze. Oparł się o ścianę. Zsunęłam szybko ręcznik, i miałam już zakładać stanik, ale Harry przytrzymał mnie za nadgarstki.
Nosem jeździł po moich piersiach i lekko je lizał.
Zamknęłam oczy i odchyliłam głowę do tyłu.
- Ha...Harry przestań... - wydusiłam.
- Dobrze, ale dzisiaj w nocy będę mógł zrobić z tobą co chcę. - uśmiechnął się.
- Dziwnie to brzmi.- powiedziałam i szybko założyłam stanik.
Ubrałam się do końca, a Harry zrobił mi śniadanie. Właśnie je jadłam a on ubierał się w łazience.
Wszedł do kuchni.
- Przyjadę na pokaz, ale mamy jeszcze z chłopakami sesję. - powiedział.
Przygryzłam wargę. Był ubrany w prześwitującą koszulę, rozpiętą do połowy, na to marynarkę, i czarne rurki podkreślające jego nogi. Loczki miał już zaczesane do tyłu, a na nogach swoje wytarte, brązowe buty. Gapiłam się na niego, i nie mogłam oderwać wzroku.
- Co jest? - zaśmiał się.
- Nawet nie wiesz, jaki jesteś przystojny. - szepnęłam.
Uśmiechnął się. Nagle zadzwonił sygnał jego komórki leżącej na blacie. Obok leżał też portfel, który sięgnął wraz z telefonem.
- Halo? - spytał i wyszedł z kuchni. Nie zauważył, że upuścił kilka rzeczy.
Zaśmiałam się z mojego niezdary i schyliłam się po przedmioty. Jednak radość z mojej twarzy zniknęła.
W rękach miałam kartkę. Dla czego szczęście zniknęło? Nagłówek i pierwsze zdanie od razu rzuciły mi się w oczy.
Kochany Harry!
Ostatni raz był niezapomniany. Nie rozumiem dla czego nie odbierasz moich telefonów, ale to pewnie przez pracę, i przez tą całą Gabby. Dla tego piszę do Ciebie list. Wiem że starodawnie, ale postanowiłam wprowadzić trochę odmiany do naszego związku. Nie rozumiem, już trochę z nią jesteś, nie możesz teraz zerwać? Jestem szczęściarą, że ciebie mam. Jesteś nieziemski w łóżku. Jeszcze tak nieprzyzwoicie przystojny! To jest aż straszne, co ty ze mną robisz!
Rozumiem, musisz udawać że z nią jesteś, ale nie chciałbyś czasem opuścić pustej modeleczki na jedną noc? Nie chcesz przerwać starania się z pieprzonymi śniadankami, obiadkami?
Z nią nawet się nie zerżniesz, a znam cię od dawna, i wiem jaki jesteś. Wiem przecież kim byłeś przed sławą, nie?
Nie pokoi mnie coś. Dla czego wszystko psujesz? Nie pamiętasz tych upojnych nocy, mówiłeś do mnie ,,księżniczko", i całkowicie ci się oddawałam? Było cudownie. Nadal Cię kocham, i wiem że ty kochasz mnie, a potwierdziłeś to wczorajszym wieczorem.
Kocham Cię
Taylor <3
Zszokowana położyłam list na stół. W rękach miałam jeszcze 4 zdjęcia. Na każdym z nich był Harry (w samych bokserkach) i Taylor. Tak, ta Taylor Swift w samym staniku, zakryta można by powiedzieć Harry'm. Je również odłożyłam obok listu.
Zrobiło mi się niedobrze. Przeleciał mnie ot, tak, a zaraz przed pieprzył się z Taylor. Wykorzystał czas kiedy mnie nie było. Wiedziałam że to sen. To wszystko było by zbyt piękne: przystojny chłopak kochający mnie bez granic...
O wilku mowa. Wszedł do kuchni. Wzięłam z powrotem do ręki zdjęcia i kartkę.
- Przepraszam, księżniczko ale musiałem odebrać. - uśmiechnął się słodko.
- Nie mów tak na mnie. - odparłam chłodno. Zauważył co trzymam w ręce i przyklęknął.
Chwila ciszy. Zdjęcia wypadły mi z ręki, a z oczu poleciały łzy.
- Gabby...kotku...to nie tak....ja... - szepnął jąkając się.
