poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział XV ,,To nie miało tak wyjść"

- Synku my na prawdę nie chcemy wam przeszkadzać! - zaprotestowała matka Harry'ego siedząc przy stole w jadalni.
- Mamo, wy na prawdę nie przeszkadzacie, i nie pozwolę wam mieszkać w takich warunkach! Ja mieszkam w apartamencie, a wy w wilgotnej, rozwalającej się ruderze tak?  - powiedział ostro loczek.
- Ty sobie na to zapracowałeś. Zasłużyłeś. Włożyłeś w to wysiłek. - odrzekła cicho.
Atmosfera była napięta. Ja i Gemma próbowałyśmy pogodzić obie strony, ale nam to nie wychodziło. Teraz siedziałyśmy na przeciwko siebie w ciszy, którą przerywał jedynie surowy i stanowczy ton Harry'ego, i ciche wypowiedzi Anne.
- Ty też dałaś mi wszystko wychowując mnie, utrzymując. Daj mi się odwdzięczyć! - odrzekł zdenerwowany.
- Harry...nie krzycz. - powiedziałam kładąc rękę na jego dłoni. Wiedziałam że go to uspokaja.
Jego matka spojrzała na mnie wdzięcznym wzrokiem.
- Mamo...proszę cię. Zostańcie tu! Chcę mieć was przy sobie. Nie przeszkadzacie ani trochę, musicie mieć lepsze warunki. - powiedział już nie co spokojniej.
- To...może ja zmyję naczynia.  - odchrząknęłam i wstałam.
- Ja to zrobię. - powiedział Harry trzymając moją rękę. Wymieniliśmy się uśmiechami.
- Porozmawiajcie sobie. - powiedziałam zbierając talerze.
- To ja tobie pomogę. Musimy się jakoś odwdzięczyć. - odparła z uśmiechem Gemma.
Poszłyśmy razem do kuchni.

Harry's pov.
- Przepraszam Harry. - powiedziała cicho mama.
- Mamo, kocham cię, i nie chcę po prostu żebyś tak żyła. - powiedziałem mocno ją przytulając.
- Zmieńmy temat. Ona jest prześliczna. - powiedziała z uśmiechem. Wiedziałem, że mówi o Gabby.
Uśmiechnąłem się.
- Wiem. - odpowiedziałem. - jest cudowna.
- Mam nadzieję, że to jest ta jedyna... - powiedziała nieśmiało. Zmarszczyłem brwi. Wiem, że mamie nie podobają się te moje przelotne związki. Sam też zrozumiałem, że wszystko było błędem. Wszystko prócz Gabby.
- To jest ta jedyna mamo. Gabby jest niezwykła, i na prawdę mi na niej zależy. - odparłem.
- A...wybacz że pytam. Masz zamiar podejmować jakieś kroki...no wiesz...zaręczyny? - spytała.
Spuściłem głowę.
- Gabby miała trudne dzieciństwo. Ma traumy, strachy, nadal nie do końca mi chyba ufa. Bardzo dużo przeszła, na prawdę. Na razie nie chcę naciągać jej możliwości...powiedzmy psychicznych. Ona na prawdę, wszystko bardzo przeżywa. Zwykłe śniadanie było dla niej czymś nowym, a to że jest ze mną to po prostu cud. Jeszcze muszę pracować na jej zaufanie. Pewnie, najchętniej bym jej się teraz oświadczył, ale wolę dać jej trochę czasu. - powiedziałem.
- Opowiedz mi o jej przeszłości... - poprosiła.
- W skrócie jej ojciec był narkomanem, matka...sprowadzała do domu różnych typów. Gdy Gabby miała 6 lat zostawili ją w zimie na dworcu. Była tam przez kilka dni, i dla tego miała potem przez długi czas problemy zdrowotne, wychowywała się w domu dziecka, a potem wplątała się w niezbyt ciekawe towarzystwo. - odpowiedziałem trochę ciszej.
- Taka...radosna dziewczyna?! - spytała znów z niedowierzaniem.
- Tak. Na prawdę nie wiesz, jaka ona jest silna, zaradna. Właśnie dla tego jest niezwykła. Wiem, że mówiłem to już o Caroline, Taylor i tych innych, ale w Gabby jest coś....nie wiem jak to nazwać. - uśmiechnąłem się.
Wstała i podeszła do mnie. Mocno mnie przytuliła.
- Mój synek jest już dorosły... - powiedziała i ujęła moją twarz w dłonie. W jej oczach było widać łzy.
- Jesteś taki przystojny...nie mogę uwierzyć że jesteś moim synem. Nie wiesz jaka ja jestem  z ciebie dumna... Ten cały twój sukces jest....niemożliwy! Tak się cieszę... - wyszeptała.
Teraz to ja mocno się w nią wtuliłem.
- I dzięki temu sukcesowi, mam tyle, że wy na pewno nie będziecie żyć w takich warunkach. Zawsze mieliśmy ciężko, i teraz chcę, żeby tamte czasy zostały wynagrodzone. - powiedziałem, na co ona pogładziła mnie po policzku.

Gabrielle's pov.
Uważnie przyglądałam się Gemmie. Była idealna. Blond włosy idealnie spadały na jej ramiona, idealną sylwetkę podkreślały dobrane ubrania, a na twarzy miała ten sam olśniewający uśmiech co Harry.
Właśnie wkładała talerze do szafy, a mi kazała usiąść.
- Traktujesz mnie jakbym była w ciąży!  - zaśmiałam się. - nic nie mogę zrobić!
- Po prostu chcę się jakoś odwdzięczyć. I gdybyś była w ciąży z Harry'm, to bardzo bym  się cieszyła. - odrzekła z uśmiechem.
- Na razie nie ma o tym w ogóle mowy! - powiedziałam wciąż śmiejąc się.
- Daj spokój! To powiedz mi chociaż, czy spaliście ze sobą? - spytała cicho.
Spojrzałam się na nią jak na wariatkę.
- Nie patrz się tak na mnie. No proszę! Chce wiedzieć czy mój mały braciszek już...dorósł. - uśmiechnęła się, a w jej oczach pojawił się błysk.
Zaczęłam się śmiać.
- No dobra, raz, czy dwa, może trzy. - powiedziałam cicho.
Zrobiła wielkie ze szczęścia oczy i zakryła ręką usta.
- O mój Boże! - zaczęła się śmiać.
- No co? - uśmiechnęłam się.
Nagle mocno mnie przytuliła.
Potem jeszcze długo gadałyśmy, tak jak najlepsze przyjaciółki, które znają się od przedszkola. Gemma była taka otwarta, radosna i pozytywnie nastawiona na wszystko.

Przez ten czas zrobiło się już późno. Harry musiał na chwilę jechać do studia. Ja przerażona zostałam z nimi sama, ale na szczęście nie było tak źle.
Siedziałyśmy w sypialni, w której miała spać jego mama.
- Gabby ja sama to zrobię. - powiedziała z uśmiechem odbierając z moich rąk pościel i kołdrę.
- Ale dla mnie to nie problem. Niech pani sobie usiądzie. - zaśmiałam się.
- Nie mów do mnie ,,pani". Najlepiej bym się czuła, gdybyś mówiła do mnie po prostu ,,mamo". - powiedziała z uśmiechem.