- Wszystko wiem, Taylor doskonale mi wyjaśniła. - odparłam z goryczą. - i teraz też wiem, że nigdy nie brałeś mnie na serio. Co ja sobie myślałam? - rozpłakałam się na dobre i wybiegłam z domu. To nic, że makijaż mi się rozmaże. Alice go poprawi. W dupie miałam teraz cały świat. Nigdy nikt mnie tak nie upokorzył i nie skrzywdził. Wsiadłam szybko do swojego samochodu i pojechałam....nawet sama nie wiem gdzie....
piątek, 30 sierpnia 2013
Ważne
Niestety mama zabrała mi laptopa na 3 dni ;( jak jej nie ma w domu to piszę, ale następny rozdział będzie dopiero jutro. za to zacznie się dziać, Gabby odnajdzie matkę, Zdrady, Nowe Miłości, Wyjazdy, Rozłąki ;)
Zostańcie ze mną.
P.S
DZISIAJ PREMIERA THIS IS US W POLSCE! JARAAAM SIĘ! IDĘ NA 16.00 *.*
Zostańcie ze mną.
P.S
DZISIAJ PREMIERA THIS IS US W POLSCE! JARAAAM SIĘ! IDĘ NA 16.00 *.*
środa, 28 sierpnia 2013
Rozdział IX ,,Sny się spełniają" 18 +
UWAGA!
ROZDZIAŁ ZAWIERA TREŚCI EROTYCZNE PRZEZNACZONE DLA CZYTELNIKÓW POWYŻEJ 18 ROKU ŻYCIA*
* chyba że masz tak zrytą banię że i tak wszystko o tym już wiesz, i przeczytałaś milion takich opowiadań, czytaj, co ci szkodzi? xd
________________________________________________________
Godzinę później pojechałam do agencji. Siedziałam tam chyba do 18.00. Ustalali makijaż, ciuchy, kolejki, fryzurę, salę. Same nudy, a ja jak zwykle byłam tylko laleczką.
Zmęczona jechałam właśnie autobusem na koniec Londynu. Na dworze było już ciemno, w te okolice nikt już nie jeździł zwłaszcza o tej porze, więc byłam sama w pojeździe. 14 dni. Tyle zostało, a potem? Spotykanie się po kryjomu nie ma sensu, wszędzie latają paparazzi albo fani Harry'ego. Na prawdę nie wiem, co wtedy będzie.
Wysiadłam na przystanku, widziałam już w oddali mój dom. W oknach paliły się światła - znak, że Harry już wrócił.
Przed drzwiami zrobiłam coś, czego się nie spodziewałam. Wyciągnęłam z torebki puder, tusz do rzęs i lusterko. Poprawiłam makijaż....dla niego??
Odchrząknęłam, poprawiłam ubranie i lekko nacisnęłam klamkę. Na dworze było zimno, w końcu to już jesień, więc gdy weszłam do przedpokoju ogarnęło mnie przyjemne ciepło. Z kuchni słychać było włączone radio i śpiewanie Harry'ego.
Zdjęłam buty i kurtkę, i po cichu weszłam do kuchni. Nie mogłam powstrzymać wybuchu śmiechu.
Harry stał do mnie tyłem, miał na sobie czarne rurki a jego tors zasłaniał za mały, różowy fartuch kuchenny. Loczki miał rozczochrane i w kompletnym nie ładzie. Śpiewał na cały głos i tańczył po kuchni przy okazji coś gotując.
Odwrócił się nagle, i się uśmiechnął.
- W ogóle nie słyszałem jak weszłaś. - powiedział cmokając mnie w czoło.
- Nie dziwię się, taki hałas. - roześmiałam się. - jestem tak zmęczona, że pójdę zaraz spać w ubraniach.
- Noo....a ja ci tutaj kolację robię...prześpij się na kanapie, to ci doda sił, a ja cię obudzę. - powiedział.
- No dobrze...ale wiesz że ja nie lubię jeść? - westchnęłam.
- Ale...ale zjesz, i koniec. - uśmiechnął się. Opłukał szybko ręce i pobiegł do salonu. Rozłożył mi poduszki i przygotował koc.
Ja w tym czasie poszłam do łazienki i przebrałam się w luźny, za duży T-Shirt.