- Dobrze... - powiedziałam lekko speszona. W tym momencie do sypialni wszedł Harry. Przytulił się do mnie od tyłu, przez co się zarumieniłam. Zabiję go za to, że zrobił to przy jego matce i siostrze.
- Ja to zrobię, a ty idź już się połóż. Jesteś zmęczona. - wymruczał. Głośno westchnęłam, pożegnałam się z nimi i podążyłam do mojego pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi i głośno odetchnęłam.
Weszłam pod prysznic. Pozwalałam spływającej wodzie rozluźnić moje spięte mięśnie. To był ciężki dzień, ciężki tydzień, miesiąc. Moje życie było skomplikowane. Było okropne i ponure, ale na szczęście mam Harry'ego. No właśnie. Harry wnosi do mojego życia kolor, śmiech, radość, ale gdzieś tam głęboko w środku, daje mi też obawy.  Nie oszukujmy się: jest przystojny, czarujący, idealny, utalentowany....a o tym wszystkim świadczy na przykład ilość jego związków. Głośniejsze, czy też te o których nie wiedzą media. Jednak były. Z modelkami, piosenkarkami, znajomymi.  Harry miał ogromne powodzenie, i właśnie l dla tego się boję. że kiedyś po prostu ta bańka mydlana pryśnie, Harry zniknie, a ja zostanę sama.
Z rozmyślań wyrwał mnie nagle czyjś dotyk. Kto inny mógł mi wejść do łazienki, jak nie Harry.
- Przyszedłem się umyć. - uśmiechnął się, po czym zaczął ściągać spodnie.
- Nie dzisiaj Harry. - powiedziałam ze śmiechem.
- Ale ja dzisiaj potrzebuję trochę... - powiedział ze smutną minką.
- Ale ja dzisiaj nie mogę. - zaśmiałam się.
- No niee....nie mów że znowu! - krzyknął udając oburzonego.
- Jak to znowu! Powinieneś się nauczyć, że co miesiąc, i tyle. Możemy się zamienić jak tak bardzo ci zależy. - powiedziałam śmiejąc się i jednocześnie go odpychając.
- Jeśli to było by możliwe, wiesz że przejąłbym cały ból na siebie. - powiedział czule.
- Też Cię kocham, ale teraz wyjdź kotku. - odrzekłam. Bez dalszych oporów zostałam sama w łazience. Dokończyłam mycie się, załatwiłam potrzebne środki higieniczne związane z tym przeklętym okresem i przebrałam w piżamę. W ,,te dni" wolałam czuć się bezpieczniej, dla tego założyłam dłuższe spodnie.
Wyszłam do sypialni. Na łóżku leżał Harry. Zajmował sobą całą swoją powierzchnię.
- Eej! Dla mnie też musi być miejsce! - zaśmiałam się, i zaczęłam go przesuwać, niestety on ani drgnął, był o wiele silniejszy.
- Taka pchła się wszędzie zmieści! - roześmiał się, na co ja mocno uderzyłam go w ramię.
- To ty jesteś taki wielki! - krzyknęłam ze śmiechem.
Nagle podniósł się i niespodziewanie chwycił mnie za nadgarstki.
Teraz on leżał na mnie a ja nie mogłam się ruszyć. Śmialiśmy się na  cały głos, nie do końca myśląc o tym że oprócz nas jest jeszcze w domu jego matka i siostra.
- Nie ma takich słów, które by opisały to jak bardzo cię kocham. - włożył głowę w zagłębienie między moją szczęką a ramieniem.
Uśmiechnęłam się. Zaczął mnie łaskotać, a ja nie mogłam się bronić bo nadal mnie przytrzymywał.
Powoli zaczął językiem masować moją szyję, aż doszedł do dekoltu. Właśnie gdy miał wsunąć rękę pod moją bluzkę ktoś zapukał do drzwi. Harry podniósł się i z komicznie zniechęconą miną na mnie spojrzał. Zaśmiałam się. Zmierzwił ręką rozczochrane włosy. Już miał otworzyć, gdy przypomniałam sobie o jednym fakcie.
- W samych bokserkach? Oszalałeś?! - szepnęłam. On wzruszył ramionami i nacisnął na klamkę.
W drzwiach stała Gemma. Na jej widok Harry zrobił facepalm.
- Przeszkodziłam w czymś? - spytała powstrzymując śmiech.
Chciałam już powiedzieć że nie, ale Harry odparł szorstko:
- Tak.
Spojrzała to na mnie siedzącą na łóżku, to na Harry;ego w samych bokserkach, i wiem już co sobie myślała.
- Zajmę....sekundkę...macie całą noc braciszku. - powiedziała i walnęła go lekko w ramię.
- Do czego? - zapytał śmiejąc się. - w nocy ludzie śpią.
- Oo, śpią. Ale zakochani niekoniecznie. Tak czy inaczej, Gabby, chciałam ci bardzo, bardzo podziękować za tą agencję. Na prawdę bez ciebie nie dałabym rady. - powiedziała wdzięcznym głosem.
- Nie ma sprawy. - odparłam z uśmiechem.
- Pogadamy jutro. - uśmiechnęła się. - powodzenia, spisz się braciszku! - krzyknęła i uciekła do swojego pokoju, zanim Harry zdążyłby jej coś zrobić.
- Nie mów tak na mnie! Ja mam imię! - krzyknął ze śmiechem.
- Dobrze Edward, nie będę już. - zza drzwi było słychać jej śmiech.
- Przeklęte drugie imię... - wysyczał pod nosem zamykając drzwi.
Uśmiechnęłam się do niego, a on to odwzajemnił.
- Na czym skończyłem? - spytał z cwaniackim uśmieszkiem.
- Na niczym Hazzuś. Za 2-3 dni, teraz nie. Na razie mam do ciebie kilka pytań. - uśmiechnęłam się siadając na niego okrakiem.
- Słucham kochanie. - powiedział i rozłożył ręce na łóżku.
- Z iloma kobietami spałeś? - spytałam cicho.
On zamarł.
- Gabby nie uważam że to pyt.... - nie dokończył bo mu przerwałam:
- Chcę wiedzieć. - odparłam stanowczo.
- 7... - wyjęczał cicho.
Nie powiem żeby ta odpowiedź mnie satysfakcjonowała. Byłam zazdrosna.
- Gabby ale na prawdę nic mnie już z nimi nie łączy. Jesteś tylko i wyłącznie ty. - wymruczał. - a właśnie, czytałaś już ten list od matki? - spytał starając się zmienić temat.
Zeszłam z niego.
- Nie mam odwagi. Nie chcę. - wyszeptałam.
- Ale ja tu jestem. Pamiętaj że zawsze będę cię wspierał. - szepnął.
- Czyli...mam przeczytać? - spytałam upewniając się.
Kiwnął głową, na co wstałam i sięgnęłam z szafki kopertę. Drżącymi rękami zaczęłam rozdzierać papier, i dostałam się do kartki.

                                                                                                              Londyn, 20 października, 2013 rok.
                                                     ,,Kochana, najdroższa córeczko!"
Wiem, że listy są starodawne, ale co ja ci na to poradzę. Nie wiem gdzie mieszkasz, nie mam twojego numeru, nie mam żadnego kontaktu, tylko adres Domu Dziecka. Na prawdę źle się z tym czuję. Wiem, że pewnie mnie nienawidzisz. Ale przeczytaj to chociaż. Na tej kartce postaram się wytłumaczyć całą historię.