Szybko wskoczyłam pod koc. Nie zwracając uwagi na nic zasnęłam potwornie zmęczona. Po kilku godzinach chodzenia w tą i z powrotem po wybiegu, przymierzania tysięcy strojów...nie miałam siły o niczym nawet myśleć.
*************************SEN*************************
Zerwałam kartkę z kalendarza. 21 września, 2015 rok... Jestem radosna, podekscytowana.
Dziś była moja i Harry'ego druga rocznica związku. Właśnie sam lokaty wszedł do kuchni.
- Gabby, wiesz co dziś jest? - uśmiechnął się szeroko.
- Hmm,...co nie co wiem, ale wytłumacz mi. - zaśmiałam się. Uklęknął i chwycił mnie za ręce.
-Dwa lata temu, w 2013 roku w ten dzień zgodziłaś się ze mną wytrzymywać. - uśmiechnął się jeszcze szerzej. - dzięki tobie w ogóle tu jeszcze jestem. Rozumiałaś mnie zawsze, poświęcałaś się dla mnie. Kocham cię, tak mocno że nie wiem, jakiego słowa użyć by wyszło tak jak należy. Dziękuję ci za to że zawsze przy mnie byłaś. I dziękuję ci za najważniejsze: za Katty. Przepraszam cię za ten cały ból, który ci wyrządziłem, przepraszam za to co musiałaś wytrzymywać. Proszę tylko, żeby wszystko było tak jak teraz. I...jeszcze jedno. Nie musimy się z tym śpieszyć, ale czy...zostaniesz panią Styles? - spytał cicho a mnie zatkało.
Z oczu poleciały mi łzy.
- T..tak...- wydusiłam.
Założył mi na palec najpiękniejszy pierścionek, jaki w życiu widziałam.
Po chwili usłyszałam płacz dziecka. Harry się uśmiechnął. Razem poszliśmy na górę. Jedne z drzwi prowadziły do różowego pokoiku. Na ścianach widoczne były dziecięce obrazki. Stały małe, śnieżno białe mebelki, na których siedziały uśmiechnięte pluszaki. Przez okno świeciło słońce, a w całym pokoju pachniało kwiatami. Na jasnych panelach leżał puszysty, biały dywan, a po środku niego stało małe, białe łóżeczko z różowawym baldachimem. W nim leżał noworodek, mógł mieć najwięcej 2 miesiące. Ubrany był w czyściutkie, kolorowe śpiochy, przykryty puszystą, pachnącą kołderką. Gdy tylko Harry przybliżył się do posłanka dziecko przestało płakać. Otworzyło szerzej oczka. Widać już było wyraźną, zieloną barwę tęczówek. Różowawe usta kształtowały się w niewyraźnym uśmiechu. Włoski były ciemno brązowe, i mocno kręcone.
- Katty.. - wyszeptał loczek i podniósł ją z łóżeczka. Widać było, jak bardzo świecą mu się ze szczęścia oczy. Oparłam się o ścianę. To był cudowny widok. Wysoki, umięśniony chłopak, ubrany w czarne rurki i niedopiętą szarą koszulę, trzymający małego bobasa w kolorowym ubranku. Już byli do siebie podobni. Ta sama barwa oczu, te same dołeczki przy nawet najmniejszym uśmiechu...
********************KONIEC SNU***********************************
- Kotku.... - usłyszałam łagodny głos. To był loczek. Delikatnie głaskał moją rękę. Ten sen....był....
Otworzyłam oczy.
- Nareszcie się obudziłaś. - uśmiechnął się.
Usiadłam na kanapie, wciąż nie mogąc otrząsnąć się po śnie.
- Wyspałaś się? - spytał z troską.
- Jako tako. - uśmiechnęłam się.
- Zapraszam na kolację księżniczko. - wymruczał.
Podał mi rękę, i delikatnie pomógł mi wstać. Spojrzał się łakomym wzrokiem na moje ledwo zasłonięte krocze. Widząc to szybko naciągnęłam koszulkę jak najbardziej się da i lekko uderzyłam go w ramię.
- Przepraszam. - wydukał.
Szybko podeszłam do stołu w kuchni i usiadłam.
Stół był już nakryty, a w wazonie był bukiet czerwonych róż.
- Masz jakąś okazję że takie...wyjątkowe? - uśmiechnęłam się.