Ludzie popełniają liczne błędy. Moim największym było związanie się z twoim ojcem. Nie wiem czy pamiętasz. Gdy byłaś mała, przyznaję, owszem nie byłam dobrą matką, powiem więcej: nie byłam w ogóle matką. Bo tak mnie nie można nazwać. Nienawidzę siebie. Wiele razy sprowadzałam do domu różnych mężczyzn. Wiem. Ale w ten sposób zarabiałam na utrzymanie, a te pieniądze i tak szły na alkohol i narkotyki ojca. Wszystko co zarabiałam zabierał mi. A wiesz mi, że ta praca była okropna. Jesteś już właściwie dorosła, ostatnio w mediach słyszałam że masz partnera, ale nie wiem czy to prawda. Nie chcę zmyślać różnych rzeczy ale wiem jak to jest: na pewno uprawiałaś już z nim seks. I co wtedy czułaś? Założę się że przyjemność. Może odrobinę bólu, gdyby był to twój pierwszy raz. A gdy robisz to z obcym mężczyzną, bez miłości...brzydzisz się siebie, i wszystkiego dookoła. Mam nadzieję że ciebie nie spotkał taki los. Broniłam cię zawsze przed ojcem. Czasem nie miałam wyboru, musiałam zostawiać cię samą. I wtedy.........nie mogę dopuścić myśli, co twój ojciec robił. Ale gdy ja byłam, tobie nic się nie stało. Byłaś dla mnie skarbem, najdroższym skarbem, i czymś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Pewnie teraz się zastanawiasz, dla czego cię zostawiliśmy....
Ojciec uciekał przed policją, i zmuszeni byliśmy uciekać. Jego przyjaciel miał ,,bazę" w pakistanie. Chcąc nie chcąc, musiałyśmy jechać z nim. Ale wiedziałam, że ty nie przeżyjesz długiej podróży w tragicznych warunkach, panującego tam głodu i wojen. Umówiłam się z moją ,,przyjaciółką" że ona zabierze cię z dworca, i wychowa jako swoją córkę, ojcu wmówiłabym że lepiej będzie jak cię zostawimy. Ale wszystko wyszło inaczej. TO NIE MIAŁO TAK WYJŚĆ, GABBY. Ona jak widać się nie pojawiła. Oszukała mnie, choć powierzyłam jej największe szczęście jakie miałam. Dalej już nie miałam na to wpływu. 
Życie w Pakistanie było tragiczne. Każdej nocy słyszałam  strzały, krzyki ludzi. Mieszkaliśmy tam przez 12 lat. Interesy, a właściwie przekręty skusiły ojca do powrotu Londynu. Gdy wróciliśmy ojciec po kilku dniach został pojmany i skazany na 20 lat, a ja zostałam sama. Wielokrotnie byłam na twoich pokazach, Gabby. Byłam sprzątaczką. Czyściłam też wielokrotnie twoją garderobę. Nawet raz się mijałyśmy. Nie wiesz jakie to było dla mnie szczęście, widząc cię zdrową, szczęśliwą i w pełni sił. Jesteś piękna, Gabrielle. I nawet nie wiesz jak mi ciebie brakuje.
Jeśli czytasz ten list....
Cóż, prawdopodobnie ja już nie żyję, albo jest ze mną bardzo źle. W Pakistanie nałapałam  chorób. Ale to już nie ważne. Ważne jest twoje życie. Proszę cię, nie opowiadaj swoim dzieciom, kim była ich babcia. Mów po prostu, że już nie żyje. Szczęścia ci życzę kochanie. Kocham cię.
                                                                            (nie)mama.

Wargi zaczęły mi drżeć. Styles patrzył się na mnie zdezorientowany, a ja nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. W głębi serca zawsze miałam ,,resztkę" miłości do rodziców. Każde dziecko tak ma: kocha ich, choćby nie wiem jacy byli. Harry poderwał się z łóżka i delikatnie wyjął list z mojej ręki, rozpłakałam się, a on mocno mnie przytulił.
_______________________________________
Wybaczcie że tak późno, ale dzisiaj miałam test diagnostyczny z geografii, jutro mam z  chemii i pojutrze z biologii, więc trochę nauki jest...
@JuliaMalik



piątek, 6 września 2013

Rozdział XIV troszkę 18+

 Dedykejszyn for maj lowli klasa xd
Macie wy orangutanki moje <3
Kacperek
Zuzka
Kamil
Suzi
Mati
Kinia
Damianek
Klaudia
Mikuś
Ola
Dawid
Wiki
Cyprian
i oczywiście NATAN hahah ;D
PIERFSZA BE ŻONDZI KOCHANI!
________________________________________
- Halo? - spytałam do komórki.
Jak co dzień, byłam w agencji z Alice, Jane i innymi modelkami, projektantami.
- Kotku gdzie jesteś? - odezwał się z telefonu zachrypły jeszcze, poranny głos Hazzy.
- W pracy kochanie. Niektórzy muszą tam chodzić. - zaśmiałam się.
- Też mam pracę! Ja...albumy, koncerty, piosenki! To nie praca!? - protestował śmiejąc się.
- Piosenki piszecie w piątkę, a koncerty to dla was rozrywka, sam tak powiedziałeś. - roześmiałam się.
- ooo, no dobrze. Będziesz dzisiaj moja? - spytał.
- Harry w jakim sensie? - nie rozumiałam.
- W sensie...obiad, kolacja, noc i te rzeczy. - powiedział. Wiedziałam że się uśmiecha.
- Nie mogę. Muszę jechać po ten list od matki, i to jak najszybciej. - odparłam.
- To pojadę z tobą! O której kończysz? - spytał.
- Za godzinkę. - odpowiedziałam.
- To po ciebie podjadę. Muszę kończyć, Louis coś ode mnie chce. - powiedział. - Kocham Cię.
- Ja ciebie też. - rozłączyłam się.
Potem już tylko czekałam aż przyjedzie. Nie mogłam się doczekać aż będę mogła się w niego znowu wtulić, chociaż widziałam go dzisiaj rano.
I w końcu nadeszła ta chwila. Do budynku wszedł wysoki chłopak, ubrany w czarne rurki, oliwkowy płaszcz i szarą koszulę.
Od razu do niego podbiegłam i się wtuliłam.
Na oczach całej agencji namiętnie mnie pocałował i słodko się uśmiechnął.
- Jedziemy? - spytał.
- Tak, już, wezmę tylko swoje rzeczy. - odpowiedziałam.
On w tym czasie odebrał telefon. Gdy do niego wróciłam, nie miał zbyt wesołej miny.
- Co się stało? - spytałam od razu.
- Nic..Gemma dzwoniła. Ma trochę kłopotów i...muszę w najbliższym czasie jechać do Holmes Chapel.-odpowiedział obejmując moje plecy.
- Poważne kłopoty? - spytałam.
- Powiedzmy. Straciła pracę i nie ma kasy, nie chce żebym jej pożyczył ani tym bardziej dał. Ja się głupio czuję... przecież dla mnie to nie problem, a ona i matka nigdy nie chcą pomocy. Nawet nie wiesz w jakich one tam warunkach żyją! Ja mieszkam w apartamencie, a one w rozwalającym się, starym domu bez ocieplenia i dobrych warunków. - mruknął przeczesując loki.
- Czekaj....ty coś wspominałeś, że Gemma była modelką? - spytałam.
Kiwnął twierdząco głową.
- Mogę załatwić jej pracę w agencji. Potrzebujemy modelek. - zaproponowałam.
Harry przystanął, i delikatnie musnął moje wargi.
- Mogłabyś? - szepnął.
- Spróbuję. Zaraz wracam. - uśmiechnęłam się i wróciłam do agencji.
~~~~~~~~~~~~~~
Nie było z tym żadnych problemów. Prawdę mówiąc, polecieli na nazwisko. Gemma STYLES miała być przyjęta od jutra. Sprawa miała być jeszcze potwierdzona,  więc musieliśmy jechać do Holmes już dzisiaj. Właściwie Harry musiał, ale powiedział że przy okazji poznam jego rodzinę.
- Harry ale ja nie chcę! - zaprotestowałam jeszcze raz, patrząc się na skupionego na drodze Loczka.
- One nie gryzą, a kiedyś i tak musiałabyś je poznać. - powiedział. - z resztą na razie jedziemy po twój list.
Westchnęłam i patrzyłam się w okno.
Gdy dojechaliśmy na miejsce robiło się już ciemno.
Szybko przywitałam się ze wszystkimi z Domu Dziecka, Harry rozdał autografy, jedna dziewczyna uderzyła go w krocze, i musieliśmy już jechać. W drodze do samochodu nadal trzymał się za czułe miejsce, a ja nie mogłam przestać się śmiać.
- Nie śmiej się! Nie wiesz jak to boli! - zaczął się żalić. Miał przymrużone oczy.
Gdy wsiadaliśmy do samochodu, ledwo wszedł. Towarzyszyło temu potworne stękanie.
Nie mogłam przestać się śmiać.
- Zamiast się nabijać, mogłabyś mi to na przykład wymasować. - wyżalił się.
Oblizałam usta, i przeniosłam się na jego kolana. delikatnie go pocałowałam i zjechałam rękami po jego torsie na dół. Rozpięłam guzik od jego spodni, i bawiłam się paskiem od bokserek.
Harry położył swoje dłonie na moich pośladkach. Powoli wsunęłam ręce pod materiał, i delikatnie wykonywałam okrężne ruchy na jego męskości.
Z jego ust wyrwała się seria głośnych, gardłowych jęków.
Znów go pocałowałam, i uśmiechnęłam się. Wróciłam na swoje miejsce.
- Za krótkoo! -  krzyknął.
- Może potem będzie powtórka. Na razie chcę mieć już za sobą spotkanie z twoją matką. - powiedziałam i zapięłam pasy.
Przez resztę drogi spałam.
Obudził mnie łagodny głos Harry'ego.
- księżniczko, pora już wstawać. - delikatnie musnął moje usta.
Leniwie wysiadłam i chwiejnie stanęłam na nogach. Powietrze było zimne i wilgotne.
Podążyłam za loczkiem szybkim krokiem w stronę jednego z budynków. Widać że miał swoje lata, cegły były już miejscami skruszone. Dach nie wyglądał na najsolidniejszy.
Zadzwonił do drzwi. Po krótkim czasie pojawiła się w nich śliczna blondynka, z równie czarującym uśmiechem co Harry.
- Gemmuś! - krzyknął Hazz i mocno ja przytulił.
- Więc to ty jesteś tą wybranką mojego braciszka? - spytała i mnie także przytuliła.
Zamieniliśmy jeszcze kilka słów, i weszliśmy do środka.
Nie umiem określić, czy nie było tu nawet zimniej niż na  dworze. Na ścianach była wilgoć, a stare meble dodawały wrażenie ciężkiej atmosfery w domu. A najdziwniejsze było to, że był to rodzinny dom Harry'ego Styles'a, który zarabiał milion za jeden koncert...
- Co...dla czego wy mi nie powiedziałyście, że macie takie warunki?! - krzyknął głośno Harry nerwowo chodząc po domu, i chwytając się za głowę. Na kanapie w salonie, przykryta grubym kocem leżała jego matka. Była chora.
- Synku...nie denerwuj się. - poprosiła słabym głosem.
- Mamo jak mam się nie denerwować! Te twoje choroby są przez tą przeklętą wilgoć na ścianach! Dla czego wy mi nic nie mówicie! - powiedział już nie co łagodniej podchodząc do kanapy i chwytając kobietę za rękę. Stałam w drzwiach, i przypatrywałam się wszystkiemu.
- Harry...nie chciałyśmy...cię wykorzystywać... - wyszeptała Gemma.
- Wykorzystywać! Z pieniędzmi akurat nie mam problemu! Wy jesteście najważniejsze, od razu dałbym na remont, i to wcześniej! Jaki ja byłem głupi! Wiedziałem że to niemożliwe, żeby ta rudera trzymała się tak dobrze, jak to wy mi opowiadałyście przez telefon! - poderwał się i znowu zaczął krzyczeć.
Ajć...nie powinno mnie tu być...
- Synku...my już mamy na ten remont... - powiedziała jego matka.
- Nie. Kupuję wam nowy dom, a na razie na jakiś czas przeprowadzacie się do mnie do Londynu. - powiedział podchodząc do mnie.
Jego matka się na mnie spojrzała.
- Przepraszam. Ty jesteś Gabby, tak? - próbowała się uśmiechnąć.
- Tak - odpowiedziałam, na co ta posłała mi ciepłe spojrzenie.
- Potem sobie pogadacie. Pakujcie się. Nie ma odmów. Nie ufam wam już pod tym względem. Jak mogłyście mnie tak oszukać?! Czuję się teraz jak potwór! - krzyknął znowu Lokowaty.
- Synku...proszę...nie bądź zły... - wydusiła przez kaszel jego matka.
- Byłaś u lekarza? - spytał surowo.
Spuściła głowę, i pokiwała przecząco.
Zaśmiał się ironicznie.
- Wiedziałem. Teraz będziecie pod moją opieką. Koniec kropka. - powiedział po czym delikatnie objął mnie w talii.
Po jakimś czasie wyszliśmy przed dom. Powiedzieliśmy, że czekamy.
- Kochanie nie bądź na nie zły.. - powiedziałam cicho. - nie chciały cię martwić.
- Ale sama widzisz, do jakiego się stanu doprowadziły. - odparł ponuro, pokazując ręką cały, zniszczony budynek.
- A jak ty chcesz mieszkać z nimi i z chłopakami? - zaśmiałam się.
- No jakoś muszę! U nas przy najmniej chata się nie rozsypuje. - powiedział.
- Może przeprowadzicie się do mnie? Za bardzo bym za tobą tęskniła. - odparłam mocno się w niego wtulając.
- Nie chcę cię obciążać. - uśmiechnął się.
- To jest też twój dom. - powiedziałam i delikatnie go pocałowałam.
______________________________________________
 Łapcie kolejny...co tam u was?
Ja doszłam do wniosku że prawdziwa przyjaźń nie istnieje, albo zdarza się raz na milion. Mam tego dosyć. Moja ,,przyjaciółka, siostra"...aa z resztą co to was interesuje. Proszę, komentujcie, to mnie chociaż pocieszy....