- Ty jesteś wyjątkowa, to mi wystarczy.
Powoli zaczęłam jeść. Harry siedział na przeciwko i mocno się we mnie wpatrywał.
- Zawieść cię jutro? - spytał.
- Chce ci się wcześnie tak wcześnie wstawać? Ja tam muszę być przed 8.00! - uśmiechnęłam się.
- Dla ciebie wszystko. - odrzekł cicho.
Głos miał jakiś dziwny, jeszcze bardziej ochrypły.
- Wszystko dobrze? - spytałam przełykając kolejny kęs kanapki.
- A czemu ma nie być? - roześmiał się. Widziałam jednak, że to jest bardzo sztuczne.
- Jesteś jakiś dziwny. Coś się stało? - spytałam znowu.
- Myślę nad moim snem. - wychrypiał.
To było dziwneee....ja jeszcze nie śpię?
- Tak...to...go opowiedz. - poprosiłam.
- Śniło mi się że jest nasza druga rocznica. - przerwał na chwilę.
Śniło nam się to samo? Ja już zaczynam się bać.W dodatku wolałabym żeby ten sen nie był proroczy. Dziecko? Nie ma mowy.
- I że właśnie ci się oświadczam...i ty powiedziałaś tak. A potem idziemy do pokoju w którym śpi noworodek...i ja biorę go na ręce...a ty stoisz i się uśmiechasz. - powiedział uważnie czekając mojej reakcji.
Wyprostowałam się na krześle.
- Czyli...to chyba wbrew pozorom ....dobry sen dla ciebie...czemu się nad nim zastanawiasz? - odchrząknęłam.
- Bo wcześniej jak ci się oświadczałem przepraszałem cię za to co musiałaś przeze mnie cierpieć. I właśnie zrozumiałem, jak bardzo jesteś dla mnie ważna. I że przenigdy bym cię nie skrzywdził... - wyszeptał.
- Wiem. - odparłam równie cicho.
Wstał i podszedł do mnie od tyłu. Pochylił się i zaczął całować moją szyję.
- Pozwól mi mieć trochę więcej ciebie. Oddaj mi się. - wychrypiał.
Przełknęłam jedzenie.
- Harry ja... - bałam się, po prostu się bałam.
- Zaufaj mi. Ja to zrobię z miłością. - wyszeptał.
Znów delikatnie całował moją szyję. Nie wiedziałam co robić. Nie chodzi o to, że bałam się pierwszego razu. Robiłam to kilka razy....i bardzo źle to wspominam.
- Będę delikatny. - wymruczał mi do ucha. Delikatnie pieścił moją szyję, zjeżdżał niżej do piersi. Widząc że nie protestuję, wziął mnie na ręce, i nie przerywając pocałunków zaniósł do sypialni.
Położył delikatnie mnie na łóżku. Sam stanął nade mną na czworaka i zaczęliśmy się całować. Składał pocałunki na mojej szyi, w końcu coraz niżej, i dotarł do piersi. Przez bluzkę i stanik zaczął je masować. Jęknęłam cicho. Podniósł się i zdjął swoją koszulkę. Teraz to ja zaczęłam jeździć rękami po jego plecach i torsie. Patrzyłam na jego wszystkie tatuaże, podczas gdy on mnie całował. Nagle poczułam jak lekko zasysa moją skórę na szyi. Odepchnęłam go szybko. Malinka!
- Harry...jak ja to zakryję jutro?! - spytałam przeglądając się w lustrze obok łóżka. Wstałam.
- Przepraszam. Jesteś za bardzo pociągająca. - wymruczał. Przytulił mnie od tyłu i masował moje piersi. Ściągnął moją bluzkę. Odwrócił mnie do siebie.
- Piękny widok. będzie jeszcze ładniejszy, gdy co nieco zdejmiemy. - mówiąc to bez przeszkód rozpiął mi stanik. Odruchowo zasłoniłam się rękami, ale w porę mi je przytrzymał.
- Nie zasłaniaj mi widoku. - wyszeptał.
Językiem zaczął jeździć dookoła moich piersi. Lizał sutki i doprowadzał mnie do szaleństwa.
Znów położył mnie na łóżko i kontynuował działanie. Zacisnęłam oczy i zaczęłam jęczeć. Przez chwilę zobaczyłam, że Harry jest bardzo zadowolony z mojej reakcji.