czwartek, 5 września 2013

Rozdział XIII treści erotyczne

Wiem, krótki, ale w domu byłam po 19.00 bo tramwaj się zepsuł ;/

Wyrozumiałości trochę poproszę, gimnazjum to już niestety nie przedszkole czy podstawówka...tu jest dużo roboty...

Treści erotyczne przeznaczone dla czytelników powyżej 18 roku życia, lub takie, które mają zrytą banię tak jak ja i wiedzą wszystko.

Dziękuję. Miłego czytania.

__________________________

- Hazza! Gabby! Wy razem? - wrzasnęli zaskoczeni chłopaki, gdy weszliśmy do domu.
- Tak. Mam ostatnią szansę. - powiedział Harry obejmując od tyłu moją talię jedną ręką.
- W takim razie dziękujemy ci Gabby z całego serca. Hazza przez te 3 dni był nie do wytrzymania. - powiedział Liam.
- Później sobie pogadacie, na razie jestem padnięty, i idę spać. - powiedział z uśmiechem Harry i poszliśmy w stronę schodów.
- Tylko w tym śnie pamiętajcie o prezerwatywach, bo małych Styles'ów niańczyć nie będę - krzyknął za nami Louis.
- Lou ogarnij się! - krzyknęłam ze śmiechem. - idziemy spać!
- Idź na górę a ja wskoczę do kuchni po jeden mały drobiazg.  - wymruczał mi do ucha. Uśmiechnęłam się i wspięłam po schodach. Weszłam do sypialni Harry'ego. Panował ogromny bałagan, ciuchy były dosłownie wszędzie.
Usiadłam na łóżku, i zaczęłam się rozglądać. Na szafce nocnej wciąż widniało moje zdjęcie. Chwyciłam je do rąk. Boże, jaka ja byłam brzydka!
Nie wiem zupełnie co widzieli we mnie inni. Mam srogi wyraz twarzy. Okropne brwi, szare oczy i wąskie usta. Już nawet Harry ma bardziej kobiecą twarz niż ja!
I w tym momencie pojawił się w pokoju.
- Prosiłam Cię żebyś wywalił to zdjęcie. - zaśmiałam się.
- A dla czego miałbym to zrobić? - spytał całując moją szyję.
- hmm, może dla tego że jest brzydkie? - odwzajemniłam pocałunek.
- Nie. Masz takie seksowne spojrzenie. Wyglądasz tu ślicznie. Z resztą jak zawsze. - wyszeptał starając się dobrać do mojej koszulki.
Odstawiłam zdjęcie i położyłam się na łóżku, tak że nogi zwisały mi w dół na podłogę.
- Dzisiaj ja robię wszystko dla ciebie. Mnie nie dotykasz, jasne? - uśmiechnął się.
Zdezorientowana się zgodziłam.
- Aha. Chłopcy wiesz jacy są, więc mogą podsłuchiwać. Nie wydawaj z siebie żadnych dźwięków. - roześmiany uklęknął na podłodze.
Podniosłam się, ale Harry mnie zatrzymał.
- Leż. - polecił.
Zdjął ze mnie bluzkę, a następnie odpiął stanik. Zsunął też ze mnie spodnie.
Mruknął z zadowolenia, i wziął do ręki szklankę z kostkami lodu. Zmoczył sobie dłonie i delikatnie przyłożył je na moje piersi.
Głośno zajęczałam i przygryzłam wargę.
Ponownie zamoczył dłonie, i w ten sposób masował moje piersi.
Gdy chciałam ponownie wymówić jego imię on wtopił się w moje usta.
- Żadnego dźwięku, pamiętasz? - wyszeptał z uśmiechem.
Mocno przegryzłam wargę, gdy lodowatymi palcami zdejmował ze mnie majtki.
Zamoczył wargi w zimnej wodzie, i delikatnie zaczął obcałowywać moją kobiecość.
- Harry! - wyjęczałam głośno.
- Kochanie, z tobą nie ma żadnej zabawy! - wyszeptał po czym ponownie zamoczył wargi w zimnej wodzie.
Po chwili poczułam jego język w sobie. Myślałam że oszaleję. Dostałam obłędu. Moje ciało wiło się a plecy wyginały w łuk.
Harry z zadowoleniem obserwował moją reakcję.
Wplotłam ręce w jego loki i zaczęłam je czochrać.
Po kilku minutach podniósł się, wziął mnie na ręce i wygodniej położył na łóżku. Ucałował mnie w czoło i delikatnie okrył kołdrą.
- Harry... - szepnęłam.
- Tak kochanie? - spytał równie cicho.
- Połóż się obok mnie. - poprosiłam. On z ciągnął szybko dżinsy i koszulę.
- Mogę bez bokserek? - spytał z uśmiechem.
- Nie. - mruknęłam, na co ona tylko się zaśmiał, i i tak je zdjął.
Poczułam jego ciepło, które przyprawiało mnie o dreszcze.
Chwilę później zasnął,mocno we mnie wtulony, a ja na tyle na ile to było możliwe, sięgnęłam z szafki nocnej moją komórkę.
Na twitterze pisało do mnie pełno fanek One Direction. Ale zauważyłam, że napisał do mnie przed chwilą też Louis.
,,Louis Tomlinson @Louis_Tomlinson
hahahah, Hej, @GabrielleMinay! Jak tam ,,spanie i tylko spanie" z @Harry_Styles? Mam nadzieję, że dużo wrażeń, ale bez konsekwencji! xx"
Tweet podało dalej 14697 Directionerek, z dopisami ,,Awwww" , Oh my good!" ,hahha Harielle <3"
Jak wycofać się z niezręcznej sytuacji?
Zrobiłam byle jak zdjęcie śpiącego Harry'ego i wstawiłam z podpisem 
,,Gabrielle Minay @GabrielleMinay
@Louis_Tomlinson jeśli nie wierzysz, proszę, ty głupku! Harry śpi jak kamień!"
Sprawdziłam też inne wpisy. Harry był tu po prostu uwielbiany, kochany. Patrzyłam też na te dosyć zboczone nazwy, i chciało mi się po prostu śmiać, i jednocześnie płakać. Ze szczęścia. 
Ile już razy, mówiłam że jest niezwykły? Dużo, bo to prawda. Był czarujący, wysoki i szczupły, a przy tym umięśniony. Miał tatuaże, ale w takiej ilości i rozmieszczeniu, że to mu tylko dodawało uroku. Niezwykła jak dla faceta twarz, wyjątkowe kształtne usta i zielone oczy. Zniewalający uśmiech, i te DOŁECZKI!
I w tej chili przypomniałam sobie, że moja mama wysłała list do mnie, który nadal czekał w domu dziecka...
I to zaczęło mnie nurtować i zajmować bardziej, niż niebiański chłopak przy którym leżałam równie naga jak on.
____________
Przepraszam że tak późno, ale siedzę długo w gimbazie.
Mam ciężki plan, o 3 godziny więcej języka angielskiego niż w normalnej szkole, i tak jakoś muszę wytrzymywać.
Na szczęście mam kochaną, cudowną klasę ;* Nauczycieli też <3
Następny rozdział postaram się dodać jutro.



poniedziałek, 2 września 2013

Sprawdzam obecność i podzękowania

Ciężkie czasy nastały, dla tego sprawdzam obecność.

Każdy  kto czyta rozdziały (nie ważne czy z anonima) niech skomentuje ten post. Każdy nawet anonim lub osoba która ma konto niech skomentuje to, jeśli mają być dalsze rozdziały.

Komentujcie, bo od tego na prawdę wiele zależy!!!

Osoby dla których mam szczególne podziękowania za regularne komentarze to:

*Martyna Styles (komentowała nawet na moich wcześniejszych blogach, jest ze mną od początku)

*Anonim Ann (za miłe słowa)


Przypominam, komentuje każdy kto czyta rozdziały!

@OlaStyles

Rozdział XII

- Dobrze. Rozumiem. Zawiodłem. Ale będę o ciebie walczył, rozumiesz?   - w jego oczach było widać złość, zacisnął szczękę a żyły na szyi były widoczne.
Rozpłakałam się i wyrwałam z jego objęć. Wzięłam torebkę i wybiegłam z budynku. Szybkim krokiem przemierzałam ulice Londynu. Było już ciemno więc nikt nie mógł zobaczyć że płaczę. W jednej chwili zburzył się mój świat. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście: znalazłam kogoś kto...no właśnie. On w ogóle mnie kochał? Biegłam przez  uśpiony Londyn. Po 40 minutach dotarłam na obrzeża, do domu. Rzuciłam klucze na komodę i położyłam się na kanapie w salonie. Płakałam i nie mogłam przestać. Ostatniego wieczoru, spałam tu czekając na kolację Z NIM, przykryta kocem PRZEZ NIEGO i śniłam O NIM...
Wszystko prysło jak bańka mydlana. Zadzwoniła moja komórka. Dzwonił Chris! Cud, nie odzywał się przez 2 tygodnie!
- Halo? - spytałam.
- Przepraszam że nie dawałem znaku życia, ale razem z Paulem wymyślaliśmy co by tu zrobić jeszcze żeby paparazzi myśleli że jesteście razem ze Styles'em. - odpowiedział.
 Chris mam tego dosyć. Nie będę się spotykać z tym idiotą! - zaprotestowałam.
W końcu stanęło na tym, że jednak będę...

------3 DNI PÓŹNIEJ------------------
Usiadłam na fotelu ignorując wzrok Harry'ego.  Od dnia pokazu nie rozmawialiśmy. Źle się czułam, zaniedbałam dietę i nosiłam wysokie obcasy. Harry o tym nie wiedział, bo dopiero dziś mieliśmy wymuszoną ,,randkę" dla mediów.
- Coś do picia chcecie? - spytał z uśmiechem Paul.
- Ja poproszę. - odpowiedziałam równo z Harry'm. Nasze spojrzenia się spotkały. Odchrząknęłam nerwowo.
- To co tam u was? - spytał tym razem Chris.
Milczeliśmy. Harry zagapił się we mnie, a ja patrzyłam w podłogę.
- Czyli po staremu... - mruknął Paul podając nam drinki.
- A...co z twoim wyjazdem do Nowego Jorku? - zwrócił się do mnie Chris.
- Jeszcze nie wiem. Mam podjąć decyzję do końca tygodnia. - wymusiłam uśmiech.
- A kiedy byś wyjeżdżała? - spytał Chris.
- za miesiąc, w listopadzie. - odpowiedziałam.
- Totalnie nam się związek rozwali. My wyjeżdżamy dokładnie 1 listopada, trasa się zaczyna. - powiedział Paul.
- Czyli przez ten czas musicie się częściej pokazywać. - stwierdził Chris.
- Tak, słuchajcie my na chwilkę wyjdziemy, na 5 minut. Gabrielle, mogę cię prosić na słówko? - odezwał się Harry.
Wzdrygnęłam się. O co mu chodziło?
- Tak... - odparłam cicho.
To co nas łączyło, ta noc, to było za dużo. Byliśmy za blisko, żeby teraz być obojętnym. Widzieliśmy się nawzajem nago, i teraz po prostu nie umiem normalnie go traktować. Moje obcasy uderzały o panele. Nie lubiłam tego dźwięku. Wyszłam za nim z pomieszczenia.
- Dla czego znowu to robisz? - spytał surowym tonem.
- Ale co? - odpowiedziałam zdezorientowana.
- Obcasy! Założę się też że nic nie jesz. Dla czego mi to robisz? -  szeptał, ale widziałam że był zdenerwowany.
- Tobie?!  - zaprotestowałam.
- Tak, bo ty jesteś moim sercem! Kiedy to wreszcie zrozumiesz? - jego żyły na szyi były widoczne. Oparłam się o ścianę, a on mocno ściskał moje nadgarstki.
- Tak?! A gdy po prostu zdradzałeś mnie z Taylor to wszystko było dobrze? - wysyczałam krzywiąc się z bólu.
Z każdą chwilą uścisk był mocniejszy.
- To był błąd. Największy błąd w moim życiu! Byłem głupi, chcę to wycofać, wynagrodzić, ale ty nie dajesz mi szansy! - powiedział zaciskając szczękę.
- Harry puść mnie, to boli! - syknęłam.
Natychmiast puścił. Wyglądał na zszokowanego.
- Przepraszam... -wyszeptał.
Pocierałam bolące miejsce.
- Przepraszam...ja...po prostu bardzo mi na tobie zależy! - jego oczy się świeciły. - wybacz mi... - wyszeptał.
Chciałabym mu zaufać. Ostatni raz. Troszczył się o mnie, a bez niego moje życie było rutyną i szarą codziennością.
Oparłam głowę na jego torsie. Poczułam jak jego ręce głaszczą moje plecy, rozpalając przy tym moje plecy i powodując dreszcze.
- Kocham Cię. Ale obiecaj że nigdy już... - nie mogłam dokończyć.
- Nigdy, obiecuję. - przerwał mi.
Podniósł mój podbródek do góry, i złączył nasze usta w długim pocałunku.
Nagle usłyszeliśmy kroki. Harry  ode mnie odskoczył.
- Kochani, ja rozumiem że musicie sobie jakieś sprawy ustalić, ale powoli musieli byście wyjechać na miasto. - zasugerował Paul pojawiając się w korytarzu.
- Dobrze. Już wychodzimy. - odparłam już nieco łagodniej. Chwyciłam torebkę, pożegnaliśmy się i wyszliśmy.
Przebiliśmy się przez tłum paparazzi i po chwili siedzieliśmy w samochodzie.
- To...gdzie jedziemy? - spytał Harry kładąc swoją rękę na moim biodrze. Zapuszczał się co raz wyżej, aż w końcu włożył ją pod moją sukienkę.
- Harry... - wyjęczałam. Brakowało mi tego dotyku. Dotyku który rozpalał moją skórę.
Odpiął swoje pasy i przysunął się do mnie.
- Chcę Cię tu i teraz. - wyszeptał jeżdżąc ręką po mojej kobiecości.
- Harry...nie tu. - odpowiedziałam.
- Dobrze, w takim razie jedziemy do mnie. - powiedział i odpalił silnik. - podjadę jeszcze do bankomatu, dobrze kochanie? - spytał uśmiechając się.