Nie chciałam być gorsza. Chciałam zrobić coś dla niego.
Wiedział już o co mi chodzi, ściągnął spodnie i znowu usiadł na łóżko. Tym razem ja byłam na górze. Rękami jeździłam po jego umięśnionym torsie. Wreszcie dotknęłam paska od bokserek, i z potwornym łomotaniem serca wolno zaczęłam je z ciągać. Jego erekcja była już bardzo wyraźna. Delikatnie jeździłam po nim dłonią, od góry do jego podstawy. Harry miał zamknięte oczy. Gdy wzięłam jego penisa do ust, usłyszałam głośne jęki. Powoli jeździłam po nim językiem. Loczek wplótł ręce w moje włosy, i mocno je czochrał.
- Gabby...jesteś....cudowna... - wydyszał Harry.
Po chwili przestałam ruchów. Hazz otrząsnął się. Przewrócił mnie do pozycji leżącej. Rozszerzył mi nogi, delikatnie zsunął mi majtki i rzucił je w kąt pomieszczenia. Doprowadzał mnie do obłędu językiem jeżdżąc po mojej kobiecości. Potem podniósł się, ze spodni leżących na podłodze wyjął srebrne opakowanie. Otworzył je i usiadł na łóżku. Założył prezerwatywę, i wrócił do mnie.
- Mogę? - spytał jeszcze raz. Podparł się na rękach rozłożonych między moimi ramionami. Uklęknął między moimi nogami.
Kiwnęłam głową. Loczek lekko pchnął biodrami. Poczułam jak wsuwa swojego członka co raz głębiej.
Powoli wkładał go i wyciągał, i robił to co raz szybciej.
Harry jęczał głośno, a ja ciągle powtarzałam jego imię. Tempo było jeszcze szybsze. Nie wiedząc co zrobić wbiłam paznokcie w jego plecy.
Na moim ciele było już pełno kropelek potu. To było nieziemskie. Harry krzyczał już na cały głos. Zacisnęłam oczy. Oddychałam już potwornie szybko. Moje plecy wygięły się w łuk.
Harry gwałtownie wypuścił powietrze. Poczułam jak gorący płyn wlewa się do prezerwatywy.
Loczek nie wychodząc ze mnie położył się na moim ciele. Czułam jak jego klatka opada i unosi się w szybkim tempie. Musnął moje usta.
- Byłaś cudowna. - wydyszał.
_________________________________________
Boże przebacz za to co napisałam xd Ale muszę was trochę podtrzymywać, zboczuchy wy moje <3
Mogę o coś was prosić? https://www.facebook.com/pages/One-Direction-5-Bog%C3%B3w/306402516149283 lajkujcie i komentujcie na tej str. Podpisuję się jako /Adminka Misialik.
ROZDZIAŁ ZAWIERA TREŚCI EROTYCZNE PRZEZNACZONE DLA CZYTELNIKÓW POWYŻEJ 18 ROKU ŻYCIA*
* chyba że masz tak zrytą banię że i tak wszystko o tym już wiesz, i przeczytałaś milion takich opowiadań, czytaj, co ci szkodzi? xd
________________________________________________________
Godzinę później pojechałam do agencji. Siedziałam tam chyba do 18.00. Ustalali makijaż, ciuchy, kolejki, fryzurę, salę. Same nudy, a ja jak zwykle byłam tylko laleczką.
Zmęczona jechałam właśnie autobusem na koniec Londynu. Na dworze było już ciemno, w te okolice nikt już nie jeździł zwłaszcza o tej porze, więc byłam sama w pojeździe. 14 dni. Tyle zostało, a potem? Spotykanie się po kryjomu nie ma sensu, wszędzie latają paparazzi albo fani Harry'ego. Na prawdę nie wiem, co wtedy będzie.
Wysiadłam na przystanku, widziałam już w oddali mój dom. W oknach paliły się światła - znak, że Harry już wrócił.
Przed drzwiami zrobiłam coś, czego się nie spodziewałam. Wyciągnęłam z torebki puder, tusz do rzęs i lusterko. Poprawiłam makijaż....dla niego??
Odchrząknęłam, poprawiłam ubranie i lekko nacisnęłam klamkę. Na dworze było zimno, w końcu to już jesień, więc gdy weszłam do przedpokoju ogarnęło mnie przyjemne ciepło. Z kuchni słychać było włączone radio i śpiewanie Harry'ego.
Zdjęłam buty i kurtkę, i po cichu weszłam do kuchni. Nie mogłam powstrzymać wybuchu śmiechu.
Harry stał do mnie tyłem, miał na sobie czarne rurki a jego tors zasłaniał za mały, różowy fartuch kuchenny. Loczki miał rozczochrane i w kompletnym nie ładzie. Śpiewał na cały głos i tańczył po kuchni przy okazji coś gotując.
Odwrócił się nagle, i się uśmiechnął.
- W ogóle nie słyszałem jak weszłaś. - powiedział cmokając mnie w czoło.
- Nie dziwię się, taki hałas. - roześmiałam się. - jestem tak zmęczona, że pójdę zaraz spać w ubraniach.
- Noo....a ja ci tutaj kolację robię...prześpij się na kanapie, to ci doda sił, a ja cię obudzę. - powiedział.
- No dobrze...ale wiesz że ja nie lubię jeść? - westchnęłam.
- Ale...ale zjesz, i koniec. - uśmiechnął się. Opłukał szybko ręce i pobiegł do salonu. Rozłożył mi poduszki i przygotował koc.
Ja w tym czasie poszłam do łazienki i przebrałam się w luźny, za duży T-Shirt.
Szybko wskoczyłam pod koc. Nie zwracając uwagi na nic zasnęłam potwornie zmęczona. Po kilku godzinach chodzenia w tą i z powrotem po wybiegu, przymierzania tysięcy strojów...nie miałam siły o niczym nawet myśleć.
*************************SEN*************************
Zerwałam kartkę z kalendarza. 21 września, 2015 rok... Jestem radosna, podekscytowana.
Dziś była moja i Harry'ego druga rocznica związku. Właśnie sam lokaty wszedł do kuchni.
- Gabby, wiesz co dziś jest? - uśmiechnął się szeroko.
- Hmm,...co nie co wiem, ale wytłumacz mi. - zaśmiałam się. Uklęknął i chwycił mnie za ręce.
-Dwa lata temu, w 2013 roku w ten dzień zgodziłaś się ze mną wytrzymywać. - uśmiechnął się jeszcze szerzej. - dzięki tobie w ogóle tu jeszcze jestem. Rozumiałaś mnie zawsze, poświęcałaś się dla mnie. Kocham cię, tak mocno że nie wiem, jakiego słowa użyć by wyszło tak jak należy. Dziękuję ci za to że zawsze przy mnie byłaś. I dziękuję ci za najważniejsze: za Katty. Przepraszam cię za ten cały ból, który ci wyrządziłem, przepraszam za to co musiałaś wytrzymywać. Proszę tylko, żeby wszystko było tak jak teraz. I...jeszcze jedno. Nie musimy się z tym śpieszyć, ale czy...zostaniesz panią Styles? - spytał cicho a mnie zatkało.
Z oczu poleciały mi łzy.
- T..tak...- wydusiłam.
Założył mi na palec najpiękniejszy pierścionek, jaki w życiu widziałam.
Po chwili usłyszałam płacz dziecka. Harry się uśmiechnął. Razem poszliśmy na górę. Jedne z drzwi prowadziły do różowego pokoiku. Na ścianach widoczne były dziecięce obrazki. Stały małe, śnieżno białe mebelki, na których siedziały uśmiechnięte pluszaki. Przez okno świeciło słońce, a w całym pokoju pachniało kwiatami. Na jasnych panelach leżał puszysty, biały dywan, a po środku niego stało małe, białe łóżeczko z różowawym baldachimem. W nim leżał noworodek, mógł mieć najwięcej 2 miesiące. Ubrany był w czyściutkie, kolorowe śpiochy, przykryty puszystą, pachnącą kołderką. Gdy tylko Harry przybliżył się do posłanka dziecko przestało płakać. Otworzyło szerzej oczka. Widać już było wyraźną, zieloną barwę tęczówek. Różowawe usta kształtowały się w niewyraźnym uśmiechu. Włoski były ciemno brązowe, i mocno kręcone.