- Dobrze. - odpowiedziałam patrząc się w szybę. Jak zwykle padało. Miałam już dosyć Londynu. Może wyjazd do Nowego Jorku nie jest złym pomysłem? Ameryka jest inna. Nie lubię Anglii. Zwłaszcza gdy chce mi się płakać, tu zawsze jest szaro i pada deszcz...
Po kilkunastu minutach przebijania się przez miasto Harry zaparkował.
- Zaraz wracam. - powiedział cmokając mnie w policzek.
Przez szybę patrzyłam jak wypłaca pieniądze. Przygryzłam wargę. Wyglądał tak pociągająco! Moje serce biło bardzo szybko, i na sam jego widok byłam podniecona. Ja jego też pragnę. Jest nieziemski przystojny. Zaczęłam szybciej oddychać. Czemu mój organizm tak na jego widok reagował? Proste: urok Harry'ego. Miliony dziewczyn krzyczą na jego widok, a ja mogę mieć go całego. Popatrzyłam jak się obraca. W rozwianym płaszczu wraca do samochodu. Robi mi się gorąco. W zaczesanych do góry lokach, skupionej twarzy i tym charakterystycznym ubiorze, Harry Styles był co najmniej kosmicznie przystojny.
_____________________________________
Sorki że krótki, ale nie miałam czasu. Jula pisała przez prawie miesiąc, więc teraz ja muszę pisać. Ciężko jest, bo zaczyna się szkoła. Nie wiem czy jutro się wyrobię, ale postaram. Jula tak samo, na dowód mam mój plan i Juli, żeby nie było że się obijamy ;)
Ja:
8.00 - 16.30
1. j. ang.
2. j. ang.
3. w-f
4. w-f
5. j. polski
6. chemia
7. fizyka 
do tego jeszcze czekanie na tramwaj 30 minut -,- w domu będę koło 18.00

Jula:
8.00 - 15.55
1. Matma
2. Matma
3. Informatyka
4. Imformatyka
5. Chemia
6. gzw (godzina z wychowawcą)
7. j. ang.
8. w-f
9. w-f
i tradycyjnie przebijanie się przez miasto, czyli koło 17.30 będzie w domu.
Dodatkowo obie mamy po jutrze test diagnostyczny z angielskiego, więc będzie wkuwanie ;(
BIEDNE MY
Dla tego potrzebujemy wsparcia, czyli komentarzy!

Przeczytałaś/eś - komentuj, proszę!






Hello Beautifull World!

Wróciłaaam! Tęskniliście? xd Jula tu se nieźle dawała radę widzę, bo wyświetlenia rosną nieźle, rozdziały też, i prawie sama napisała swój pierwszy, zboczony rozdział. Jestem z niej dumna.
Ogólnie Londyn jest super.
Ulice po których 1d pewnie kiedyś chodzili....
Widziałam chłopców na żywo na V-festival, ale z bardzo, bardzo daleka, i widziałam ich z bliska na lotnisku *.* Niestety nie mam z nimi zdjęcia, ale sam fakt mi wystarcza.Powiem wam jedno: HARRY JEST WIELKI! POTWORNIE WYSOKI I OGÓLNIE TAKI....DUŻY XD
I z tej krainy marzeń wracam do Polski, w której czeka kuzynka żeby mnie jebnąć patelnią...
A za co? Jak ona to określiła
,, Zakładasz se bloga, ok. Ale kuźwa czemu mnie w to angażujesz? Potem muszę pisać te rozdziały, i się męczyć, a ty się z Harry'm ruchasz!"
hahahaha. Tak, Jula jest lekko....walnięta.
Wróciłam i w ogóle nie mam weny. Teraz muszę napisać dokładnie 10 rozdziałów sama...
Ten ból kiedy brak weny....

P.S
JULA NIE ZABIJAJ MNIE.

niedziela, 1 września 2013

Rozdział XI ,,My niemożemy być przyjaciółmi. Ja i ty pragniemy się nawzajem..."

- Ale jak to?! - wrzasnęły Jane i Alice na raz.
- Normalnie. - odparłam chłodno, z trudem łykając łzy. - Harry mnie zdradzał. Wiedziałam że to nie może być prawda. Mówiłam, że osoby które są z Domu Dziecka są skazane na to. Nikt nigdy mnie nie kochał, i tak będzie, a ja jak głupia myślałam że może być inaczej.
- Nie mów tak... - szepnęła Jane. Usiadła obok mnie na kanapie.
Pierwsze co zrobiłam gdy przeczytałam list od Taylor do Harry'ego, to pojechałam wypłakać się w ramiona Jane. Była dla mnie jak siostra, znałyśmy się od wczesnego dzieciństwa, zawsze razem w pokoju. Alice dołączyła potem.
- Gabby...a co z pokazem? - spytała Alice, czule głaszcząc moje włosy.
- Za chwilę jedziemy. Nie będę się rozklejać. Nie tego nauczyło mnie życie. Przecież to normalne, ja zawsze byłam sama. - odparłam i wstałam z kanapy. Czy wierzyłam w swoje słowa? Oczywiście że nie. Kochałam Harry'ego, całym sercem. Gdy spróbowałam wziąć torebkę, coś we mnie pękło. Straciłam swoja zimną barierę. Zaufałam jemu za szybko. Stopił we mnie lód, pobudził uczucia.
Można by to porównać do zamrożonej skały, która pod wpływem ciepła, czyli miłości się roztapia. Rozgrzewa się co raz bardziej, aż jest co raz bardziej parząca. Przyzwyczajona atmosferą i ciepłem, pęka na miliony kawałków, gdy ciepło znika. Skała nie istnieje. Mojego serca nie ma. Wracam do życia robota.
Wypłakuję się na ramieniu bezradnej Jane.
- Gabby...to może ja odwołam ten pokaz? - spytała Alice.
Wzdrygnęłam się, otarłam szybko łzę.
- Nie. Nie ma mowy. Chcę zobaczyć, czy on się tam pojawi. Nie mogę przejmować się że ktoś mnie zdradził. To normalne, jestem przecież gorsza. - odparłam przeczesując swoje włosy.
- Nie mów tak. Ten dupek nie ma oczu. Jesteś ładniejsza od tej deski! - zaprotestowała Jane.
- Zrobimy ci świetny makijaż, i damy najbardziej wyzywające stroje. Przyjdzie na pokaz i pożałuje! - dodała Alice.
Uśmiechnęłam się przez łzy.
- Dzięki dziewczyny. - odpowiedziałam.
W drodze do agencji nie odzywałam się w ogóle.
Płakałam.
I nagle zadzwonił Harry. Alice patrząc na mój wyświetlacz zrobiła dziwną minę.
- Odbierz. Posłuchajmy co ma do powiedzenia. - szepnęła.
Odchrząknęłam i odruchowo poprawiłam ubranie.
- Halo? - spytałam do słuchawki.
- Gabby....Gabby ja....nie wiem, na prawdę nie wiem...z nią...z nią wszystko było skończone....a wtedy ona jakoś....mnie zaciągnęła.....błagam wybacz! - krzyknął zrozpaczony głos Harry'ego.
Milczałam.
- Jesteś tam? - spytał łamiącym głosem.
- Jestem. - odparłam cicho, bez żadnych uczuć.