- Katty.. - wyszeptał loczek i podniósł ją z łóżeczka. Widać było, jak bardzo świecą mu się ze szczęścia oczy. Oparłam się o ścianę. To był cudowny widok. Wysoki, umięśniony chłopak, ubrany w czarne rurki i niedopiętą szarą koszulę, trzymający małego bobasa w kolorowym ubranku. Już byli do siebie podobni. Ta sama barwa oczu, te same dołeczki przy nawet najmniejszym uśmiechu...
********************KONIEC SNU***********************************
- Kotku.... - usłyszałam łagodny głos. To był loczek. Delikatnie głaskał moją rękę. Ten sen....był....
Otworzyłam oczy.
- Nareszcie się obudziłaś. - uśmiechnął się.
Usiadłam na kanapie, wciąż nie mogąc otrząsnąć się po śnie.
- Wyspałaś się? - spytał z troską.
- Jako tako. - uśmiechnęłam się.
- Zapraszam na kolację księżniczko. - wymruczał.
Podał mi rękę, i delikatnie pomógł mi wstać. Spojrzał się łakomym wzrokiem na moje ledwo zasłonięte krocze. Widząc to szybko naciągnęłam koszulkę jak najbardziej się da i lekko uderzyłam go w ramię.
- Przepraszam. - wydukał.
Szybko podeszłam do stołu w kuchni i usiadłam.
Stół był już nakryty, a w wazonie był bukiet czerwonych róż.
- Masz jakąś okazję że takie...wyjątkowe? - uśmiechnęłam się.
- Ty jesteś wyjątkowa, to mi wystarczy.
Powoli zaczęłam jeść. Harry siedział na przeciwko i mocno się we mnie wpatrywał.
- Zawieść cię jutro? - spytał.
- Chce ci się wcześnie tak wcześnie wstawać? Ja tam muszę być przed 8.00! - uśmiechnęłam się.
- Dla ciebie wszystko. - odrzekł cicho.
Głos miał jakiś dziwny, jeszcze bardziej ochrypły.
- Wszystko dobrze? - spytałam przełykając kolejny kęs kanapki.
- A czemu ma nie być? - roześmiał się. Widziałam jednak, że to jest bardzo sztuczne.
- Jesteś jakiś dziwny. Coś się stało? - spytałam znowu.
- Myślę nad moim snem. - wychrypiał.
To było dziwneee....ja jeszcze nie śpię?
- Tak...to...go opowiedz. - poprosiłam.
- Śniło mi się że jest nasza druga rocznica. - przerwał na chwilę.
Śniło nam się to samo? Ja już zaczynam się bać.W dodatku wolałabym żeby ten sen nie był proroczy. Dziecko? Nie ma mowy.
- I że właśnie ci się oświadczam...i ty powiedziałaś tak. A potem idziemy do pokoju w którym śpi noworodek...i ja biorę go na ręce...a ty stoisz i się uśmiechasz. - powiedział uważnie czekając mojej reakcji.
Wyprostowałam się na krześle.
- Czyli...to chyba wbrew pozorom ....dobry sen dla ciebie...czemu się nad nim zastanawiasz? - odchrząknęłam.
- Bo wcześniej jak ci się oświadczałem przepraszałem cię za to co musiałaś przeze mnie cierpieć. I właśnie zrozumiałem, jak bardzo jesteś dla mnie ważna. I że przenigdy bym cię nie skrzywdził... - wyszeptał.
- Wiem. - odparłam równie cicho.
Wstał i podszedł do mnie od tyłu. Pochylił się i zaczął całować moją szyję.
- Pozwól mi mieć trochę więcej ciebie. Oddaj mi się. - wychrypiał.
Przełknęłam jedzenie.
- Harry ja... - bałam się, po prostu się bałam.
- Zaufaj mi. Ja to zrobię z miłością. - wyszeptał.
Znów delikatnie całował moją szyję. Nie wiedziałam co robić. Nie chodzi o to, że bałam się pierwszego razu. Robiłam to kilka razy....i bardzo źle to wspominam.
- Będę delikatny. - wymruczał mi do ucha. Delikatnie pieścił moją szyję, zjeżdżał niżej do piersi. Widząc że nie protestuję, wziął mnie na ręce, i nie przerywając pocałunków zaniósł do sypialni.
Położył delikatnie mnie na łóżku. Sam stanął nade mną na czworaka i zaczęliśmy się całować. Składał pocałunki na mojej szyi, w końcu coraz niżej, i dotarł do piersi. Przez bluzkę i stanik zaczął je masować. Jęknęłam cicho. Podniósł się i zdjął swoją koszulkę. Teraz to ja zaczęłam jeździć rękami po jego plecach i torsie. Patrzyłam na jego wszystkie tatuaże, podczas gdy on mnie całował. Nagle poczułam jak lekko zasysa moją skórę na szyi. Odepchnęłam go szybko. Malinka!
- Harry...jak ja to zakryję jutro?! - spytałam przeglądając się w lustrze obok łóżka. Wstałam.
- Przepraszam. Jesteś za bardzo pociągająca. - wymruczał. Przytulił mnie od tyłu i masował moje piersi. Ściągnął moją bluzkę. Odwrócił mnie do siebie.
- Piękny widok. będzie jeszcze ładniejszy, gdy co nieco zdejmiemy. - mówiąc to bez przeszkód rozpiął mi stanik. Odruchowo zasłoniłam się rękami, ale w porę mi je przytrzymał.
- Nie zasłaniaj mi widoku. - wyszeptał.

Językiem zaczął jeździć dookoła moich piersi. Lizał sutki i doprowadzał mnie do szaleństwa.
Znów położył mnie na łóżko i kontynuował działanie. Zacisnęłam oczy i zaczęłam jęczeć. Przez chwilę zobaczyłam, że Harry jest bardzo zadowolony z mojej reakcji.
Nie chciałam być gorsza. Chciałam zrobić coś dla niego.
Wiedział już o co mi chodzi, ściągnął spodnie i znowu usiadł na łóżko. Tym razem ja byłam na górze. Rękami jeździłam po jego umięśnionym torsie. Wreszcie dotknęłam paska od bokserek, i z potwornym łomotaniem serca wolno zaczęłam je z ciągać. Jego erekcja była już bardzo wyraźna. Delikatnie jeździłam po nim dłonią, od góry do jego podstawy. Harry miał zamknięte oczy. Gdy wzięłam jego penisa do ust, usłyszałam głośne jęki. Powoli jeździłam po nim językiem. Loczek wplótł ręce w moje włosy, i mocno je czochrał.
- Gabby...jesteś....cudowna... - wydyszał Harry.
Po chwili przestałam ruchów. Hazz otrząsnął się. Przewrócił mnie do pozycji leżącej. Rozszerzył mi nogi, delikatnie zsunął mi majtki i rzucił je w kąt pomieszczenia. Doprowadzał mnie do obłędu językiem jeżdżąc po mojej kobiecości. Potem podniósł się, ze spodni leżących na podłodze wyjął srebrne opakowanie. Otworzył je i usiadł na łóżku. Założył prezerwatywę, i wrócił do mnie.
- Mogę? - spytał jeszcze raz. Podparł się na rękach rozłożonych między moimi ramionami. Uklęknął między moimi nogami.
Kiwnęłam głową. Loczek lekko pchnął biodrami. Poczułam jak wsuwa swojego członka co raz głębiej.
Powoli wkładał go i wyciągał, i robił to co raz szybciej.
Harry jęczał głośno, a ja ciągle powtarzałam jego imię. Tempo było jeszcze szybsze. Nie wiedząc co zrobić wbiłam paznokcie w jego plecy.
Na moim ciele było już pełno kropelek potu. To było nieziemskie. Harry krzyczał już na cały głos. Zacisnęłam oczy. Oddychałam już potwornie szybko. Moje plecy wygięły się w łuk.
Harry gwałtownie wypuścił powietrze. Poczułam jak gorący płyn wlewa się do prezerwatywy.
Loczek nie wychodząc ze mnie położył się na moim ciele. Czułam jak jego klatka opada i unosi się w szybkim tempie. Musnął moje usta.
- Byłaś cudowna. - wydyszał.
_________________________________________
Boże przebacz za to co napisałam xd Ale muszę was trochę podtrzymywać, zboczuchy wy moje <3
Mogę o coś was prosić? https://www.facebook.com/pages/One-Direction-5-Bog%C3%B3w/306402516149283 lajkujcie i komentujcie na tej str. Podpisuję się jako /Adminka Misialik.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