- Wybaczysz mi?
- Harry...nikt, nigdy mnie tak nie upokorzył, i nie zranił. - wydusiłam powstrzymując nawrót płaczu.
- Obiecuję Ci, że to się nigdy nie powtórzy! - krzyknął.
- Myślę że za szybko Ci zaufałam. I to był mój błąd. - wypowiedziałam ciężkie słowa. Wiedziałam że go zraniłam. Pytanie tylko, czy sobie też właśnie nie wbiłam noża w resztki serca...
- Nie mów tak! Ty jesteś jedyna dla mnie! Kocham Cię! - usłyszałam jak płacze.
- Jak się przekonałam, nie byłam jedyna. Jak mogłeś? Pieprzyłeś tą....uuuhhh, nie powiem co, i wróciłeś zadowolony do mnie. I tak oszukiwał byś mnie nadal, gdyby nie te cholerne zdjęcia i list, które ci wypadły! - nie mogłam powstrzymać płaczu.
- Gabby...proszę...ja cię na prawdę kocham! Udowodniłem Ci to chyba tej nocy! Nic dla ciebie nie znaczyła? - krzyknął przez słuchawkę.
Z trudem przełknęłam ślinę.
- Mogę chociaż przyjść na ten pokaz, i potem byśmy pogadali? - westchnął.
- Rób co chcesz. Jesteś dla mnie zerem. - odparłam i się rozłączyłam.
Dojechaliśmy do agencji. Sala pokazowa już jak zwykle w pełnej gotowości, a makijażystki tylko na mnie czekały.
Miałam jeszcze jedną sesję przed pokazem. Na szczęście była w charakterze bardziej rozpaczy, co było idealne dla mojej sytuacji.

Po kilku godzinach pracy, pokaz się rozpoczął. Wyszłam na salę w pierwszej kreacji. Widziałam już na środku Mark'a Twinson'a. Ale to nie jego szukałam. W swojej podświadomości mój wzrok wypatrywał Chłopaka z lokami, który zburzył rutynę i porządek w moim życiu. I w końcu go zauważyłam.

Wypuściłam mocno powietrze i starałam się nie zwracać na niego uwagi. Jak sama mu dziś powiedziałam, był dla mnie zerem. Szkoda tylko, że wcale tak nie myślałam...
Szybkim krokiem przemknęłam obok niego. Czułam jego uważny wzrok, przenoszący się raz z mojej twarzy, na tyłek i z powrotem. Moje serce szybciej zabiło, gdy nasze spojrzenia spotkały się w przelocie. Spuściłam wzrok, i patrzyłam się daleko. A on cały czas, wbijał we mnie swój błagający wzrok. Zaczęłam się zastanawiać, czy mu wybaczyć. Haloo! Ziemia do Gabby! On mnie skrzywdził!
Pozowałam do zdjęć i wkrótce zniknęłam za kotarą.
- Jest?! - krzyknęła Alice czekająca już na mnie z następną sukienką.
- Jest. - odparłam szybko i pobiegłam do przebieralni.
Pod tym względem nie cierpiałam tego zawodu. Pośpiech, dieta, pośpiech, dieta, i to wszystko.
Wybiegłam już w nowej sukience. 5 fryzjerek szybko poprawiły mi włosy, Alice i kosmetyczka ogarnęły makijaż, i gdy do pomieszczenia weszła inna modelka - Kelly, głęboko wciągnęłam powietrze, nastawiłam swój umysł na niemiłosierny stan wyłączenia i wyszłam na wybieg. Podążyłam wzdłuż ,,sceny" i znów zaczęłam pozować. Harry patrzył się wciąż na mnie.
Po 3 męczących godzinach pokaz się skończył. Spotkanie z Mark'iem Twinson'em także. Miałam do końca tygodnia rozważyć propozycję udziału w New York Manson - największych świętach modowych na świecie. Niestety, wiązało by się to z przeprowadzką do Stanów... Chociaż, co mnie teraz tu trzyma?
Gdy wyszłam z przebieralni (na reszcie w swoich ciuchach) o framugę drzwi stał oparty Harry. Wyglądał onieśmielająco.
- Możemy porozmawiać? - spytał cicho.
- Jak chcesz. Tylko szybko, bo się spieszę. - odparłam chłodno.
- Kocham Cię. - szepnął.
Z nerwów zaczęłam pakować byle jak wszystkie kosmetyki.
- Nie kłam, to nie ładnie. - odbiłam.
- Gabby..-próbował zagadać.
- Nie mów tak na mnie. tego zdrobnienia używają osoby...bliskie. Jestem Gabrielle. - chwilę zwątpiłam.
- Ja nie jestem Ci bliski? - spytał łamiącym głosem.
- Myślałam że byłeś. Ale wyszło na to że byłeś komuś jeszcze bliższy. - odparłam.
- Gabby...znaczy Gabrielle, proszę! - błagał.
- Ale o co ty mnie prosisz? Taylor aż garnie się do ciebie. Ja jestem tylko pustą modeleczką której musisz robić pieprzone śniadanka. - odparłam z goryczą.
- Taylor jest pusta i bez uczuć. Ty jesteś cudowna! Moje serce oddałem tobie! - jego głos był co raz bardziej rozpaczliwszy.
Pokręciłam głową.
- Harry, ja wiedziałam, wiedziałam że po prostu nie mogę nikomu ufać. Ale nie wiem czemu to zrobiłam. Ty to wykorzystałeś. Sparzyłam się na ciężkim doświadczeniu. Znasz moją przeszłość. Nigdy, przenigdy nie zaufam już nikomu. - z moich oczu poleciały łzy.
- Daj mi ostatnią szansę! Obiecuję Ci że to już się nie powtórzy! - widziałam w jego oczach łzy. - po tym wszystkim chcesz wrócić do tego co dawniej, czyli nienawiści?
- To co dawniej było dobre. Zostało nam 13 dni. Ten związek i tak nie mógł mieć szans. ,,My" nie istniałoby prędzej czy później. Wróćmy do normalności. Ja się już przyzwyczaiłam. Będziemy spotykać się u Chris'a i Paul'a.  - wyszeptałam przełykając łzy.
- Gabby... - spojrzał mi się prosto w oczy - rozumiem, nie chcesz dawać mi szansy. Ale ja się nie odczepię. Nie potrafię być dla ciebie obcym. Nie potrafię być znajomym. Nie chcę być przyjacielem. Chcę być twoim obrońcą, tym ważnym kimś dla ciebie! - wyszeptał.
Podeszłam do niego powoli. Objął ją w talii, a ona próbowała się odepchnąć, przypierając rękami o mój tors.
- My nie możemy być przyjaciółmi. Ja i ty pragniemy się nawzajem... - wychrypiał.
Po chwili ciszy, chciałam zaprotestować. Sprzeciwić się wszystkiemu, całemu światu.
- Nie! -wydusiłam.
_______________________________________
Jałowy rozdział, wiem. Zacznie się dziać, obiecuję. Ale jest jeden warunek. Zaczyna się rok szkolny, więcej pracy itp.
Rozdziały będą dodawane częściej, jeśli je skomentujecie.
Uszanujcie moją pracę.

PRZECZYTAŁAŚ/EŚ - KOMENTUJ, PROSZĘ!